wtorek, 28 lipca 2015

Czego w Holandii nie lubię?

Taaaaak. I powróciło "holenderskie" lato. Czyli jest szaro, buro i ponuro. I deszczowo. Bardzo deszczowo. Kiedy ktoś mnie pyta, czego najbardziej w Holandii nie lubię, zawsze bez wahania odpowiadam - pogody! Nie lubię deszczu, tego zimna, wiatru... Brr! A może zrobiłam się już na tyle holenderska, że lubię sobie na pogodę ponarzekać? Przyznajmy to jednak szczerze. Do holenderskiej pogody nie sposób się przyzwyczaić, nawet jeśli mieszka się tu kilka lat. Nawet - od urodzenia. Lipiec to chyba za bardzo nas rozpieścił tymi promykami słońca i wysokimi temperaturami. Człowiek bowiem dochodzi do wniosku, jak potrzebna w jego właściwym funkcjonowaniu jest pogoda. Jak o wiele łatwiej żyć, pracować, bawić się, śmiać się, uśmiechać, kiedy na zewnątrz jest tak słonecznie i tak pięknie... Tak, pogody w Holandii nie lubię.

Czego jeszcze w Holandii nie lubię? Otóż... ludzi. A raczej - pewnych ich cech. Spokojnie, spokojnie. Wbrew temu, co właśnie napisałam i wbrew temu, co jest w tytule, będzie to post bez żółci. Cóż, nie można przecież lubić wszystkich i wszystkiego - człowiek jest już tak skonstruowany, że świat postrzega selektywnie. Ostatnio jednak mogliście pewnie odnieść tu takie wrażenie, że wręcz rozpływam się nad Holendrami, gloryfikuję ich, wystawiam na piedestał. Dziś więc dla równowagi będzie o daczowskich wadach. O tym, czego subiektywnie w Holendrach nie lubię. Dacze - to w końcu inny naród, niż Polacy. Z inną kulturą, historią, mentalnością, wartościami, więc niemal oczywistym jest, że za pewne cechy ich lubię, wręcz podziwiam, a za pewne cechy cóż... nie darzę ich zbytnią sympatią. Delikatnie powiedziawszy...

 Podziwiam Holendrów na pewno za ich twardy charakter, upór, siłę, opanowanie. Za to, że nie boją się podjąć ryzyka, nie boją się zmian. Za to, że nie pozwolą sobie w kaszę dmuchać. Za ich pewność siebie, samoakceptację. Tolerancję dla odmienności (chociaż nie każdej). Za to, że są ludźmi, którym się zazwyczaj udaje wszystko, co sobie postanowią i zaplanują. Za to, że wiedzą, jak walczyć o swoje szczęście. Za to, że problemy traktują, jako wyzwanie. Że nie użalają się nad sobą. Wiedzą, jak być szczęśliwymi nie tracąc czasu na zbędne rozważania. Za ich optymizm. Podziwiam ich za to, że nie patrzą na świat przez pryzmat swoich słabości, ale przez pryzmat swoich mocnych stron. Widzicie, sporo się tu tego uzbierało, ale... Ale Dacze mają też pewne cechy/wady, które dały mi się we znaki. Wady w ilości sztuk 10.

1. Pragmatyzm
Takie pragmatyczne podejście do życia ma swoje plusy i minusy, oczywiście. Jednak u Holendrów sięga ono czasem absurdu, jak u znajomej Lubego, która kupiła kilkuletniego kota, bo ten... będzie żyć krótko! Jej podejście było zaiście bardzo pragmatyczne i bardzo w daczowskim stylu - chciała mieć zwierzątko, ale na krótko, góra 2-3 lata. To znalazła takiego sierściucha, który swoje lata już ma. A co z miłością do zwierzęcia? Zapytacie pewnie. Otóż miłość w Holandii też jest czasem pełna pragmatyzmu. Luby ma taką znajomą parę, co jest razem siedem czy osiem lat. Mieszkają ze sobą, żyją razem, ale zachowuję się czasem tak, jakby byli... rodzeństwem. Patrząc na nich widać, że namiętności już tam żadnej nie ma od dawna. Miłość też jakby gdzieś uleciała. Moi dziadkowie po pięćdziesięciu latach małżeństwa już mają w sobie więcej pasji. Przynajmniej kłócić jeszcze im się chce. A tam nic, zero emocji. I kiedyś zapytałam ją, czy myślą o ślubie. Odpowiedziała: A wiesz, on bardzo nie lubi zmian. Pewnie jak sama mu się nie oświadczę, to on tego nie zrobi. No właśnie, po co coś zmieniać? Źle przecież nie jest. A jak źle nie jest, to chyba znaczy, że jest dobrze....?

