środa, 21 stycznia 2015

Holenderski Dzień Dziadków

Widzicie Kochani, tak to się złożyło, że mamy teraz sezon zimowy, sezon grypowy, wirusy grasują, bakterie atakują, a tu człowiek pojechał sobie na zimowe wakacje, pojechał sobie elegancko pośmigać na nartach, pooddychać górskim powietrzem, wypocząć, no i co? No i musi w łóżku leżeć, wyciskać z siebie pod kołderką siódme poty, wysmarkać rolkę papieru toaletowego i pić jakieś świństwo, by jak najszybciej wyzdrowieć i coś mieć z tych wakacji. Więc dosyć już tego! Dosyć już użalania się na sobą, dosyć już smarkania! Koniec! W ramach próby nagłego ozdrowienia trzeba wziąć się więc do roboty i spróbować coś napisać. To na pewno mi pomoże! Co prawda będzie dziś krótko, aczkolwiek treściwie. No bo Kochani, mamy dziś wyjątkowe święto - Dzień Babci. Już obie moje babcie usłyszały ode mnie najlepsze życzenia, już zostały obdzwonione. I choć moje serce jest dziś z nimi, to moje myśli są też przy jeszcze innej osobie. Jeszcze jednej babci. Choć Dnia Babci i Dziadka w Holandii jakoś szczególnie się nie obchodzi, a raczej - nie obchodzi się go wcale, to dziś myślę też (a może i przede wszystkim) o babci swojego lubego. Kobiecie wyjątkowej. Pięknej, eleganckiej i zawsze nastawionej pozytywnie do życia. Kobiecie, która zmarła w sierpniu zeszłego roku...

W Holandii zatem babcie oraz dziadkowie nie pójdą w dzień swojego święta (w tym roku Opa en Oma Dag wypada 4 czerwca) do przedszkola na specjalny performance swoich wnuków. Nie dostaną od nich laurki. Nikt im nie zaśpiewa piosenki, nikt im nie wyrecytuje wierszyka, co jednak nie znaczy, że o babci i dziadku tu się nie pamięta. Holendrzy trzymają się razem. Rodzina jest dla nich jedną z ważniejszych wartości. Jest święta. Tu starszych ludzi traktuje się z szacunkiem. W Holandii bardzo często to właśnie babcia zajmuje się dzieckiem do południa, albo dwa razy w tygodniu, jeśli mama pracuje tutejszym zwyczajem na pół etatu. Jeśli będziecie kiedyś mieć okazję być w małej holenderskiej wsi Odoorn znajdującej się w prowincji Drenthe, znajdziecie tam pięknym pomnik przedstawiający babcię z wnuczką. Ten pomnik przypomina mi taki stary wierszyk, który recytowałam dawno dawno temu na Dzień Babci w przedszkolu:

Dlaczego kochamy babcię?
Bo często przyjeżdża do nas,
bo przynosi nam pestki z dyni i winogrona.
Bo bierze nas na kolana albo na ptysie.
I nigdy nie dręczy nas pytaniami:
- dlaczego bazgrzemy w zeszycie,
- dlaczego drzemy spodnie,
- czemu jesteśmy tacy nieznośni albo zanadto spokojni
- dlaczego gubimy guziki, piórniki oraz czapki,
- dlaczego nie jemy szpinaku,
- dlaczego psujemy zabawki?...
Babcia nie pyta nas o to.
I za to, że taka jest właśnie, uśmiechamy się do niej
- najweselej, najjaśniej.

Choć w Holandii Dzień Babci oraz Dziadka praktycznie nie istnieje, doskonale pamiętam, jaki luby miał stosunek do swojej jedynej babci, seniorki rodu, która tak nagle odeszła latem zeszłego roku. Jaką miłością ją obdarzał, jakim otaczał ją szacunkiem i opieką. Zresztą tak, jak cała jego rodzina. Wszyscy, co do jednego. Jakby w Holandii Dzień Babci i Dziadka był obchodzony codziennie. Ja zapamiętam babcię lubego za jej zawsze ciepłe słowa, za jej miłe komplementy. Zawsze skomplementowała moją sukienkę, to że pięknie wyglądam. Mówiła: Mooi Renata! Prachtig! I starała się też mówić do mnie po angielsku, choć wiem, z jakim trudem jej to przychodziło, bo ostatnie kilkanaście lat swojego życia spędziła praktycznie w łóżku po tym, jak po udarze prawa strona jej ciała była sparaliżowana... Nie miała więc łatwego życia - a mimo to nigdy nie narzekała. Nigdy nie robiła z siebie ofiary. Nie użalała się nad sobą. A i cała jej rodzina wspierała ją nigdy nie traktując, jak ciężko chorej. Jak ciężaru. Kiedyś babcia lubego, holenderskim zwyczajem, wysłała mi kartkę na urodziny i choć do dzisiaj nie mogę odczytać tego, co mi na niej napisała, to ta kartka leży na honorowym miejscu na półce. Pamiętała o mnie. Tak jak ja pamiętam o niej dzisiaj... Pamiętam też jej lakier do paznokci. Mimo choroby zawsze dbała o sobie, miała pięknie pomalowane paznokcie i idealnie ułożone włosy... To po niej dostałam maszynę do szycia... Pamiętam też nasze ostatnie spotkanie, kiedy była już bardzo zmęczona, a mimo to miała jeszcze siłę pożartować.... Ach... Kochani, miało być krótko i krótko zatem będzie, może też i nieco patetycznie (czy to przez gorączkę? no ja nie wiem...), ale czy to macie babcie polskie, czy to holenderskie, czy cokolwiek tu wstawicie, to śpieszcie się je kochać, bo wbrew naszej nadziei, nie będą one żyć wiecznie. I nie bójmy się im okazać naszej miłości i nie zapomnijmy złożyć im dziś życzeń! No najlepiej osobiście, najlepiej z bukietem kwiatów i ich ulubioną czekoladą - ale jak to mówią - to pamięć się przede wszystkim liczy! No i jutro nie zapomnijcie też o innym ważnym święcie - o Dniu Dziadka, toch? ;) A i choć w Holandii Dzień Dziadków praktycznie nie istnieje, to ja dziś na pewno będę myśleć i pamiętać o pewnej szczególnej, wyjątkowej i holenderskiej babci - o babci mojego lubego...

4 komentarze:

  1. Pięknie napisałaś o babci lubego :) I szczęsciara z ciebie, bo ja już babci nie mam. Ja właśnie chodziłam do babci z czekoladą mleczną, a babcia na poczęstunek przygotowywała śmietanowca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Monique! No właśnie wiem, że szczęściara! Kocham moje babcie i dziadków, i sobie nie wyobrażam, że może kiedykolwiek ich zabraknąć w moim życiu... Szkoda, że dziś jestem tak daleko od nich i mogę tylko zadzwonić z życzeniami. A i też moje babcie na swoje święto piekły niegdyś ciasto dla wnuków :)
      Pozdrawiam Cię ciepło!

      Usuń
  2. Uwielbiam Twojego bloga!
    A jak wyglądają tutaj Walentynki? Podobnie jak w Polsce czy znalazłaś więcej róźnic ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się bardzo, że blog Ci się podoba :) A Walentynki wyglądają bardzo podobnie, kino restauracja - w dowolnej kolejności albo... walentynkowy bojkot ;) Więcej o tym temacie będzie na blogu w połowie lutego ;)
    Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń