wtorek, 30 grudnia 2014

Jeszcze bardziej wydaczona...

Człowiek jest tak skonstruowany, że pewne chwile, pewne wydarzenia i pewnych ludzi będzie pamiętał do końca życia. Czy też chce, czy nie chce - będzie pamiętał. Pamiętam dobrze, kiedy dostałam swój pierwszy cukierek od dziadka. Wróć. To nie był cukierek, ale kogel-mogel, bo przecież miałam wtedy trzy lata, kilka mlecznych zębów, a czcigodna rada Okrągłego Stołu miała dopiero zacząć swoje obrady za niecały rok. O cukierkach można więc było tylko wtedy pomarzyć... Pamiętam swój pierwszy raz. Tak, chodzi mi o seks, ale o tym pisać na pewno nie będę. Tu. I pamiętam też swoją pierwszą lekcję pod tytułem: "Pijesz? Nie mieszaj alkoholi!". Tak, pamiętam ją do dzisiaj. Pamiętam swój pierwszy dzień na studiach. Pamiętam naszą panią dziekan, zwaną Shakirą, której pierwsze słowa brzmiały mniej więcej tak: "Myślicie, że skoro dostaliście się na te studia, to jesteście tacy wyjątkowi? Pewnie już napisaliście sobie nawet przemowę na Oscary. A kuku! Rzeczywistość jest taka, że większość z was będzie kręcić seriale dla telewizji i teledyski disco-polo." Te teledyski to chyba sama sobie już z czasem dodałam... Pamiętam też, kiedy pierwszy raz ktoś złamał mi serce. Bolało, jak cholera. Do dziś mam wrażenie, że mam blizny na sercu. Ale pozbierałam się. I oczywiście pamiętam doskonale mój pierwszy dzień po przeprowadzce do Amsterdamu. Bo trudno go nie pamiętać. Byłam wtedy na polsko-holenderskim weselu. Pamiętacie? To był mój drugi post na tymże blogu: Wyprowadzka, wesele i oczywiście wódka!!! Jakże to było symboliczne. Jakże sentymentalne. Te wspomnienia wciąż są tak żywe, tak intensywne, jakby te wszystkie sytuacje zdarzyły się zaledwie wczoraj. Zaledwie kilka godzin temu. A przecież niektóre z nich miały miejsce dobrych kilka lat wstecz. Jednak najlepsze jest w tym wszystkim, że to właśnie one nas ukształtowały. Dzięki tym historiom żyjącym w naszych wspomnieniach człowiek jest tym, kim jest. A kim ja jestem teraz? Dziś? Ano właśnie... Pojutrze na kalendarzu pojawi się rok 2015 i w związku z tym czas na małe podsumowanie.

Jeszcze dużooooo takich historii z mojego życia pamiętam. Nie tylko tych "pierwszych". Ale to ja. Ja mam pamięć słonia, jak to już kiedyś zresztą Wam wspomniałam. Czasami pamiętam takie szczegóły, że sama jestem tym zaskoczona. Nawet czasami cholera, to pewnych rzeczy nie chciałabym pamiętać, ale cóż zrobić, że nie mam pamięci selektywnej? Ale to ja. A Wy Kochani, jeśli nie macie tyle wolnego dysku, tyle wolnej pamięci do przechowywania danych, w XXI wieku zrobi to za Was Internet. Tak. Teraz, jeśli czegoś nie pamiętamy, a prawdopodobnie udokumentowaliśmy to na swoim wallu, z pomocą przyjdzie nam Facebook i zrobi nam przegląd roku. Możemy odbyć sentymentalną podróż i zobaczyć swój 2014 rok w pigułce. Cóż, ja wierzę, że takie wirtualne wspomnienia dalekie są od tego, co doświadczyliśmy w realu, bo mimo wszystko są pozbawione emocji. I proszę mi nie mówić tutaj, że od tego są właśnie #hashtagi, bo one wyrażają tyle emocji, ile mimika naciągniętych i nabotoksowanych aktorów z "Mody na sukces". Nie. Wiecie, jak wygląda mój przegląd roku? Jego podsumowanie? Właściwie to ma on zawsze miejsce w maju. A dokładnie 15 maja. Wtedy z lubym mamy rocznicę. Naszego związku. I od pierwszego roku, od naszej pierwszej rocznicy, mamy taką małą tradycję, że robię lubemu na prezent kolaż, w który wklejam wszystko, co zebrałam z poprzedniego roku. Są to na przykład bilety do kina czy do muzeum, wizytówki z restauracji, w których jedliśmy, zaproszenia na wesele, kartki świąteczne i tego typu rzeczy. Cokolwiek, co wywołuje przyjemne wspomnienia z danego roku. I takich sporej wielkości kolaży mamy już na stanie trzy sztuki, a wiszą one w... naszej toalecie! Tak! Codziennie przypominają nam one o tych pięknych chwilach, które przeżyliśmy razem i które cementują nasz związek.


