czwartek, 13 listopada 2014

Kac Amsterdam, czyli (nie)prawdopodobny scenariusz wieczoru kawalerskiego w Amsterdamie... (dla osób +18)

Wspomniałam Wam kiedyś, że Dacze lubią i zarazem nie lubią turystów, zwłaszcza jeśli chodzi o tych turystów, którzy przyjeżdżają do Amsterdamu. Holendrzy lubią turystów, bo wiadomo, napędzają im gospodarkę wydając rocznie w stolicy Holandii całkiem pokaźne sumy. Z kolei nie lubią ich głośnego zachowania, pijaństwa, zachodzenia drogi rowerzystom, a i Holendrzy nie lubią u siebie... turystów jeżdżących na rowerze! Ja dzielę turystów przybywających do Amsterdamu na dwie kategorie: kulturalnych i niekulturalnych. Kulturalnych, czyli takich, co zwiedzają muzea, galerie, wystawy, chodzą i podziwiają architekturę artystycznych dzielnic, jak Jordaan czy de Pijp, a wieczorem wybierają się do dobrych restauracji i kilkusetletnich klimatycznych pubów. Ci niekulturalni z kolei, to omijają muzea szerokim łukiem, no może z wyjątkiem Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud. Ci turyści nie zapuszczają się w mieście dalej, niż w okolice Dworca Centralnego i Dzielnicy Czerwonych Latarni. Stołują się fast foodach, jak McDonald's czy tureckim Doner kebab. Pierwsze co, po przyjeździe tutaj, to oczywiście wizyta w coffee shopie. Do tej grupy turystów zaliczają się też panowie i panie, którzy przyjeżdżają do Amsterdamu na wieczór / weekend kawalerski / panieński. I dzisiaj chcę właśnie opisać tych drugich turystów. Tych, jak to ujmę, drugiej kategorii. Tych niekulturalnych. Tych skacowanych...

Czy wiecie, że trzecia część kinowego hitu "The Hangover" ("Kac Vegas") miała być w pierwszej wersji kręcona właśnie w Amsterdamie? Prawdopodobnie w Amsterdamie - tak powiedziała w 2011 roku na premierze w Los Angeles aktorka Jamie Chung, która zagrała główną rolę kobiecą w "The Hangover Part II" ("Kac Vegas w Bangkoku"). Dla niej właśnie Las Vegas, Bangkok i Amsterdam to najbardziej szalone miasta na świecie. Justin Bartha, grający postać Douga, również skomentował te doniesienia mówiąc, że Akcja filmu rozgrywająca się w Amsterdamie mogłaby przynieść inny rodzaj kaca... Wiadomo, jaki ;) Dodał też, że Zach Galifianakis (grający postać Alana) już pewnie tam jest. Jednak to były tylko plotki. Amsterdam w "The Hangover Part III" ("Kac Vegas III") pojawił się w filmie tylko na chwilę przy końcowych napisach i tylko na zdjęciach. I jeszcze na plakacie promującym film, na którym widzimy mocno skacowaną watahę siedzącą pod napisem I AMsterdam znajdującym się przed Rijksmuseum. A szkoda, że twórcy filmu nie wybrali Amsterdamu za lokalizację do trzeciej części. Narobili widzom tylko "smaczku". Strasznie jestem ciekawa, jakie wtedy miejsca w Amsterdamie wataha wybrałaby za swój kac ostateczny? Cóż by tu robili... A raczej nabroili. Być może tego dowiemy się w czwartej części. Może, może, jeśli w ogóle czwarta części powstanie, a jeśli wierzyć IMDb, to powstanie! I ma wystąpić w niej... Lindsay Lohan! Oj, to na pewno będzie się działo! Będzie melanż i zło! Będzie impreza! Ba! W czwartej części ma wystąpić też Jonah Hill, który brawurowo zagrał w "Wilku z Wall Street" Donnie'ego Azoff! Co za ekipa! Co za obsada! No do kompletu brakuje tylko Charlie'ego Sheena... Jednak wracając do tematu, jedno jest pewne - najbardziej ulubionym europejskim miastem "na kaca" jest właśnie... Amsterdam! I teraz zaprezentuję Wam "ścieżkę kaca" w stolicy Holandii. Zrobię taką teoretyczną drogę, jaką zapewne obrałaby wataha z "Hangover". To będzie taki mały zarys scenariusza tego, co mogłoby się w Amsterdamie wydarzyć. A co tam! Dziś przeniosę i poniosę watahę do Amsterdamu! Dziś zrobię Kac Amsterdam! A raczej - Kac Vegas w Amsterdamie ;)

Teraz wszystkie dzieci proszę o zamknięcie tej strony, bo to jest post dla osób pełnoletnich... Tylko dla osób +18!


