wtorek, 2 grudnia 2014

Co z tą Polską? Vol. 2

Przechodzę chyba ten etap emigracji, że po każdym pobycie w Polsce nachodzą mnie coraz to nowsze refleksje na temat mojej ojczyzny... Mój ostatni pobyt w Trójmieście zaowocował w różne odkrycia, którego efektem był ten oto post: Co z tą Polską? Vol. 1, który nie tylko błyskawicznie trafił do pierwszej dziesiątki najpopularniejszych tu wpisów, ale też spotkał się z dość dużym odzewem z Waszej strony (również w komentarzach). Mój znajomy, który myślałam, że nawet nie ma pojęcia o istnieniu Wydaczonych, napisał mi w prywatnej wiadomości na Fejsie - Pytasz Renia, co z tą Polską? To ja ci odpowiem - ano jest lepiej! Czy rzeczywiście jest lepiej? To próbowałam zbadać będąc teraz w swoich rodzinnych stronach na Dolnym Śląsku i.... Ano właśnie. I znów sama byłam naprawdę zaskoczona tym, co odkryłam...

 Jak już to praktykujemy z lubym od czterech lat (tak! tak długo!), na przełomie listopada / grudnia przyjeżdżamy na kilka dni do Wrocławia i do mojego rodzinnego (wesołego) miasteczka. Powodów tej naszej cyklicznej wizyty jest kilka. Raz, już dawno z lubym zdecydowaliśmy, że będziemy spędzać Boże Narodzenie z jego rodziną, a Wielkanoc z moją. Stąd wpadamy przed świętami i z prezentami, co by moja rodzinka nie czuła się zdegradowana tym podziałem (tak się jakoś przyjęło u nas, że Boże Narodzenie to "ważniejsze" i to "lepsze" święto). Dwa, jestem prawdziwą fanką Jarmarku Bożonarodzeniowego we Wrocławiu i kolekcjonerką tamtejszych kubeczków w kształcie buta. A w kolekcji mam sztuk cztery zaczynając od 2011 roku - to taka nasza świąteczna tradycja z lubym. Trzy, to drugi raz w roku (po Wielkanocy), kiedy mogę zobaczyć znajomych z tych okolic. I to właśnie oni byli moim głównym źródłem inspiracji dla tego postu.

Zacznę może od końca. Widzieliście film "Bogowie"? Jeśli nie, to sobie go zobaczcie. KONIECZNIE! Jeśli pytacie po wyjściu z kina zniesmaczeni, co z tą polską kinematografią? To odpowiem Wam tutaj - ano jest lepiej! Wraca mi wiara w polskie kino! Takich filmów to ja chcę oglądać na ekranie więcej! A i napisy były w języku angielskim (wrocławskie kino Nowe Horyzonty), to i luby nawet mógł obejrzeć film i potwierdzić, że "Bogowie" to dzieło na poziomie europejskim.


Zaczyna się pięknie! Czyli jest w Polsce lepiej?! Przynajmniej w sztuce i w kulturze. No niby zgadza się, ale...

Ale te polskie żale. Może nie tyle żale, ile swojego rodzaju rozgoryczenie. To, że filmy są lepsze nie znaczy, że ludzie są w Polsce lepsi. Spotykam się z moją kuzynką. Wrocław, rynek, mroźne popołudnie, wracamy z przyjemnego lunchu. Po drodze spotykamy starszego pana, który po dość głośnym oddaniu na ulicę sporej dawki flegmy krzyczy za nami, że, cytując, śmierdzi nam z kroku (jak długo żyję, takiego tekstu to jeszcze nie słyszałam...). Starszy pan, na oko coś koło siedemdziesiątki nie wyglądał w sumie, jak jakiś żul z rynsztoka, ale twardo krzyczał w naszą stronę jeszcze bardziej soczyste i mięsiste epitety. J....e wam z p...y!!! WTF? Jakoś cała ta sytuacja tak bardzo rozśmieszyła mnie w swoim absurdzie, że dostałam ataku śmiechu, co moja kuzynka skwitowała smutno: Ty to możesz się śmiać, bo wrócisz za kilka dni do Amsterdamu i masz święty spokój. A ja tu mieszkam i z takimi wariatami to spotykam się prawie codziennie... Choć "lepiej" potraktował mnie kiedyś mały chłopiec (może miał z osiem lat?) na dworcu w Katowicach witając mnie słowami: Sie masz k...o... Z kolei inna znajoma, która jest stewardesą, opowiadała mi teraz jak się spotkałyśmy, że dzień wcześniej jeden z pasażerów (Polak) zrobił w samolocie straszną awanturę o wymiociny (!) swojej żony i nazwał moją znajomą... suką i strącił jej daszek z głowy (a jakby mógł, to pewnie i by jej przetrącił).