2. Interesowność 
Choć bardziej pasowałoby tu angielskie określenie business oriented. Irytująca jest właśnie interesowność Holendrów, że jeśli cię nie znają i zostajesz im właśnie przedstawiony, to będą z tobą rozmawiać dopóty dopóki będą w tym mieć interes. Oceniają cię na zasadzie - do czego możesz im się przydać? Jaki będzie z ciebie pożytek? Co możesz wnieść w ich życie? W Holandii mam wrażenie, że czasem jesteś wart tyle, ile twoja praca, ile twoje znajomości, twój status społeczny, twój portfel... Oczywiście nie jest tak wszędzie, we wszystkich środowiskach, ale naprawdę, jeśli zostajesz przez kogoś przedstawiony Holendrowi, to jego pierwsze pytanie brzmi: Co robisz, gdzie pracujesz? I jeśli odpowiesz dość interesująco dla tegoż Dacza, to będzie wałkował z tobą temat twojej pracy aż do bólu, aż do szczękościsku. Albo będzie to koniec waszej rozmowy. Pragmatyczny Dacz przecież nie będzie marnował swojego jakże cennego czasu...

3. Egoizm
Pierwszeństwo... Tak moi drodzy. Pierwszeństwo to pierwsza i chyba największa oznaka egoizmu Holendrów. Tu nie ma pierwszeństwa ten z prawej strony, nie ma drogi podporządkowanej, czerwonego i zielonego światła ani nie ma pierwszeństwa ten, kto właśnie wychodzi z jakiegoś budynku. Tu pierwszeństwo ma zawsze Dacz, jakby ono było wyznacznikiem jego wartości. Tu NIGDY nikt nikomu nie ustąpi. No nikt, kto jest Daczem. Dacze w jakiś dziwnych i niezrozumiałych dla mnie zapędach zawsze wymuszają pierwszeństwo. Dla mnie ustąpić komuś nie jest wcale oznaką słabości, ale uprzejmości. Dobrego wychowania. A czasem wręcz wynika z ogólnie panujących zasad, na przykład drogowych. Dla Daczy, a już zwłaszcza Daczek, ustąpić komuś to niemal, jak przyznać się, że ten ktoś jest od nich lepszy... Wymuszanie pierwszeństwa (nie tylko na drodze) jest wadą Holendrów, której chyba najbardziej nie znoszę...

4. Wyniosłość 
W sensie sztywność i rezerwa. Dacze często lubią trzymać dystans. Nawet ze swoimi znajomymi. Nawet wśród swoich przyjaciół. To często może być odbierane właśnie, jako wyniosłość. Holendrzy w większej grupie zazwyczaj starają się być najlepszymi wersjami samych siebie. Jakby "być sobą" w Holandii nie mogło wystarczyć, jakby to było za mało. Holendrzy wolą ukrywać swoje prawdziwe emocje, niby są szczerzy, ale szczerze nie mówią ani o swoich uczuciach, ani o swoich problemach (a nie ukrywajmy - każdy ma jakieś problemy). Wolą skupiać się na innych, by broń boże nikt nie skupiał się na nich. Są zamknięci pod pancerzem wyniosłości, co często wręcz można odebrać, jako gburowatość.