No dobrze, ale co to ma wspólnego z wydaczaniem się, toch? Ano ma. Kochani, to ostatni post. Spokojnie:) Ostatni w tym roku. Zastanawiałam się, jaką mądrość mogę Wam w nim przekazać. Co będzie taką kropką nad "i" dla 2014? I w końcu doszłam do wniosku, że po prostu - nadszedł czas na małe podsumowanie tego, jak bardzo w tym roku się wydaczyłam i który post z tego roku może o tym najlepiej poświadczyć. W końcu to blog o wydaczaniu się, więc czemu nie zrobić przeglądu samej siebie pod tym kątem? Zatem Kochani oto przed Wami TOP 7 żelaznych dowodów mojego postępującego wydaczania się w 2014 roku wraz z linkami na dowód. Oto moje wirtualne podsumowanie tego roku :)

1. Straciłam kolejny rower. Wydaczenie postępuje, bowiem mam obecnie na posiadaniu dwa rowery, z czego tylko jeden funkcjonuje... Świętej pamięci Żółtko...

2. Niestety zaczynam dostrzegać coraz więcej minusów swojej ojczyzny, a coraz bardziej przychylnym okiem patrzą na Holandię... Mija mi nostalgia za Polską, a i różnice kulturowe, które na początku doskwierały mi bardzo w Holandii, teraz wydają się znacznie mniejsze... Kryzysy polskiego emigranta, czyli 3 powody, dla których warto jednak zostać w Daczlandii Co z tą Polską? Vol. 1 Co z tą Polską? Vol. 2


4. Sprzedawałam swoje nienoszone już ciuchy na Koningsdag i bawiłam się przy tym wybornie, jak jeszcze nigdy wcześniej! Bawimy się przednio, choć tonik się skończył, ekshibicjonista grasuje, a podli złodzieje kradną laptopy, czyli już po Dniu Króla!


6. Zaczynam już nieco rozumieć holenderskie poczucie humoru. Co nieco. Holenderskie poczucie... humoru

7. Nabyłam psa, który jest oczywiście najpopularniejszą rasą w Holandii, a praktycznie nieznaną w Polsce, czyli kupiliśmy z lubym jamnika szorstkowłosego. Hollywood w Amsterdamie

I na koniec z podsumowań mój ulubiony post w tym roku. Nie wiem czemu, ale ta historia bawi mnie niezmiennie ;) O królewskim traktowaniu... butów, czyli traumatyczna historia lubego

A która historia z Wydaczonych z tego roku Wam Kochani najbardziej utkwiła w pamięci?

I oczywiście SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! Do zobaczenia w 2015! Stay Tuned!

2 komentarze:

  1. Mi też już przechodzi na histeria za Polską. Długo mi to zajeło, bo uparta jestem :) Ja kupiłam sobie nowe długie kozaki na płaskim obcasie i trenuje upinanie koka ;)
    Najfajniejsza historia jak dla mnie to ta z butami. Pozdrawiam serdenicznie i szczęśliwego Nowego Roku ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak :) Czyli też ta historia z butami :) Pozdrawiam wzajemnie i serdeczności na Nowy Rok!
      PS Też myślę, by kupić teraz kozaki na jakieś promocji ;)

      Usuń