Wataha przyjeżdża do Amsterdamu. Jest ich tym razem piątka - Jonah Hill zagra odnalezionego po latach brata bliźniaka Alana z innego ojca, którego to właśnie będzie wieczór kawalerski. Wataha udaje się wpierw do coffee shopu Bulldog, gdzie palą największego na świecie jointa (Alan doda coś do tego skręta ukradkiem), a następnie idą do Dzielnicy Czerwonych Latarni, gdzie są tak strasznie upaleni i mają tak realne halucynacje, że jedną z prostytutek biorą za Lindsay Lohan. Upalony Stu będzie chciał ją ratować z rąk bośniackich alfonsów, a Doug, jak to już zwykle, zniknie.

Wataha bez Douga, ale z uratowaną Lindsay Lohan, będzie zwiedzać miasto pod jej przewodnictwem. Wpierw oczywiście udają się na Museumplein, skąd wataha ukradnie literkę "I" z napisu I AMsterdam, i rikszą będzie uciekać przed goniących ich na rowerach policjantami. Zgubią ich wśród tłumu na Leidseplein, gdzie poznają inną grupę pijanych i wrzeszczących Anglików z kawalerskiego wieczoru, która da im w zamian za literkę "I" swoje przebrania (no tak, bardzo często w Amsterdamie czy to na kawalerskie, czy to na panieńskie wieczory, jego uczestnicy mają bardzoooo "fantazyjne" przebrania - raz widziałam Królewnę Śnieżkę i 7 krasnoludków - pan młody (!) był Królewną Śnieżką, a jego znajomi krasnoludkami... ). Tak więc wataha przebrana za bohaterki "Sex and the city" ("Seksu w wielkim mieście") wraz z Lindsay Lohan ostatecznie ucieknie przed policją. Dzięki swoim przebraniom, rzecz jasna. Zwizualizujcie to sobie. Alan będzie Samanthą, Phil - Carrie, Stu - Mirandą, a Jonah - Charlotte. A w tle muzyka z czołówki serialu ;)

Następnie wataha wynajmuje łódkę, której kapitanem okazuje się być... Pan Chow! W tym czasie watahę goni też łodzią ekipa bośniackich alfonsów i zaczyna się ekscytujący pościg po amsterdamskich kanałach. W trakcie tego pościgu alfonsi ustrzelą ucho Stu, a ponieważ jest przebrany za Mirandę z "Sex and the city", to będzie wyglądał, jak van Gogh. W tym czasie Doug ukradł różowy rowerek małej holenderskiej dziewczynce i akurat przejeżdżał nim po moście, gdy zobaczył watahę i ścigających ich łodzią alfonsów. Doug podniósł rowerek i rzucił nim w bośniackich alfonsów, trafił w kapitana, który wypadł z łodzi, a ich łódka zderzyła się z mostem. Doug brawurowo chce skoczyć z mostu do łodzi watahy, ale nie trafia do niej i wpada do kanału, z którego wyławiają go alfonsi. Wataha dyskutuje, czy ma ratować Douga, bo mają jego i jego ciągłych zniknięć dosyć, a i tak nigdy tu nie był aktorem pierwszoplanowym...

Alan jednak namawia resztę, by ratować jego szwagra. Lindsay Lohan prowadzi ich więc do nory bośniackich alfonsów, która znajduje się w starym... kościele. Przechodząc ulicą Alan wpada na starszą panią, z którą zaczyna się szarpać, a która okazuje się być... byłą królową Beatrix. Oczywiście Alan nie wie, że to była królowa, więc zaczyna na nią krzyczeć. Ochroniarze królowej odpychają szybko Alana, na co Pan Chow przychodzi przyjacielowi z pomocą i trzema ciosami karate pokonuje ich wszystkich, rozkłada ochroniarzy na łopatki, ci padają na ziemię, a królowa ucieka z krzykiem. Alan triumfalnie krzyczy za nią: "Patrz ślepa kobieto następnym razem, jak leziesz" (czy coś w tym stylu).

W końcu wchodzą cichaczem do nory bośniackich alfonsów, a tam widzą gejowską orgię z Geertem Wildersem w roli głównej. Ratują zbrukanego już niestety Douga i jadą z nim do hotelu. Doug budząc się rano mocno skacowany na szczęście niczego nie pamięta z zeszłej nocy, podobnie zresztą, jak reszta watahy. Gdy rozglądają się w kobiecych przebraniach, rozmazanych makijażach i sponiewieranych perukach po zdemolowanym pokoju hotelowym, zauważają Pana Chow śpiącego "na łyżeczkę" na kanapie... z Geertem Wildersem! Znajdują też obraz van Gogha, a Stu odkrywa, że nie ma ucha! Prawdziwy szok jednak przeżywają, kiedy z łazienki w samym ręczniku wychodzi... Lindsay Lohan i mówi: "Wiem, że umawialiśmy się na 100 euro od łebka panowie, ale za takie ekscesy, to ja chcę od was po tysiaku!".

The end!


Myślę, że ten scenariusz zgadza się pewnie z większością scenariuszy wieczorów kawalerskich w Amsterdamie... ;)

Po tegorocznym Halloween myślę również, że mój luby spokojnie mógłby zagrać w tym filmie dublera Alana ;)

Zaś o "moim Kacu Amsterdam" możecie przeczytać sobie tu: Seks w wielkim mieście, czyli cyckorozróba w Amsterdamie!

A i zbliża się weekend, więc nie pijcie za dużo i bądźcie grzeczni :)

4 komentarze:

  1. To prawda, że Holendrzy nie lubią turystów jeżdżących na rowerze, ale sądząc po własnych doświadczeniach wiem, że mogą mieć ku temu powody. Np. co roku do Wageningen walą studenci z całego świata. Jedna z moich koleżanek (z Rwandy) powiedziała, że zanim przyjechała do Holandii, to nigdy nie jeździła na rowerze! Czułam i słyszałam tą irytację przejeżdżających Holendrów, jak koleżanka zajechała im drogę slalomem. Ale jeszcze lepsze są w Holandii sytuacje rowerzysta-pieszy. Byłam kiedyś świadkiem jak na Damie koło Bijenkorfu gdzie ruch jest jak w ulu, zderzyły się rowerzystka z pieszą. Żeby było zabawniej, to nie piesza leżała na ziemi, tylko rowerzystka! Postawna (prawdopodobnie turystka sądząc po kapeluszu) babka w średnim wieku przeszła na skuśkę przez ścieżkę rowerową, zwalając starszą panią z roweru. Oma upadła niestety na głowę, i usiadła na ścieżce ze strużką krwi cieknącej z czoła. Przyszli policjanci, ale gruba piesza chyba w ogóle nie zauważyła, że kogoś potrąciła i znikneła w tłumie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj straszna historia! Ale prawie codziennie przejeżdżam rowerem po Damie to widzę, co tam się dzieje... Dantejskie sceny! Czy to rowerzyści, czy to piesi - nie patrzą, czy jest zielone światło, czy czerwone - jadą / idą twardo i też właśnie w tym miejscu byłam świadkiem kilku wypadków... Ostatnio w niedzielę widziałam, jak kobieta z dzieckiem w swoim bakfiets upadła po tym, jak wyskoczyła jej przed rower również jakaś turystka... Tam to trzeba trzy razy wolniej jechać i być pięć razy ostrożniejszym, niż zwykle!

      Usuń
    2. Ja bym się w ogóle nie odważyła tam rowerem jeździć. Ledwo pieszo chodzę. Też się mocno rozglądam, żeby mnie ktoś nie rozdeptał. No ale ja to z prowincji jezdem!

      Usuń
  2. Muszę przyznać, że scenariusz mega ������

    OdpowiedzUsuń