Wniosek pierwszy - Polacy powinni jeszcze trochę popracować nad kulturą. Własną...  

Moje drugie odkrycie tyczy się polskiej mentalności. Ujmę to może w ten sposób, że Polak Polakowi... Polakiem. W tym sensie, że jeśli można komuś życie ułatwić, to po co? Dlaczego? To bez sensu. Lepiej komuś coś utrudnić, niż ułatwić. A najlepiej to jeszcze dokopać. Jak to trafnie zostało zauważone we wspomnianych wyżej "Bogach": Polak Polakowi to zazdrości nawet klęski. Ja bym poszła o krok dalej. Polak Polakowi to zazdrości nawet śmierci. Że ten Kowalski to zmarł tak dziad spokojnie we śnie... Moja znajoma pracuje w branży rozrywkowej, gdzie nie obowiązuje umowa o pracę. Ale o dzieło. Szlachetne dzieło. Polega to mniej więcej na tej zasadzie, że twój pracodawca może cię zwolnić w każdej chwili, ale jak ty odejdziesz w trakcie realizacji tegoż wiekopomnego dzieła, to czeka cię kara. Pieniężna. Niemała. Wręcz bajońska. I co tu zrobić, gdy na twojej ścieżce zawodowej równolegle pojawi się znacznie atrakcyjniejsza oferta? Nieważne, że będziesz stawać na głowie, załatwiać i szkolić swoje zastępstwo (za darmo, po godzinach), a i naprawdę wcale nie jesteś niezastąpiony. Ba! Kilka razy już usłyszałeś, że na twoje miejsce jest milion chętnych w kolejce. Jednak, gdy trafi ci się o wiele lepszy projekt, finansowo i w ogóle prestiżowo, nagle okazuje się, że bez ciebie wszystko się tam zawali, runie jak domek z kart i w ogóle, że nie ma szans i sensu bez ciebie tego robić. I że nie, nie i jeszcze raz nie. Musisz pracować do końca umowy. Choć każdy inny na twoim miejscu brałby lepszą ofertę. Od razu. Bez wahania. Nawet człowiek, który cię z tej twojej umowy nie zwolni (nie, bo nie) też by wybrał lepszą fuchę. Logiczne. Wiecie, o co mi chodzi? To jest tak, jak dzień przed złożeniem rezygnacji twój szef jakoś się dowiaduje od "przyjaznych" donosicieli, że chcesz odejść i cię zwalnia dyscyplinarnie za to, że nie włożyłeś papieru do drukarki. Albo za inną głupią błahostkę. Bo jak można człowiekowi dosrać, to dosrać trzeba. Jak można mu utrudnić życie, to czemu nie? Polak Polakowi lubi być Polakiem. Oj lubi. I posypią się teraz pewnie na mnie gromy, ale prawda jest taka, że każdy z Was pewnie przekonał się o tym kiedyś na własnej skórze. Przynajmniej raz. Jak potrzebowałeś wziąć wolne z pracy, a twój szef się nie zgodził. Specjalnie. Albo jak w liceum ktoś ci chamsko na sprawdzianie źle podpowiedział. Specjalnie. Albo twój sąsiad z góry uczył się grać na gitarze basowej o trzeciej w nocy. Specjalnie.

Wniosek drugi - Keep calm, bo Polak Polakowi Polakiem. Napis dobry w sam raz na jakiś t-shirt.

A co rzuciło się w oczy lubemu to... polskie autobusy. Czekamy w moim rodzinnym miasteczku na autobus do Wrocławia i luby się pyta w pewnym momencie, dlaczego autobus, który właśnie przejechał przed nami, miał mapę Holandii na tylnej szybie? Aaa! To stary holenderski autobus! Luby wycedził. Wsiadamy wreszcie do starego, rozklekotanego autobusu bez ogrzewania (na zewnątrz wiało złem, temperatura na minusie, a autobus, który miał przyjechać o 12.00 nie przyjechał, więc staliśmy sobie tam na przystanku pół godziny czekając na następny...) i jedziemy do Wrocławia. Luby rozgląda się po autobusie i pyta: Dlaczego tu są wszędzie francuskie napisy? Aaaa... Domyślił się już luby. Czyli Polacy kupują używane autobusy, których już nie chcą Francuzi, a które w Polsce jeszcze jeżdżą przez dwadzieścia lat, toch? Zabolało, no bo toch, bo to prawda. Czasem naprawdę można czuć się w Polsce, jak w kraju gorszej kategorii... Jak obywatel trzeciego świata.