5. Wywyższanie się
Można to w sumie też podciągnąć pod wyniosłość, ale tu chodzi mi bardziej o takie wywyższanie się Holendrów tylko z tego powodu, że w ich mniemaniu, mają lepszą pracę. Albo więcej pieniędzy, albo dom w lepszej dzielnicy, albo lepszej klasy samochód, itp, itd. O ile wyniosłość ma bardziej charakter fizyczny, o tyle wywyższanie się Holendrów to wyższa szkoła jazdy psychologicznej. Choć najbardziej dziwią mnie Dacze, którzy czują się obywatelami pierwszej i najlepszej kategorii tylko dlatego, że mają holenderski paszport. Jakby to tylko narodowość stanowiła o tym, jakim człowiekiem jesteś... Dacze często funkcjonują w dość zamkniętych i hermetycznych grupach, nie dopuszczając nikogo z zewnątrz. Czasy klas społecznych niby dawno temu już minęły, ale nie ma co ukrywać - jeśli nie byłeś jednym z nich od początku - nigdy nim nie będziesz. Dacze nie lubią obcych i naprawdę potrafią dać odczuć, gdzie jest twoje miejsce w szeregu, czytaj: w ICH Holandii.

6. Skąpstwo
Legendarne już skąpstwo Holendrów, którego może sama tu nigdy nie doświadczyłam, ale o którym było już tyle razy mówione, między innymi tutaj: 50 (euro)cent of shame, czyli historia Basi i tu: Where is my money man? Czyli ponownie 50 eurocent of shame. A i pewnie większość z Was zna z tego cyklu historie z własnego doświadczenia ;)

7. Brak dystansu i poczucia humoru
Nie od dziś wiadomo, że poczucie humor to niezbyt mocna strona Holendrów. Jak dla mnie największym tego dowodem jest historia, gdy dzień przed którymś tam weselem udaliśmy się na uroczystą kolację. Zamówiłam małże. Przepyszne. Naprawdę najlepsze, jakie miałam okazję zjeść w życiu. Do tego frytki - nie wiedziałam, że można zrobić tak smaczne frytki. Doskonałe wręcz. Ktoś zapytał, jak mi smakowało. Mieszkałam w Holandii dopiero trzy miesiące, więc szczerze odpowiedziałam, że miałam właśnie orgazm kulinarny. No co, w Polsce to przecież normalne określenie. No właśnie - w Polsce. Swoją odpowiedzią wprawiłam w konsternację i w zakłopotanie cały stół. Wszystkich Daczy. Zrobiła się cisza, ta z tych krępujących. Luby uszczypnął mnie pod stołem. O, o. Ups! Ależ popełniłam gafę. No dramat. Tragedia! Tak przekroczyć granicę dobrego smaku i przyzwoitości to w Holandii nie wypada! Cóż ja powiedziałam?! Kolejny przykład - ostatnio na siłownię założyłam pomarańczową koszulkę. Zaczepił mnie jeden z trenerów: Pomarańczowy t-shirt! Mój ulubiony kolor. Wiesz, że w buddyzmie symbolizuje on wejście na drogę oświecenia? Zażartowałam: Może dlatego w USA to kolor więziennych uniformów? Nie załapał dowcipu. Odszedł - obrażony. Z Daczami nie ma żartów moi drodzy!

8. Brak gustu
A raczej to gust bardzo ujednolicony. Zarówno jeśli chodzi o Holendrów, jak i Holenderki. Zero jakiegoś indywidualizmu, zero własnego stylu. Brakuje mi tej różnorodności, którą widzę na polskich ulicach. Zresztą, nie tylko na polskich, ale i na ulicach całej Europy. Za granicą Daczy poznam od razu, jakby wyszli z jednej fabryki. Jednak w końcu to kraj doe maar gewoon, dan doe je al gek genoeg, bo przecież bycie normalnym jest już samo w sobie dostatecznie szalone, a w ubiorze i wyglądzie - już zwłaszcza! Ach! Bądźmy więc wszyscy jednakowi, jakby to było wystarczająco indywidualne!

