piątek, 6 lutego 2015

Jestem w dupie, czyli o WSL (Wiosce Szczęśliwych Ludzi)

Tak w dupie. Dobrze przeczytaliście. Dupa. Słowo, które mój nauczyciel języka polskiego z liceum zawsze powtarzał, że wulgaryzmem nie jest, ale normalną częścią ciała. Co prawda czasem usraną, zasraną, by nie powiedzieć brzydko - upieprzoną gównem (gówno to też normalne słowo), ale naszą. Bo dupa, jakby nie było - jest naszym nieodłącznym elementem. Piszę dupa, bo wiem, że dupa się sprzedaje. Dosłownie i w przenośni. Ba! Jasne, że to wiem - napisałam dawno temu książkę, w której słowo dupa przewija się z jakieś 100 razy. Co prawda książka bestsellerem nie jest, ale całkiem znośnie (jak na Polskę i bez promocji) się sprzedała. Dupa w końcu na to sobie przecież zapracowała. Za darmo tam się raczej nie pojawiła w swoich pięćdziesięciu odcieniach... gówna. Dupa była, jest i będzie. Wszędzie.

Jestem w dupie. Bo tak. Bo powiedzieć "jestem w kropce" to już w polskiej blogosferze nie wypada. To już passé. To, jakby powiedziała moja kochana babcia - dupy nie urywa. Dupa rządzi. Koniec. Kropka. Basta. Czy to dobrze, czy źle, że królują teraz blogi o seksie, związkach, facetach, kobietach, pierdołach, anty-związkach, feministkach, pseudo-feministkach, anty-feministkach, nowych-starych Carrie Bradshaw (choć teraz głosem pokolenia jest przecież serial "Girls", a nastolatki nawet nie wiedzą, co to jest "Seks w wielkim mieście"), nowych tworach w stylu "Pokolenia Ikea", no i co najważniejsze - o dupach? Nie wiem, czy to dobrze. Sex sells - sama powinnam rzucić w siebie kamień, jeśli mam coś przeciwko. Jak kiedyś byłam młoda i jeszcze mi się chciało, to czytałam książki o poprawnym pisaniu. Tak. Wiem. Głupia byłam. Wiem. Ale jedno zdanie zapamiętałam z tych książek do dzisiaj. Nikt nie chce czytać o Wiosce Szczęśliwych Ludzi. W sumie to tak naprawdę było o filmach i o pisaniu scenariuszy, ale pasuje tu, jak ulał. Pasuje, jak pięść do mordy. To co? Jest wystarczająco ostro? W klimacie może nie soft porno, ale takim, do którego tutaj na pewno nie jesteście przyzwyczajeni? W którym nie czujecie się do końca komfortowo? Tak? To zapraszam - do kontry.

Zapraszam do Wioski Szczęśliwych Ludzi.

Nikt nie lubi szczęśliwych ludzi. Wiem. Zionę dziś ogniem. Człowiek zniesie wszystko - tylko nie szczęście drugiego człowieka. Szczęśliwi ludzie wzbudzają we mnie takie same emocje, gdy patrzę na fryzurę Donalda Trumpa. Pierwsze moje odczucie to - wtf? Potem pojawia się uczucie obrzydzenia. Aż przychodzi takie jakieś przeczucie, że coś z nim jest nie tak. Wyląduj w Wiosce Szczęśliwych Ludzi, a gwarantuję ci, że zwariujesz tam szybciej, niż normalny człowiek zamknięty w domu wariatów. Czy normalny jesteś, czy nie jesteś - prawda jest taka, że szczęście to wręcz patologia. To patologiczny stan umysłu. I teraz pojawia się pytanie - a co, jeśli ty jesteś szczęśliwy? Tak naprawdę? Serio? Tu właśnie pojawia się problem. Jesteś szczęśliwy? To jesteś w dupie, co dla niektórych ma pewnie znaczenie dosłowne...

Zapytacie, co to ma wspólnego z Wydaczonymi? Co Wam będę tu kłamać - niewiele ma to wspólnego. Tyle - co nic. W kontekście Holandii oraz życiu w tym kraju, dupa to może się przewinąć w dwóch przypadkach - prostytucji i wizyty u lekarza. A i o tym drugim dawano, dawno temu było tu na blogu... Zwyczajne piątkowe party w Amsterdamie mające coś tam wspólnego ze służbą zdrowia. Jednak jest taka historia, legenda miejska, która krąży od pokoleń w Holandii, a ma bardzo wiele wspólnego właśnie z dupą. Zaczyna się tak. Była sobie kiedyś Wioska Szczęśliwych Ludzi. Nie jedli tam mięsa, nie znali się na modzie ani na wartości pieniędzy, ani na presji pracy w korporacji, ani na mobbingu, a seks był zawsze miłą okazją do towarzyskich spotkań. Nikt nie miał ambicji, nikt nie porywał się z motyką na księżyc i mimo tego, że nikt nie używał pasty do zębów (jak to zazwyczaj w raju) - każdy do każdego ciągle się uśmiechał. Brzmi, jak sielanka? Jak Ameryka? W porównaniu z WSL (Wioską Szczęśliwych Ludzi), życie na ziemi to niemal piekło, prawda?

Wydaczeni = Wydupczeni...?

Czytajcie jednak dalej. Pewnego dnia w wiosce wybuchła epidemia dupy i wszystkich zaczęła boleć dupa. Zapytacie tu teraz pewnie zaciekawieni - no ale od czego zaczęła ich boleć ta dupa? Dupa mogła boleć tylko z jednego powodu - żal ją strasznie ściskał. W Wiosce Szczęśliwych Ludzi wybuchła więc panika. Bo kiedy jest się szczęśliwym - to niby o co spinać poślady? Nad czym się tu żalić? Do wioski wezwano szanowanego specjalistę, eksperta para-proktologa, który wydał wyrok na dupie - trzeba dać jej klapsa! I to był początek jakże pięknej i epickiej historii zwanej "50 twarzy Grey'a" - taki oto mały walentynkowy spojler! Ha! A morał z tej bajki jest taki, że od nadmiaru szczęścia - żal też może ściskać dupę. Niekoniecznie Waszą, ale cudzą. Być w Wiosce Szczęśliwych Ludzi to jak być moi Kochani w wielkiej... dupie.

Wiem, wiem. Nie takiego postu spodziewaliście się na Walentynki. Tak, tak. Miało być o kinie, kolacji i restauracji. Albo o bojkocie Walentynek w Holandii. Nie ma przecież nic pomiędzy - jeśli chodzi o Walentynki - trzeba jasno się określić - albo jest się wrogiem, albo fanem. A teraz powiem Wam wcale nie w sekrecie - ja spędzę Walentynki przaśnie w kinie oglądając "50 shades of Grey"! Tak! Tak! Już mam kupione bilety! Serio. No serio! A i pewnie będę się przy tym filmie doskonale bawić, choć może raczej nie podniecać. A jeśli po seansie będzie mnie boleć faktycznie dupa - to pewnie nie od klapsów, ale z żalu, że zapłaciłam za bilety. Żal mi ściśnie wtedy dupę strasznie - ale pieniędzy - nie zwróci. Bo i tak może być. Niemniej moja dupa niejedno w życiu widziała i niejedno przetrwała - przetrwa więc i "50 twarzy Grey'a" w kinie. Na Walentynki. Przetrwa każdą hollywoodzką sraczkę. Nawet, jeśli skończy się ona zatwardzeniem mentalnym.

Photoshop własny...
A jak my mamy z lubym? W sumie to przecież piszę tu o nim raczej w samych superlatywach. Nieeee... my z lubym to nigdy nie byliśmy słodko-pierdzącą parą ani nie ujeżdżaliśmy w miłosnym amoku jednorożców (bez podtekstów proszę). Zresztą - takie rzeczy prawie nigdy z Daczem. Prawie, bo znam jeden irytujący wyjątek od tej reguły. Jednak, co jest w sumie prawdą - tkwimy czasem (no dobra, częściej niż czasem) w takiej naszej małej, prywatnej, sielankowej Wiosce Szczęśliwych Ludzi. Wiem, wiem. Obrzydliwość. Rzygacie tęczą. Rzygacie może nawet i lubym. Wiem. Wiem. Ludzie nie lubią czytać o Wiosce Szczęśliwych Ludzi. Ani jej oglądać. To co napisać w Walentynki, w orędziu do Czytelników, jeśli wszystko jest okej w związku, a człowiek jest szczęśliwy? Trzeba więc napisać o dupie. Tak. I tak też się właśnie stało. Dziś, tutaj, na kilka dni przed Walentynkami, dupie stało się zadość i pojawiła się w tym poście ponad 30 razy...

3 komentarze:

  1. Witam, mnie dupa się nie ścisnęła. Z chęcią wrócę poczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. jak to się mówi, dupa dupie nierówna ;)

    OdpowiedzUsuń