Wniosek trzeci - to smutne, że autobusy uważane na zachodzie już za niesprawne jeżdżą po naszych drogach.

Czy jest w Polsce lepiej? Jeśli jest lepiej, to chyba tylko w dużych miastach, bo w moim rodzinnym miasteczku, które liczy może z sześć tysięcy mieszkańców, zauważyłam taką to oto prawidłowość, że czas nie tyle, co tam stoi w miejscu, ile się wręcz cofa. Może nie tyle czas, ile samo miasteczko. Mam takie smutne wrażenie, że staje się ono powoli miastem starszych ludzi. Miastem emerytów. Większość tak zwanych "młodych ludzi" (powiedzmy w moim wieku) z niego powyjeżdżała. Większość za granicę. Większość sklepów jest już tam zamykanych o 16.00. Co mają więc zrobić ludzie, którzy pracują w innych miastach i wracają później, bo po 16.00, jak na przykład moja mama? Mogą tylko zrobić zakupy w Biedronce, albo monopolowym (a tam wybór produktów niealkoholowym raczej jest słaby). Co z kulturą w tym mieście? Ano nic. Nic się nie robi w jej kierunku. Włodecki rok temu dał tam koncert. W kościele. I na tyle by było tej kultury. Moja mama smutno to skwitowała, że w Warszawie to ciągle chcą jakieś dotacje na kulturę, a u nich w mieście nic się nie dzieje, bo nie ma na to pieniędzy i jedyne, co można wieczorem tam robić, to oglądać telewizję. A w weekend można pójść do knajpy, choć wybór knajp słaby. Kiedyś w dobrych czasach było tam może z osiem barów, a teraz są trzy... Z życiem towarzyskim też więc słabo. Moja mama na pytanie, co tam w mieście słychać, czy zna jakieś plotki, po chwili namysłu pyta mnie: A wiesz, kto umarł? Na pytanie o moją starą znajomą, która została tam w miasteczku odpowiada, że ponoć rozstała się ze swoim mężem i zaczęła pić... Jezu, jakie to jest smutne!

Wniosek czwarty - no nie jest chyba za dobrze w Polsce w tych małych miasteczkach...

Czy w Polsce w zarobkach jest lepiej? Pewnie jest lepiej w niektórych branżach, ale moja siostra oglądała "Kuchenne rewolucje" i tam podsłuchałam, że facet w jakieś restauracji płaci kelnerce 3 złote za godzinę! Matko i córko! Jak za to żyć?! Luby mi kiedyś opowiadał, że jako dziecko dorabiał pracując w ogrodzie sąsiadów. Zarabiał 2 euro na godzinę (w przeliczniku z guldenów). A tu w Polsce ludzie ciągle pracują za 3 złote za godzinę... Skandal! SKANDAL!

Wniosek piąty - niektórzy w Polsce ciągle zapieprzają za przysłowiową miskę zupy.

W niedzielę przed wyjazdem poszliśmy z lubym na wrocławski Jarmark Bożonarodzeniowy. Powiem Wam, że nie mogłam przestać się tam uśmiechać! Ten Jarmark ma niesamowitą atmosferę! Ludzie są tam jacyś bardziej życzliwi, bardziej wyluzowani, no ogólnie bardziej szczęśliwi! Kupiliśmy z lubym nasz ulubiony oscypek z żurawinką, luby zamawiał po angielsku i gadał sobie ze sprzedawcą. Ja podziękowałam po polsku, gdy dostałam swoją porcję. Zdziwiona sprzedawczyni powiedziała do męża: O, to możesz po polsku do pani. Choć w sumie niech ćwiczy (to do mnie). Uczy się angielskiego. Dobrze mu idzie, nie? Szło mu całkiem nieźle :) Wydaje mi się, że tu chodzi o otoczenie, o atmosferę. Myślę, że mają one bardzo znaczący wpływ na to, jak się ludzie zachowują. Kim się stają. Kolorowy, piękny jarmark, miła, wesoła muzyka, zadbany wrocławski rynek, cudowne zapachy, szczęśliwi ludzie, roześmiane dzieci i w ogóle piękna zima sprawiają, że aż chce się żyć. Aż chce się być miłym. Aż chce się uśmiechać. A w szarym, zniszczonym blokowisku to nie chce się nic. Nawet nie chce się chcieć. Widzę tu, jak Dacze dbają o swój kraj, o swoje miasta, o ich otoczenie, o ich czystość, schludność, o to, by Holandia była atrakcyjna nie tylko dla turystów, ale przede wszystkim dla samych Holendrów. Miesiąc temu nasz dom był malowany, choć według mnie, naprawdę nie potrzebował żadnego odświeżenia. A w Polsce? A w Polsce to odnawia się głównie kościoły i urzędy. Słyszałam kilka dni temu w radiu, że bezdzietna kobieta postanowiła zostawić cały swój dość pokaźny majątek na renowację zniszczonych kościołów, bo serce jej krwawiło, gdy widziała, w jakim są stanie... Taka to właśnie polska mentalność. Kościół musi być odnowiony, odpicowany, a reszta budynków to może się rozpadać. Może nawet gnić. Byle kościół stał piękny i lśnił blaskiem swojej boskości. A w jego środku ksiądz z ambony powie ci w niedzielę, na kogo masz głosować. True story, które opowiedział mi teraz w zeszły piątek mój dziadek.

Wniosek szósty - w Polsce jest dużo szarych, zaniedbanych, często bardzo zniszczonych budynków zarówno w małych, jak i w dużych miastach.

Wniosek siódmy - kościół w Polsce ciągle odgrywa za dużą rolę w kształtowani świadomości Polaków.

Okej. Jaki jest więc wniosek podsumowujący wszystkie te wnioski? Czy jest w Polsce lepiej? A jak Wy sądzicie? Ja myślę, że w takiej Warszawie rzeczywiście może być lepiej. Widziałam, mieszkałam tam, a i ostatnio Warszawę odwiedzałam. Wiadomo też, że stolica zawsze lepiej i szybciej się rozwija. Jednak czy ogólnie jest w Polsce lepiej? Czy jest lepiej w małych i w średnich miasteczkach? I nawet nie chodzi mi o budowę dróg czy mostów. Już nawet pal diabli ekonomię. Politykę. Gospodarkę. Chodzi mi o ludzi. O ich mentalność. Czy możemy być z siebie dumni?

Możemy?

No dobrze, a teraz dla rozluźnienia atmosfery już na sam koniec opowiem Wam zabawną anegdotę. Świeżynka. Ze wczoraj. Nie było nas tydzień w Amsterdamie, więc zostawiliśmy naszego psiaka u rodziców lubego. Ci byli tak kochani, że przywieźli nam go wczoraj. Zrobiliśmy więc obiad, było też i wino... Opowiadamy z lubym, jak to tam w Polsce było. Oczywiście musiałam wspomnieć o filmie "Bogowie". I zaczynam: This movie is about Zbigniew Religa, the doctor who performed the first successful hair (!!!) transplant in Poland (Ten film jest o Zbigniewie Relidze, lekarzu, który dokonał pierwszego udanego przeszczepu włosów w Polsce.) Kurtyna... Takie małe zabawne przejęzyczenie, że zamiast "heart" (serca) powiedziałam "hair" (włosów). I wyszedł mi przeszczep włosów, zamiast przeszczepu serca... Cóż, ale wspomniałam, że do obiadu było wino? Wszyscy wybuchnęli śmiechem i ja też oczywiście śmiałam się chwilę po tym, jak zdałam sobie sprawę ze swojego językowego lapsusu. Śmialiśmy się wszyscy poza mamą lubego, która niedosłyszała mojego przejęzyczenia i kiwała tylko głową mówiąc, że to musiała być niesamowicie ciekawa historia. 

I rzeczywiście była ;) 

A tu zdjęcia z Jarmarku Bożonarodzeniowego we Wrocławiu! Prawda, że można już poczuć magię świąt?

