poniedziałek, 22 czerwca 2015

Dlaczego Holendrzy nie dają sobą pomiatać?

Cóż, mam dziwne przeczucie, że te pytania obrócą się w cykl. I mam nadzieję, że ten cykl nie obróci się przeciwko mnie... Wszak w zeszłym tygodniu padło już pytanie: Dlaczego Holenderki są atrakcyjne? Bo kto pyta, nie błądzi, a kto drąży (do prawdy), ten zawsze ZDĄŻY (do wybawienia). Czy jakoś tak. Jednak czy prawda zawsze jest zbawienna?

Uczono nas w szkole, że pytać nie wypada. Nie. Lepiej, jeśli nie wiesz, to kiwaj głową i nie wybijaj się przed szereg. Bądź, jak masa. Jednolita. Pospolita. Pamiętam, jak w liceum zadałam pytanie na lekcji historii (historia to był wtedy jeden z moich ulubionych przedmiotów): Dlaczego profesor nie wspomina o tym, że zanim Niemcy zaproponowali Rosji Pakt Ribbentrop-Mołotow, trzy razy wpierw wyszli z podobną ofertą do Polski, ale właśnie przeciwko Rosji? A może zaproponowali nam dwa razy, już nie pamiętam, bo historią przestałam się interesować sukcesywnie zniechęcona po jej lekcjach w liceum. A cóż mój profesor wtedy odpowiedział? Przy całej klasie? Siedź cicho, Renata. Tak. Siedź cicho. A w domyśle, zamknij się dziewucho. W Polsce uczymy się historii i HISTORII. Różnica między jedną a drugą polega na interpretacji i na przekonaniach twojego nauczyciela. Może nawet jest uzależniona od jego preferencji politycznych (jestem ciekawa, co nauczyciele mówią teraz uczniom w szkołach o katastrofie w Smoleńsku?). Prawda jest taka, że w polskich szkołach nie do końca uczymy się... prawdy. Czy to jakieś pozostałości po komunie? Tego nie wiem, ale w końcu zbrodnię katyńską w dawnej "interpretacji" historia Polski przypisywała Niemcom... A ci, co i tak wiedzieli swoje, mieli siedzieć cicho... Siedź cicho Renata i nie zadawaj pytań. Tak... To ważna lekcja... historii.

Od początku uczy się nas tego, by siedzieć cicho. Uczono tego naszych dziadków, naszych rodziców i nas. Jestem z rocznika 1985, więc nie wiem, na ile teraz zmieniło się to w szkołach, ale według mnie - w mniejszych miejscowościach system edukacji ciągle stawia na te same "wartości", co za moich czasów. I mamy po raz pierwszy - Holendrzy nie dają sobą pomiatać, bo ich nikt nie uczył od małego, w szkołach, by siedzieć cicho. By się nie wyróżniać. By nie zadawać pytań. By płynąć z prądem. By być, jak masa. Jednolita. Pospolita. By być bezmyślnym konformistą. To raz.

Dwa. Autorytety. I znów podam przykład z własnego podwórka. Tym razem ze szkoły podstawowej. Mieliśmy takiego księdza u nas w mieście. Rudego. Grubego. Z zapuszczonymi paznokciami u dłoni przy najmniejszych palcach. Paznokcie były długie, obleśne i tylko bóg wie po co zapuszczone i gdzie dokładnie ów ksiądz się nimi drapał. Ksiądz lubił też sobie dotykać. Pomacać. Tak po ludzku, młode dojrzewające dziewczęta. Niby dla żartu, ha ha, niby było to dla niego bardzo śmieszne. Taki z niego był agent provocateur, bo co złego, to nie on. Jak mnie raz, już po dzwonku, na korytarzu złapał za tyłek, nie postało mi nic innego, jak powiedzieć mojej mamie. Moja mama, gorliwa katoliczka, nie miała innego wyboru, jak coś z tym zrobić, gdzieś to zgłosić. W tym czasie też inny nauczyciel od języka polskiego od nas z podstawówki, który prowadził lekcje dodatkowe i dość przyjaźnił się z uczniami, usłyszał od innych dziewcząt o preferencjach księdza z długimi paznokciami. Ksiądz wyleciał w atmosferze skandalu (część wiernych go broniła!) ze szkoły i z naszej miejscowości. Co się z nim stało? Co z nim kuria zrobiła? Ano wysłała go... na wieś. Awansowała na proboszcza! Tak, na małej, maluteńkiej wsi, skarżyć się na proboszcza to nie wypada... Nie. Na małej maluteńkiej wsi wszystkie "skandale" zamiata się pod dywan. I problem został rozwiązany. Nikt więcej na księdza już się nie skarżył...


