niedziela, 21 grudnia 2014

(Przed) Świąteczna kolacja z Daczami

Jest taki film z 1995 roku. "Kolacja z arszenikiem". Grupka przyjaciół co tydzień zaprasza na kolację kogoś, kogo chce poczęstować specjalnym daniem. Nie tyle, co ta osoba dostanie przesoloną zupę albo czerninę, ile danie przyprawione arszenikiem. Bo zaproszony na kolację gość miał niewłaściwe poglądy. Otruć go więc trzeba było w imię idei. I w imię zasad. Ta czarna komedia to dobra lekcja tolerancji. Tak. Tolerancji. Niczym szlachetny morał z "Opowieści Wigilijnej" ten wiekopomny post będzie takim świątecznym: memento quievi (pamiętaj, by zachować spokój / milczeć). Ponieważ święta to czas dań nie zawsze lekkostrawnych, emocji niekoniecznie dobrych i rozmów czasami niebezpiecznych... 

Luby ma taką grupę znajomych, których może nie tyle, co nie lubię, bo każdy z tych ludzi z osobna jest naprawdę w porządku (no może poza jednym wyjątkiem), ile nie czuję się przy nich komfortowo. Dlaczego? Ponieważ kiedy spotykają się w tym gronie z niezrozumiałych dla mnie powodów wszyscy starają się być lepszą wersją samych siebie. Nawet luby. A atmosfera jest tam tak sztywna, jak na herbatce u królowej. Oczywiście rozmowom o pracy, awansach i podwyżkach nie ma końca. Inne akceptowane tematy to dzieci, podróże i znajomi, których tam przy stole nie ma. Słyszeliście, że G. ma nową dziewczynę? Ma dwadzieścia trzy lata! I znów wyrwał sobie sekretarkę! I wiecie, dlaczego oni też mnie nie lubią? Oto powód. W tej ich dyskusji o G. też się wypowiedziałam, choć krótko: No i co z tego?!

Bo co z tego, do cholery? Jego życie, jego sprawa. Już któryś raz na tych spotkaniach słyszę, jak komentują życie osoby, której w tym gronie nie ma. Aż nie chcę myśleć, co oni mówią o lubym i o mnie, kiedy nas z nimi nie ma. Raz na jakieś imprezie oglądaliśmy slideshow z wesela znajomych, których z nami oczywiście podczas tego oglądania nie było. Jedna z dziewczyn z obrzydliwą ironią zapytała: Czy myślicie, że ona (panna młoda) jest ładna? No i co ja oczywiście musiałam odpowiedzieć? Tak, uważam, że jest bardzo ładna. I cisza. I dziwne spojrzenia na mnie. A mi aż się jeszcze na język cisnęło, że na pewno jest o wiele ładniejsza od tej dziewczyny, która zadała tak głupie pytanie. 

Bo w życiu nie cierpię trzech rzeczy: wyjść z domu bez śniadania, głupich ludzi i pozerstwa. A w weekend byłam w świątyni tego ostatniego. W jego epicentrum. Aż dziw, że ci ludzie mogli siedzieć tam spokojnie na tych krzesłach, kiedy im tak wystawały te kije z tyłków. Luby na tyle szanuje mój stosunek do tej grupy znajomych, że ograniczył moje kontakty z nimi do minimum - raz na pół roku. Choć dla mnie to i tak o te pół roku za często. No i w piątek wypadło, że znowu się trzeba z nimi spotkać. Na kolacji z okazji świąt. Bez arszeniku, ale z przygodami. Nawet jeden jegomość został otruty. Dodam, że na ochotnika zgłosiłam się zrobić przystawki. Pierogi z kapustą i z grzybami. I z barszczem...

Spokojnie, nie otrułam faceta. Po prostu miał uczulenie na orzechy, które jakimś cudem znalazły się w sałatce, która miała być bez orzechów. Ja sałatki nie robiłam. Na szczęście, bo byłam poza kręgiem podejrzanych. Chyba. Cóż. Zrobiła się panika, facet błyskawicznie musiał wracać do domu zażyć swoje lekarstwo. W tej panice i akcji o(d)trucia nie wiem, czy moja przystawka im smakowała, czy nie smakowała, bo tylko jeden Dacz powiedział, że pierogi były dobre. Cóż. Wszystkim nie dogodzisz, choć zrobiłam je ze swoim magicznym dodatkiem, bo oliwą truflową dodaną do farszu. Danie główne wjechało na stół, a po nim deser. Luby zaszył się w kuchni z kumplem, którego wieki nie widział, więc mnie czekały rozmowy "indywidualne". O pracy. Pracy. Pracy. I jeszcze raz pracy. I próbuję rozmawiać z jedną dziewczyną na jakieś inne tematy. Pytam więc ją, jak jej ojciec, jak jej siostry, jak dziecko jej siostry, jak nowy facet jej drugiej siostry, jak jej nowa praca (to nawet mnie czasami zaskakuje, jak ja dużo wiem o tych ludziach, ale to chyba dzięki mojej pamięci słonia). Ona też więc zapytała mnie. Jak tam praca? I tyle. Myślę, że poza moją pracą ona o mnie absolutnie nic więcej nie wie. Nie wie pewnie nawet, że piszę książki. Bo to nie jest praca. A hobby. I myślę, że podobnie jest z resztą tego towarzystwa. Czy tacy są właśnie Dacze na święta? Czy tacy są w ogóle wszyscy Dacze?

Nie, absolutnie nie. To jest po prostu dość specyficzne środowisko. I podkreślę jeszcze raz, ci znajomi lubego inaczej zachowują się sami, a inaczej, gdy są w grupie. Jeden z tych znajomych lubego raz był z nami na weekend we Wrocławiu, gdzie tak się upił i tak rozbrykał, że wylał w klubie na jakąś dziewczynę butelkę whisky. Tak. Butelkę. No ale to było w Polsce, a w Holandii jest inaczej. W Holandii trzeba zachowywać się poprawnie. Taka kolacja zatem to nie śpiewanie kolęd, to nie wesoła i życzliwa atmosfera, to nie luz i zabawa, ale to konkurs świetności. Bądźmy więc lepsi na te święta Kochani - ale bądźmy też ludźmi. Lepsza wersja samego siebie to ta, w której dasz się lubić. Nawet nie będąc ideałem. Jednak najbardziej zwariowanym momentem tej kolacji było zachowanie mojego psa, który choć już dawno swoje potrzeby załatwia nie w domu, ale na dworze, postanowił, za przeproszeniem, nasrać tam pod stołem... I tym oto sposobem Dacze rozluźnili swoje spięte pośladki, śmiejąc się z tej "gównianej" sytuacji. Czyli koniec końców nie było tak źle. Kolację można uznać za udaną. Nikt nikomu nie podał arszeniku. A Wam Kochani życzę Wesołych Świąt bez żadnych przykrych niespodzianek pod świątecznym stołem i w gronie ludzi, przy których możecie być sobą!

A o innych historiach z tymiż oto znajomymi lubego możecie przeczytać tu: Freak show, czyli Dacze kręcą w wymiocinach i psich kupach weselny klip do 'This is love'! i tu: Holenderska tolerancja i sabotaż weselnej niespodzianki, czyli mam na to tak bardzo wyjeb*ne! Jak możecie zauważyć po tytule pierwszego linku, akcent psiej kupy już się zatem pojawił wcześniej w innej historii związanej z tym gronem. Ciekawie, doprawdy ciekawe... ;)

1 komentarz:

  1. Jeden z fajniejszych wpisów na blogu, a tu proszę, zero komentarzy :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń