poniedziałek, 13 lipca 2015

Dlaczego Holendrzy są bogaci?

Wydaje Wam się, że:

A - Zawsze macie pod górkę. Nie macie znajomości, bogatych rodziców, olśniewającej urody, przebojowej osobowości, ponadprzeciętnej inteligencji, żadnego talentu... Whatever wstawić, niepotrzebne skreślić. Macie permanentnego pecha. Macie wrażenie, że wszyscy i wszystko Was ogranicza, że los ciągle rzuca Wam kłody pod nogi. Powtarzacie sobie i wszytskim, jak mantrę, że porażka to Wasze drugie imię. Zadajecie sobie ciągle pytanie - Dlaczego inni mają lepiej?!

B - W Waszym życiu bywa różnie. Raz lepiej, raz gorzej, ale uważacie się za kowala swojego losu, któremu czasem dopisze szczęście. Choć wiecie, że to szczęście jest w połowie efektem Waszej wiary w siebie oraz ciężkiej pracy. Nie poddajecie się łatwo. Nie porównujecie się do nikogo. Jesteście świadomi własnych ograniczeń oraz boicie się porażki.

C - Czegokolwiek nie dotkniecie, to zamienia się to w złoto. Nie tyle, co wierzycie, ile Wy wiecie ze stuprocentową pewnością, że możecie góry przenosić. Pracujecie ciężko, ciężej oraz więcej niż inni i zawsze optymistycznie patrzycie w przyszłość. Porównujecie się do lepszych, bo to jest dla Was najlepszą motywacją do tego, by walczyć i pracować ze zdwojonym wysiłkiem. Porażka Was nie przeraża. Nie ma dla Was ograniczeń. Nigdy się nie poddajecie. NIGDY!

Pomiędzy tymi trzema typami jest jeszcze jakiś pięćdziesiąt innych odcieni osobowości. Jednak myślę, że 90% z Was z łatwością może utożsamić się z punktem A. Lub punktem B. Lub punktem C. Mniej lub bardziej, oczywiście, ale są to takie trzy podstawowe typy przedsiębiorczości. Ile więc z Was wybrało typ A? Niewielu? Tak myślę, że niewielu z Was. Jesteście już z tego pokolenia, co raczej nie lubi się na sobą użalać. To raczej zostawiacie swoim rodzicom i dziadkom wychowanym i żyjącym w komunie. Cóż, taki to był system, który "rozleniwiał" nawet te ambitniejsze jednostki, który kazał uwierzyć, że wszyscy powinni być równi. Myślę jednak, że większość z Was utożsamia się typem B. Ja zresztą też tu się widzę. Wierzę, że świat nie jest ani biały, ani czarny, obsesyjnie nie patrzę na tych, co mają lepiej, więcej i łatwiej ode mnie, ani też nie pocieszam się myśląc, że inni mają gorzej. W ogóle raczej nie patrzę się na innych ludzi. Wierzę w szczęście i pecha, ale i też w ciężką pracę. Myślę, że mam talent oraz wiedzę na tym i na innym polu, i tego się trzymam dość kurczowo. Tak. Przyznaję. Boję się porażki. Tak. Zdarzyło mi się poddać... Choć nigdy bez walki.

I jest też ostatni typ. Typ C. Jak mój Luby. On nie wierzy w szczęście. Ani w przypadek. Ani w zrządzenie losu. On wierzy, że każdy szczęście sam sobie buduje. Każdy musi o nie sam zawalczyć. Nie jest tam żadnym marzycielskim optymistą. On jest optymistą stąpającym twardo po ziemi, bo po prostu wie, że jego ciężka praca, jego wszystkie wysiłki, zostaną nagrodzone. Jeśli nie teraz - to w przyszłości. Luby nie boi się porażki, nie boi się podjąć ryzyka. Nie boi się upadku, bo wie, że z każdej porażki może wyciągnąć wartościową lekcję na przyszłość. Luby wie, że trzeba przegrać wiele razy w biznesie, aby w końcu wygrać. Zresztą - nie tylko w  biznesie. Swoje pierwsze pieniądze zarobił już jako dzieciak w podstawówce (!) zajmując się, jakżeby inaczej, handlem. Niemal wszystko to, co osiągnął - osiągnął to bez znajomości. A raczej - sam zbudował swoją naprawdę imponującą sieć znajomych i przyjaciół, na których widnieją nazwiska ludzi z listy najbogatszych Holendrów. Sam - bo nikt mu w tym nie pomógł. Jego rodzice mieszkają na farmie w prowincji Zeeland i są fizykoterapeutami. Fakt, że nie ma tu raczej "biednych" Holendrów, ale jego rodzicie nie są z bóg wie jakiej klasy społecznej. Po prostu - to normalni ludzie. Lubego dzieciństwo polegało na ganianiu za kurami i zabawie w malutkim pokoju, który był wytapetowany tapetą w Różową Panterę. Jego start w życiu raczej niewiele różnił się od mojego czy Waszego. Niewiele, z taką subtelną różnicą, że Luby urodził się w innym kraju. I co by tu dużo mówić - lepszym. W kraju, w którym jak masz łeb na karku i chęci do pracy, będziesz miał tyle, na ile sam sobie zapracujesz. W kraju, w którym jak masz talent i łeb na karku, to nikt ci tego karku nie przetrąci. Ani szkoła, ani rodzina, ani przyjaciele, ani koledzy z pracy, ani Twój szef, ani Twoi partnerzy w biznesie. Holandia to nie raj, ale to na pewno kraj, od którego powinniśmy uczyć się nie tylko handlu, ale i ogólnie - przedsiębiorczości. Holandia to kraj, w którym uczysz się od dziecka, że szczęście nie jest dziełem przypadku ani przeznaczenia, ani nawet "Twoich pleców", ale to efekt CIĘŻKIEJ PRACY. I tu mamy właśnie pierwszą odpowiedź na pytanie: Dlaczego Holendrzy są bogaci?

1. Nie boją się ciężkiej pracy. Luby pracuje 6 dni w tygodni, często i gęsto jest to około 70 godzin tygodniowo. Nie ma zmiłuj się, to jest coś za coś. Chcesz coś osiągnąć w życiu - musisz zapieprzać. No chyba, że wygrasz w Lotto...

2. Nie boją się podejmować wyzwań, nie boją się wyjść ze swojej strefy komfortu. Wierzą, że porażka to nie klęska. Porażka to kolejna lekcja w drodze do sukcesu. Mają świadomość, że podejmując ryzyko poniosą i kilka porażek.

3. Od dziecka są uczeni zaradności i przedsiębiorczości. Wiele holenderskich dzieciaków na King's Day sprzedaje swoje używane książki, ciuchy i zabawki. A słyszeliście o croissant boys? To grupa chłopców, którzy w Amsterdamie w weekendy przywiozą Ci na rowerze pod dom świeże croissanty i sok pomarańczowy. Ci chłopacy już są prawdziwym hitem na naszym osiedlu! Sami zresztą możecie sobie takie śniadanko pod dom zamówić: CroissantboysA naprawdę nie są to dzieciaki, które muszą dorabiać do kieszonkowego. Jestem pewna, że za kilka lat jeszcze o nich usłyszymy!

4. Mentorzy i coache - tych ma niemal każdy Holender, który poważnie myśli o swojej karierze. W razie wątpliwości zawsze może poprosić swojego mentora o radę i pomoc. To nie tylko jest ważne w życiu, ale i w biznesie, jakimi ludźmi się otaczamy. A tym ważniejsi są ludzie, od których często uzależniamy nasze decyzje w kluczowych sprawach.

5. Rozwój. Holendrzy ciągle się dokształcają, ciągle poszerzają swoją wiedzę i kwalifikacje. Znajomy Lubego, lat pięćdziesiąt parę, zamiast na wakacje to pojechał do znanej (i cholernie drogiej) w Holandii szkoły językowej uczyć się hiszpańskiego. A znał już biegle cztery języki. Chciał po prostu - zwiększyć swoje kwalifikacje. Po prostu - to człowiek, który chce ciągle uczyć się nowych rzeczy. I tak mają Holendrzy. Wiecznie są głodni wiedzy. Ciągle się rozwijają.

6. Holendrzy nie dadzą sobie w kaszę dmuchać. Nie dadzą się wykorzystywać. Nie dadzą sobą pomiatać. Holendrzy nie użalają się nad sobą. Nie robią z siebie biednych męczenników. Jest to kwestia ich mentalności, wychowania, ale i też - polityki. Nie po to Dacze kończyli szkoły, by pracować za grosze. Nie po to brali na studiach kredyty. Jeśli coś Holendrowi nie będzie odpowiadać - znajdzie sposób, by to zmienić. Dacze wiedzą, że dopóty jesteś zwycięzcą, dopóki masz alternatywę. A jak nie masz alternatywy - to sobie ją sam stwórz. Niemożliwe? Ano właśnie Dacze myślą, że wszystko jest możliwie. Dopóki masz dwie ręce, dwie nogi i głowę na karku, dopóty możesz wszystko. WSZYSTKO.

7. Większość Holendrów to właśnie typ C i o tym, że są bogaci decyduje po pierwsze ich ciężka praca, a po drugie ich sposób myślenia. To tak w wielkim skrócie. Dacze wiedzą,że Jeśli chcesz w swoim życiu czegoś, czego jeszcze nigdy nie miałeś, musisz zrobić coś, czego nigdy jeszcze nie zrobiłeś. Nawet, jeśli to oznacza, że sam musisz zacząć wszystko od zera. Wszystko od początku. Nawet, jeśli to oznacza wyjście ze sfery komfortu. Nawet, jeśli przy tym kilka razy ci się nie uda i kilka razy dostaniesz po dupie. Holender wie, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana ;)

13 komentarzy:

  1. Najlepszy blog na świecie..uwielbiam!! zawsze poprawi humor i da pozytywnego kopa, odrazu mam chęć do działania ;) Pani Renato jest Pani SUPER

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa i pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  2. Nie po to Dacze kończyli szkoły, by pracować za grosze - od tego mają Polaków

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polaków, którzy nie potrafią wymusić na swoim rządzie i kraju zmian na lepsze. Takich, którzy w kraju siedzą w strefie komfortu - jest chujowo, ale stabilnie. Wybieramy na kolejne kadencje tych samych pierdzistołków, którzy nic nie zrobią - zupełnie jak we wcześniejszych latach, ale przynajmniej ich znamy.
      A dla tych, którzy wyjechali z kraju to grosze nie są. Inaczej nie byłoby ich w tych pracach.