Od tego incydentu na religię już nie uczęszczałam, a i do końca życia stałam się ateistką. I oto przyczyna numer dwa, dla której Holendrzy nie są narodem, który daje sobie w kaszę dmuchać. Dacze nie dają sobą pomiatać, bo u nich religia nie wkracza taką siłą w ich życie, w ich mentalność, w ich moralność. Holenderski premier nie uratuje tutaj hostii, o czym będą trąbić wszystkie media. Ksiądz czy tam pastor nie powie na mszy Holendrowi, na kogo ma głosować w wyborach. Zresztą Holender by i tak nie posłuchał. W końcu ma swój rozum i sam za siebie potrafi zdecydować... Jak Holender szuka autorytetu to nie będzie nim ksiądz, pastor czy inny duchowny. No chyba, że trafi się taki naprawdę mądry. Nie. Mój luby ma coacha, swojego sąsiada, miłego starszego pana koło sześćdziesiątki, który jest dla niego autorytetem w biznesie i którego radzi się co pewien czas podejmując ważne decyzje dotyczące swojej kariery i naszej przyszłości. Jego sąsiad wydał kilkanaście książek i ma swój program w holenderskiej tv. Jest gejem otwarcie się do tego przyznającym. I nikt nie patrzy tu na niego poprzez pryzmat jego orientacji, ale jego inteligencji i wiedzy. I to jest autorytet, który właśnie coś wnosi w twoje życie, a nie ksiądz z ambony, który nie mając tak naprawdę bladego pojęcia o normalnym życiu, mówi innym ludziom, jak mają żyć. A sami pomyślcie, gdyby na przykład taki profesor Miodek przyznał się, że jest gejem... Dalej pozostałby dla wszystkich autorytetem w dziedzinie języka polskiego? Nie sądzę...

W Polsce są rzeczy ważne i ważniejsze. W Holandii są rzeczy ważne i nieistotne. Rozumiecie, o co mi chodzi?

Holendrzy wiedzą też, że co pięć lat człowiek będzie sumą składową pięciu osób, z którymi najczęściej przebywa. Dacz jest tego świadomy, że ludzie wśród których się obraca, mają na niego naprawdę ogromny wpływ. Znajomych trzeba więc wybierać bardzo ostrożnie, a to już numer trzy. To już trzeci powód, dla którego Holender nie da sobą pomiatać, dla którego nie będzie pracował za grosze albo wpadał w kompleksy. Holender obraca się w gronie osób, które nie będą go ciągnęły w dół i lamentowały wraz z nim nad niesprawiedliwością losu. Nad jego straszną niedolą.

Jak Holender będzie miał na przykład problem w pracy i będzie się radził rodziny czy znajomych, nie usłyszy, że:

Jakiś ty biedny, ale najważniejsze, że masz pracę i że płacą w terminie, bo są firmy, które nawet tego nie robią...

Nie usłyszy, że:

Zawsze może być gorzej, zawsze możesz mieć kredyt we frankach.

Albo:

Przynajmniej jesteś zdrowy. 

Bądź:

Ty chociaż masz pracę...


Nie. Holender usłyszy: Rzeczywiście, do bani, zmień robotę. I co Holender robi? Ano... zmienia pracę.

To bardzo ważne, jakimi ludźmi się otaczamy. Czy takimi, co dodają nam skrzydeł, czy takimi, co nam je podcinają?

