wtorek, 28 kwietnia 2015

Koningsdag 2015! Czyli kolejny Dzień Króla za nami!

Jeśli Amsterdam wygląda, jak po Armagedonie, to wiedz, że coś się dzieje... A raczej - działo się! Oj, działo! I to grubo, bo już po Dniu Króla! Buuu... Znów trzeba czekać rok na najlepszą imprezę w stolicy Daczlandii! Buuu! Wczorajszy dzień jest już tylko wspomnieniem. Buuu! Dobrze, że choć wspomnieniem uwiecznionym na zdjęciach. Co porabialiśmy z Lubym w tym roku? No sprzedaż sobie odpuściliśmy, a sami za to udaliśmy się na mały shopping. Ja upolowałam dwie pary butów - botki od Filippy K, prawie jak nowe za 5 euro (!) oraz przepiękne sandałki z ćwiekami, też prawie nowe w cenie 10 euro! Jak ja kocham Dzień Króla! A po zakupach - łódka! Pierwszy raz w Koningsdag udało nam się zorganizować łódkę. Skrzyknęliśmy 20 znajomych i trzy godziny szaleństwa po kanałach wprowadziły nas w stan "delikatnej" nieważkości ;) Muzyczka grała, wszyscy sobie miło gawędzili, a Prosecco lało się strumieniami, więc król na pewno będzie zdrowszy - w końcu piliśmy za jego zdrowie! Po łódce trzeba było wrócić do domu, psa wyprowadzić, chwilkę "odpocząć", czyli przespać się z godzinkę i znów w miasto. Tym razem pieszo i tym razem na imprezę "na moście", jedną z wielu zresztą, które zorganizowane były na Koningsdag. Pogoda jak zwykle dopisała, słoneczko pięknie świeciło, choć może nie było tak ciepło, jak w zeszłym roku. Jednak nikt nie narzekał - szampan, piwo, wino, drinki, gin z tonikiem czy co tam kto pił, rozgrzewało przyzwoicie! Słowem - było bosko! Niesamowicie! Sami zresztą zobaczcie na poniższych zdjęciach! A jak minął Wasz Dzień Króla? Też się tak dobrze bawiliście, jak my? :)

4 komentarze:

  1. Zazdroszcze tego pływania łódką, super spędziłąś czas :) Ja połowę dnia spędziłam niestety w pracy (bo Polaka przecieź trzeba wykorzystać ile tylko się da),a kolejną połowę w centrum Vlaardingen. Co prawda nic nie upolowałam z ulicznej sprzedaży, podejrzewam, że było już za późno na jakieś "perełki", jednak zadowoliłąm się przecenami w NEW YORKER :) W planach był Amsterdam, ale ta praca wszystko pokrzyżowała :( W następnym roku mam nadzieję, że sobie odbiję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A liczyłam na zdjęcia butów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja! pochwal się aub :) mój pierwszy ever dzień w Holandii to był Koninginnedag w 2006 właśnie w Amsterdamie, do dzisiaj nie powtórzyłam tego doświadczenia, wystarczy mi :) w Leiden było spokojnie, a wszelkich tradycji stało się za dość. Moi teściowie kupili bilety na wystawę do Rijksmuseum na 27 kwietnia nie wiedząc, że to TEN dzień. Bilety przepadły, nie mieli odwagi :)

      Usuń
  3. Ja po pobliskim mieście(Zwolle) spodziewałam się czegoś więcej w ten dzień...a już na pewno więcej koloru pomarańczowego(szczególnie na ubraniach)

    OdpowiedzUsuń