      Usuń
  3. Hmmm.. Holendrzy mam przyjemność z nimi pracować a raczej Holenderkami... nie powiedziałabym, że one ciężko pracują... Pracuję w kraju anglojęzycznym i fakt umią jęzki obce, z resztą kiepsko. Pracuję na stanowisku supervisor, branża medyczna. Nie moge narzekać na dziewczyny z Europy Wschodniej i Usa, W tym momencie mam wielki znak zapytania co do holenderskiej 'pracowitości.Ciekawy blog Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty to masz prawdziwy dar pisania :) Zazdroszcze! Ja bez chwili zastanowienie przypisałabym się do grupy C, niestety do bogatego Holendra jeszcze mi baaaardzo daleko :) Nawet ostatnio kiedy rzuciłam pracę w nudnym banku i założyłam swoja firme na FB napisałam, "Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana" :) Tak wiec, kto wie :) Pracuje cięzko i czekam, mam nadzieję, że się doczekam :) Natomiast z jednym na pewno zgodzić się nie mogę, że Holendrzy swoje bogactwo zawdzięczają ciężkiej pracy. Pracowałam z Holendrami przez kilka lat i niestety słowa ciężka praca to oni raczej nie znają. Wręcz przeciwnie, cały czas patrzą co by tu robić żeby sie nie narobić. Oczywiście zdarzają sie na pewno takie ewenementy o których piszesz i znam też takich, ale na pewno nie przypisałabym tego do całego społeczeństwa, ani nawet do większości. Kiedy pracowałam w banku, Holendrzy przychodzili, najpierw kawka, potem gazetka, potem internet i dopiero się zabierali się za robotę. Punkt 17:00 wychodzili, no bo skoro za nadgodziny nikt nie płaci, to po co mają zostawać, to nic, że robota na biurku kipiała, jutro tez jest dzień, mnie też kazali do domu się zbierać, żeby potem nie było, że ja zostaje a oni nie, mogliby stracić w oczach przełożonego.
    Holendrzy mieli po prostu szczęście, że urodzili się w rozwiniętym i bogatym kraju. Gdzie płaca jest po prostu na dużo wyższym poziomie niż w Polsce. Gdzie każdy pracownik dostaje 13-stkę czasami 14 plus oczywiście wakacyjne. Gdzie do 2008 nikt nie wiedział co to bezrobocie. Każdy miał ciepła posadkę, bez obawy, że go ktoś zwolni. W banku, w którym pracowałam połowa to byli staruszkowie po 60, którzy przepracowali tutaj całe swoje życie. Kiedy odchodzili na emeryture dostawali odprawę w kwotach takich, że mogli sobie za to spokojnie od razu dom kupić. I były to osoby z najniższych stanowiskach, więc tylko pozostaje się domyślać ile dostali ci na wyższych. Kolejna sprawa to emerytury. My już pewno tych czasów nie doczekamy, ale teraz emeryt ma taką kaskę, że ja tylko o tym pomarzyć mogę. Nawet na emeryturze wakacyjne dostają. Tak więc jak dla mnie to nie ciężka praca, a po prostu ustrój kraju, zapewnił im taki dobrobyt. Ale niestety w ostatnich latach zaczyna sie to zmieniac, tak więc nasza przyszłość już taka różowa nie będzie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie z Toba!!! Pracuje z Holendrami i ciagle narzekaja, ze juz nie ma kolonii i jak to bylo fajnie kiedy cala Indonezja na nich pracowala. Jedne co w nich podziwiam to zaradnosc, nawet marka Buddha to Buddha, ktora jest super popularna, wyroby sa produkowane w Indonezjii, ale uwazane za holenderkie. Ich sposob robienia interesow jest niesamowity, ale to glownie starsza generacja. Jesli chodzi o znajomych, w Holandii kazdy jest mily dla kazdego, jesli widzi w tym interes, jesli nie ma w tym interesu z usmiechem na twarzy szybko uswiadamiaja drugiego czlowieka, zeby nie marnowac im czasu. Jestem tutaj juz sporo lat i obserwuje to spoleczenstwo z roznej perspektywy i jedno co im daje ik ben dziala super, a w swojej poprawnosci politycznej potrafia wytlumaczyc wszystko, nawet to, ze byli przeciwni apartheidowi a przeciez wszyscy wiemy jak bylo...