I kolejna sprawa. W komentarzach pod postem: Dlaczego Holenderki są atrakcyjne? wiele dziewczyn pisało, że Polki mają kompleksy właśnie przez naszych rodaków, polskich "Gienków", jak ich nazwały, którym choć do DiCaprio jest daleko, krytykują swoje partnerki. Zresztą, nie tylko swoje kobiety krytykują. Cudze też. Zgadzam się. Tak jest. Tak rzeczywiście jest. Widziałam to nie raz na własne oczy, słyszałam na własne uszy. Na własnym podwórku. We własnym domu. Co prawda mojemu tacie do Kalisza daleko, bo osiem mielonych kotletów to raczej by nie zjadł, ale sześć to myślę, że tak spokojnie by wsunął. I też często niby to w żartach docinał mojej mamie, że powinna trochę schudnąć, choć ona w porównaniu z nim to ma wagę piórkową. Taki to mój rodzic ma niby przaśny humor, ale według mnie to jego taka typowa polska przywara. Mój luby, gdyby jakąkolwiek aluzję poczynił do mojej wagi, to zginąłby na miejscu rażony gromem mojego spojrzenia... Luby od początku jest tak nauczony, że jak raz dziennie nie pojawi się z jego ust jakiś komplement w moją stronę, to nie dostanie obiadu. No dobra, przesadzam. Może nie jest aż tak drastycznie z tym obiadem, ale na pewno nie dostałby deseru... Jednak, że się tak wyrażę, moja zasługa w tym jego rycerskim zachowaniu nie jest też aż tak bardzo duża, bo tak już został wychowany przez swoją mamę i inne kobiety w jego życiu, że niewiastę należy traktować tylko i wyłącznie z szacunkiem. I tak też mnie traktuje. Wie, że kobietę trzeba nosić na rękach i przede wszystkim komplementować, a nie krytykować. Tutaj znów chodzi o to, by w miłości się uszczęśliwiać i dodawać sobie skrzydeł, a nie te skrzydła wzajemnie podcinać. Nawet w głupich żartach. Daczka więc nie da sobą pomiatać takiemu "Gienkowi", bo, po pierwsze takich "Gienków" w Holandii za wiele nie ma, a po drugie Holenderka jest nauczona pewności siebie od dziecka. Stąd nie da się wpędzić w żadne kompleksy i nie da ich sobie wmówić. Nikomu! A już zwłaszcza komuś, kto zjada osiem kotletów. Mielonych... A może to były schabowe?


I na koniec ostatnia sprawa, jeśli nie najważniejsza. Wiemy już, że Holendrzy w szkołach nie są uczeni konformizmu (no konformizmu "myśleniowego", bo jednak w tym ich doe normaal, act normal ten konrfomizm czasem występuje...), nie poddają się wątpliwym autorytetom, nie ulegają religijnym wpływom, dobierają świadomie przyjaciół, są nauczeni traktować swoich partnerów z szacunkiem i tego też od nich wymagają, ale co jednak sprawia, że Holender NIGDY nie zgodzi się pracować za głodową pensję, która ledwie wystarcza do pierwszego przy zachowaniu ascetycznego trybu życia? Absolutnego minimum? Ano to sprowadza nas tak naprawdę do następnego pytania: DLACZEGO HOLENDRZY SĄ BOGACI? I odpowiedź na to pytanie będę starała się znaleźć w osobnym poście. W następnym tygodniu :)

PS: A i wiem też, że dziś było dość osobiście, ale Kochani, no taka jest prawda, że szkoła w Polsce zniechęciła mnie do historii, może nie tylko sama szkoła, ale ona i też zniechęciła mnie do religii (jakiekolwiek), a i czasem zastanawiam się niby to w żartach wiecie, czy mój tato aby też nie zniechęcił mnie odrobinę do szukania swojej drugiej połowy wśród rodaków ;) Na szczęście moja ojczyzna nie zniechęciła mnie do jednego - do samodzielnego myślenia, a wręcz wydaje mi się, że na przekór - zachęcała mnie do niego i zachęcała mnie do szukania jakże górnolotnie ujętej tu PRAWDY :)

A prawda jest taka, że kto zjada 82 prosiaki, ten prosiakiem sam się staje, a Holender nie da sobą pomiatać, bo był wychowywany w kraju, w którym go tego nauczono. Sukcesywnie. Od małego. A i cytując już na koniec księdza Józefa Tischnera: Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda. Sami więc możecie zdecydować, która z prawd jest dla Was bardziej satysfakcjonująca. Ta prawda, którą widzicie w lustrzanym odbiciu czy ta w krzywym zwierciadle?