9 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą zupełnie co do tych spostrzeżeń - zwłaszcza na temat kościoła, który odgrywa w Polsce groteskowo ogromną rolę. Niektórym ludziom przysłania ten cały kościół zdrowy rozsądek, a gdyby jeszcze zaszczepiał tolerancję, miłość - wręcz przeciwnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Polak polakowi to nawet za granica bedzie polakiem. Smutne ale prawdziwe!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mocny wpis! Szczerze to ja nie rozumiem Polaków. Z jednej strony wpływ kościoła, nietolerancja, napady na ciemnoskórych a z drugiej strony Biedroń wygrywa wybory w Słupsku, a jakiś program modowy wygrywa Polka nigeryjskiego pochodzenia, a inny program wygrywa Ukrainiec. I albo oficjalnie wstydzimy się mówić o naszych poglądach bo właśnie kościół czy otoczenie sugeruje nam myśleć inaczej, a głosowanie jest tajne więc prościej głosować tak jak się uważa.
    W Warszawie nie jest tak pięknie jak na stolicę europejskiego kraju przystoi. Może w kulturze się dzieje ale często są to też prywatne inicjatywy jak Teatr Polonia.
    Nasz budynek malujemy za własne środki (fundusz remontowy). Wymienialiśmy też drzwi do piwnicy i wandale już je podważyli (było trudniej niż przy poprzednich) i okradli kilka piwnic. Złodzieje też są wybredni bo kilka lat temu nas okradziono to telewizor czarno-biały zostawili.
    A z kulturą osobistą też jest na bakier. Zwłaszcza panowie potrafią załatwiać swoje potrzeby pod drzewkiem i nie przeszkadza im, że robią to niemal na wprost okien!
    A co z mentalnością? Trudne pytanie. Znam osobę która od urodzenia mieszka już 50lat w Warszawie, i to jest jej jedyne miejsce zamieszkania. I cały czas twierdzi, że nie jest u siebie. Twierdzi, że jego świadomość kształtowały zabory chociaż ich nie przeżył. Tak jemu rodzina mówiła i tak już został. On nawet nie próbował inaczej myśleć, inaczej robić. Warszawa jest skażona takim wschodnim myśleniem. I na dłuższą metę jest to bardzo męczące. Ale nie ma co narzekać, trzeba choć próbować zmieniać swój własny świat:-) Pozdrawiam T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, z Biedroniem czy Osi Ugonoh to jest paradoks Polaków. Szczerze mówiąc, nie wiem, na jakiej zasadzie to działa i jak to wytłumaczyć, ale dobrze, że nie tylko pali się w Polsce tęcze i debatuje nad tym, czy Kubuś Puchatek jest obojnakiem i dlaczego chodzi bez majtek... Ale tak, jak piszesz, świata nie da się zmienić, ale można zmienić siebie, swoje podejście i tym samym - swoje życie :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ho ho, z tą polską mentalnością to moglibyśmy długo... Ale chyba też się poprawia, więc mamy z czego się cieszyć.

    A ten jarmark we Wrocławiu - śliczny! Taki prawdziwy klimat Breslau. Tam to raczej nie pojadę, ale już mi się zamarzyło chociaż do Oberhausen...

    OdpowiedzUsuń
  5. taaa holandia jest wspaniala za 20 lat bedziesz wiac do polski z powrotem bo holandia przypnie sobie polksiezyc do flagi,.... Widzialam cala europe jestem rowniez w zwiazku z Holendrem i NIGDY
    nie zamieszkalabym w tym kraju w porowaniu do usa, kanady, australii gdzie mialam przyjemnosc byc to dziadowski kraj jak wiekszosc europejskich nawet oslawiona i bogata norwegia. Wcale ladnie w holandii nie jest, budynki ladniejsze w pl, jedzenie lepsze, ludzie tez bo holendrzy to falszywy narod, dodajac ze sa wyjatkowo nieurodziwi w wiekszosci a jakie mniemanie o sobie ze hoho wiedza o swiecie na poziomie dziecka z przedszkola, poziom edukajci na uczelniach zenujaca niski . A ta tolerancja odbije wam sie czkawka za 20 lat. Jedyne co masz racje to do pensji i wyzysku w polsce. Zamiast kosciolem zajmijcie sie polityka bo to kosciol glownie pomaga ubogim mimo tego ze sa jacy ksiezulkowie. Politycy wydaja kupe kase tylko na siebie i tego nie widzicie. Jestescie udanym produktem tzw. krolikow experymentalnych przez rzad propagandowy . a tego ze inne religie przejmuja wladze w inych krajach to ok tak np. tez w holandii?? Tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
  6. tzn nic tylko usiąść i płakać :^)) ..wszystko u nas be a tam cacy :^)) cosik chyba nie tak z tymi sterotypami.. autobusy i tramwaje w miastach są często nowsze niż te którymi jeżdziłem niż gdzie indziej .. to prawda, że w mniejszych miastach postęp zawsze będzie wolniejszu tak jest na całym świecie

    ... 'film na poziomie europejskim' :^))) .. a co to znaczy ten mityczny poziom 'europejskiego' kina .myślę, że Ida ma w tym roku spory sukces na Oscara ..

    a Wrocław piękny i pięknieje z każdym rokiem ale wiadomo będzie be i tak i tak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee tam od razu płakać. To dobre dla dzieci - lepiej zacząć działać :) Piotrze, poczytaj o Pawle Pawlikowskim, scenarzyście i reżyserze "Idy" i sprawdź, ile polskich filmów zrobił :) Taki z niego "polski" reżyser, jak z Polańskiego ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Film o pierwszym przeszczepie włosów to byłoby coś! :) Trzeba pomyśleć o scenariuszu;)
    I.
    :*

    OdpowiedzUsuń