      Usuń
  5. Mam wrażenie, że typ A to 90% naszego społeczeństwa... To bardzo smutne, że zawsze liczymy na kogoś zamiast na siebie samych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe, nawet bardzo... i po refleksji...
    Kiedys bylam B teraz jestem C coraz pelniej...
    Punkty 1 i 2 tak pracuje wiele wiele godzin, czasem wstaje o 5 h rano by pisac albo by cwiczyc... nie boje sie pracy w tzw dni wolne. Jak czegos chce to pre...
    Punkt 3 zupelnie nie!!! z tym calkiem na bakier u mnie bylo!
    Punkt 4 od wielu lat mam coacha... i nie wstydze sie tego, co miesiac mam konsultacje i wiele mi to daje!
    Punkt 5 tak non stop, ucze sie non stop jezykow, pisania, historii, filozofii, teologii to mnie interesuje i te wiedze wykrozystuje a mam troche ponad 40 lat i doktorat... nie siedze jednak na laurach.
    Punkt 6 taki jest moj syn, on wie, ze moze wszystko... ja mam wiecej watpliwosci czy pokory hm nie wiem?
    Punkt 7 po d... dostalam setki razy czasem sie zalamalam ale tez sie tego nie wstydze!
    fajny wpis pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, bardzo ciekawy wpis, jak i caly blog. Masz bardzo trafne spostrzezenia nt Holendrow, ktore podzielam z Toba. Wlasnie robie miesieczne praktyki jako studentka medycyny w AMC w Amsterdamie. Strasznie mi sie tu podoba, jest niesamowicie! Ludzie swietni, pomocni, a medycyna na wysokim poziomie :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Twój Luby miał po prostu szczęście że urodził się w takim kraju. W Holandii wystarczy zaczepić się o jakąkolwiek robotę i nie bać się pracy to można spokojnie te 2000 euro zarabiać. W Polsce 2000 złotych to jest nic, tutaj żyjąc normalnie można spokojnie połowę z tego odłożyć.
    Holandia jest takim krajem w którym nie trzeba oszczędzać, bo pieniądze same się oszczędzają. W swojej najlepiej płatnej pracy zarabiałem 680 euro tygodniowo na rękę, jako niewykwalifikowany pracownik bez języka, więc ciężko to porównywać z Polską.
    Holandia jest przyjaznym krajem, bo ciężko tu zbankrutować.

    OdpowiedzUsuń
  9. Może i ja coś powiem. Po intensywnej znajomości z Holendrem mogę stwierdzić.
    Raz. 1500 zł najniższa krajowa w zaokrągleniu- możesz Tylko pierdnąć.
    1500 euro najniższa krajowa w Holandi. Wynajmujesz mieszkanie, masz auto i jesz co chcesz, mozesz nawet odłożyć aby wyjechać na Karaiby, lub zaszaleć na weselu w Polsce. Nie wiem czemu jest porównywanie Polaka do Holendra. Tam jest inna mentalność bo oni nie wiedzą jak to jest być bez pieniędzy, i żyć z miesiąca na miesiąc. Tam zwolnienia? Nie ma jak jest to taki wykształcony znajdzie gdzieś indziej szybko prace. A ja? studia wyższe, szukam 3 miesiace pracy, płatnej abym mogla i tą Holandie odwiedzić. Tam pojechalam znalazlam w tydzien pracę, fakt beznadziejna ale kasa była. a tu trzeci miesiąc i zadna. Dziekuje

    OdpowiedzUsuń
  10. To wielkie bardzo wielkie uproszczenie tematu o Holandii. Bogactwo tego kraju nie ma nic wspólnego z zaradnością jego Narodu Holandia przede wszystkim uczestniczyła czynnie w imporcie dóbr wszelakich podczas wielkich odkryć geograficznych za Kolumba i długo długo później. Poszczególne ówczesne firmy i konsorcja powiązane z królem Holandii osiągały6zyski przewyższają dochody całych państw w Europie nie mówiąc już o świecie. Dzisiaj jest łatwo na podstawie olbrzymiego kapitału zgromadzonego w dosyć niewielkim kraju bawić się w zaradność, która na dłuższą metę pozostaje zabawą i nie przekłada się później na bogactwo kraju, które ugruntowaną się historycznie.

    Dzisiaj dochód tego kraju to przede wszystkim eksport dóbr wyprodukowanych w Holandii przez przemysł i na podstawie tego wielki rynek usług. Holandia strukturalnie na podstawie zgromadzonego kapitalu stworzyła wielkie zakłady pracy które po dziś dzień przynoszą zysk. Dodatkowo co ważne położenie geograficzne tak jak za odkryć Kolumba tak i po dziś dzień pomocne jest przy dystrybucji towarów droga morska. Amsterdam i Rotterdam to największe pory morskie w Europie nie bez powodu...

    OdpowiedzUsuń