11 komentarzy:

  1. Witam, od pewnego czasu śledzę Pani blog i jestem nim zachwycona. W sposób dowcipny opisuje Pani ciekawostki z zycia w Holandii. Dzis było troche poważniej, bardziej osobiscie ale jestem pod wielkim wrażeniem i z niecierpliwoscią czekam na nastepne posty. Wielki szacun!Pozdrawiam Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach dziękuję za takie piękne komplementy! :) Cóż, miło czytać takie miłe słowa, to uskrzydla! Naprawdę :)
      Pozdrawiam Paula wzajemnie!!!!

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy post,gratuluje świetnego bloga,lubie tu zaglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trafiłam tu przez przypadek ale stronka bardzo mi sie spodobała i przeczytałam wiele wpisów.Zainteresowal mnie temat poruszający kompleksy.Moj Gienek to dobry chłop, zawsze prawił mi wiele komplementów.Moje kompleksy, brak wiary w siebie sięgają czasów komunizmu,gdzie przeżywalam swoją młodość.Ciezko było rozwijać skrzydła,gdy Państwo dyktowało jak zyc.Najlepiej byc cicho, nie wychylać sie,cenzura,kontrola,cisza nocna od22-6,żywność na kartki,puste pułki,kolejki od 2 w nocy zeby kupic cokolwiek,problem z wyjazdem zagranice.Konserwatywni rodzice dla których kościół był jedna z ważniejszych wartości nie wspomagali budowania mojego poczucia wartości.Wyjechałam kilkanaście lat temu do Holandii i przez dluzszy czas miałam kompleks niższości wobec Holendrow. Córki urodziłam i wychowałam tutaj.Od małego uczylam je pewności siebie, sa przebojowe,otwarte, spełniają marzenia, sa szczęśliwe w Daczlandii...Ja rowniez ;) zycze owocnego pisania Pani Renato

    OdpowiedzUsuń
  4. Blog na wysokim poziomie!czekam na następny wpis,moze sie dowiem dlaczego Holendrzy sa bogaci?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ważne jest jakich znajomych mamy.No bo kto z kim przystaje takim sie staje.Sukces w zyciu zależy w dużym stopniu od naszej umiejętności dobierania sobie znajomych.Warto szukac przyjaciół wsród ludzi którzy nie narzekają na swój los,sa zadowoleni ze swojego zycia i parzą na świat przez różowe okulary.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolezanka poleciła mi ta stronkę i miała racje,jest zabawna i ciekawa.Zawsze jak przeczytam nowy post to poprawia mi sie humor!no i wiele przydatnych info tutaj znalazłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Stronka super jak mam chwile dla siebie,co rzadko sie zdarza(dzieci,praca,szkola)to zerkam. Kiedy Pani cos dorzuci? Czyżby piękna pogoda osłabiała wenę twórcza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z weną nie ma problemu, gorzej z czasem ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Fantastyczny artykuł przeczytałam z buzia otwarta,tak sie wkręciłam hihi ale chciałabym zmienic temat.Zaczyna sie sezon urlopowy,wiele znajomych z Polski planuje mnie odwiedzic, przeważnie na długi weekend.Czy ma Pani jakaś niezawodna liste miejsc do których warto(trzeba) pojechać.Chcialabym umilić moim znajomym pobyt u mnie.Sa to młodzi,energiczni ludzie,kochający podróże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kinderdijk na pewno, wycieczkę po prowincji Zeeland i zwłaszcza miejscowość Middelburg, a tam koniecznie Zeeuws Museum (o którym będzie w przyszłości osobny post). Fajnie pokazać Rotterdam jako przeciwieństwo Amsterdamu. W Eindhoven Dolby otworzyło swoje pierwsze na świecie kino - JT i obejrzeć w nim film jest również niezapomnianym przeżyciem :) A w Amsterdamie to cho, cho :) Polecam cały cykl Cho-Daczki na Wydaczonych, w którym na pewno znajdziesz coś fajnego dla znajomych :)
      Pozdrawiam!

      Usuń