9. Dawanie rad
Co ty wiesz o zabijaniu? Dacz wie wszystko. ZAWSZE. LEPIEJ. A na pewno lepiej od ciebie wie, jak TY masz żyć, jak i gdzie pracować, jakie decyzje masz podejmować i co jest NAJLEPSZE dla ciebie. Dacz niczym wróżka przepowie ci przyszłość i da ci garść rad na temat twojej przyszłości i życiowej drogi. Wróżbita Maciej mógłby się od Daczy uczyć, bo Daczom nawet nie trzeba talii kart, gwiazd, linii papilarnych i innych tam fusów, by powiedzieć ci, jaka będzie twoja przyszłość i co zrobić, by ją zmienić. Na LEPSZĄ. Nawet, jak Dacz cię nie zna - i tak będzie ci radzić. Nawet, jeśli ty o radę nie prosisz. Nawet, jeśli ty tej rady nie potrzebujesz. Bo ty jeszcze nawet nie wiesz, że ta rada odmieni twoje życie i, co najlepsze!, nie musisz nawet za nią zapłacić, bo jedyne, co Dacze tak hojnie rozdają za darmo, to właśnie... rady!

10. Ksenofobia
Ostatnim i najsmutniejszym punktem na mojej liście jest ksenofobia. Myślę, że najlepiej zobrazuje ją poniższa grafika...

11 komentarzy:

  1. Ma Pani dar pisania, zazdroszczę ;) zgadzam sie z tymi Daczowskimi wadami, najsmutniejszy ostatni punkt KSENOFOBIA. Dacze maja to do siebie, ze na inne narodowości patrzą z góry, czuja sie lepsi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Holenderskie lato nie jest takie zle, mieszkałam kilka lat w Islandii, tam to dopiero pogoda nie rozpieszczała. Od 3 miesiecy mieszkam w Holandii, szukałam jakis informacji w internecie o tym kraju ,ludziach i trafiłam na twoj zabawny i ciekawy blog. Bylam ostatnio na kolacji z Holendrem, zaprosił mnie na randkę. Jak przyszło do zapłaty to zaproponował, ze sie złożymy...troche sie zdziwiłam. Za drugim razem byłam u niego, zaproponował, ze cos zamówimy do jedzenia, zgodziłam sie ale tak wyszło, ze to ja zapłaciłam. To sa szczegóły ale takie SKĄPSTWO u faceta mnie razi ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąpstwo? Facet ci zaproponował, że zapłacicie razem, a za drugim razem Ty mu płacisz. To chyba rozsądny układ, nie?
      Skąpstwo...ph, odezwała się księżniczka.

      Usuń
  3. Bardzo lubie ten blog, niedługo jade na urlop do Polski napewno kupie Pani książkę Gracze. Napisała jeszcze Pani cos? Taki fajny blog to z pewnością warto przeczytać wszystko co napisane przez Panią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa :) Na razie wydana jest tylko powieść "Gracze", ale właśnie podpisałam umowę na następną powieść, która będzie wydana w przyszłym roku :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Bardzo trafne spostrzeżenia! Dodałabym jeszcze jeden punkt. Nie lubie języka holenderskiego!! A jak pani sobie radzi z nauka? Język Daczow opanowany?

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rysunek, mocno stereotypowy, ale mający w sobie coś autentycznego. Można równie dobrze narysować faceta w garniturze z podpisem: Jak mnie widzą, a pod spodem jak mnie widzą gdy się dowiedzą, iż jestem Holendrem: Czapeczka rasta, pomarańczowa koszulka z gandzią i skręt w dłoni, chodaki na nogach i dziwka na smyczy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Punkt 3, to chyba o Polakach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no na drogach to na pewno. W Polsce troche zawsze boje sie jeździć, zważywszy na różnych wariatów. Tutaj wszyscy sie przepuszczaja, uprzejmi, nie spieszacy sie. Prosze jakie różne odczucia! Może to ten Amsterdam taki dziki, ale też jeździłam tma dużo i nie zauważyłam. Trzeba jedynie uważać na Volkswageny Polo...;-P

      Usuń
  7. Ze skąpstwem ciężko mi się zgodzić, poznałam kilku Holendrów jak przyjechali do Polski. Notorycznie w każdym sklepie mówili, że "reszty nie trzeba". Jak chciałam się zwinąć szybciej z imprezy, bo za chwilę miał odjeżdżać mój ostatni autobus, to zaczęli mnie przekonywać, że zapłacą mi za taksówkę i nie odpuścili dopóki się nie zgodziłam, w klubie co chwilę chcieli płacić za kogoś z nowo poznanych ludzi (nie odczuwało się w tym próby wywyższania się), więc trochę zdziwił mnie ten punkt ;)

    OdpowiedzUsuń