poniedziałek, 29 września 2014

Stuff Dacz people like, część 6!

To już szósta część o tym, co Dacze lubią! Uff... już nam się trochę tego tu uzbierało! Tych, co nie mają pojęcia, o co chodzi - niech nadrabiają zaległości: część 12345. A tych, co ciekawi, w czym jeszcze Dacze się lubują - niech zagłębiają się w poniższej lekturze!

51. Tarasy.

No tak. Tarasy w sensie balkony i tarasy w sensie ogródki piwne po naszemu. Jeśli chociaż na chwilę pojawi się słońce w Holandii, Dacze jakby wyrastają spod ziemi i w mgnieniu oka oblegają tłumnie tarasy, zarówno te publiczne, jak i prywatne. Oczywiście piją wtedy swoje ukochane białe piwo z ichniejszego zwane witbier, które, jakżeby inaczej, plasuje nam się w kolejnym punkcie. No ale o co chodzi z tymi tarasami? O potrzebę słońca, ale też i o interakcje społeczne. Holendrzy bardzo często lubią swoje dachy (jeśli oczywiście mają ten luksus mieszkać na ostatnim pietrze) przerabiać na tarasy. Pozwolenie na taki taras to w Holandii biurokracyjna droga przez mękę, ale nic tak w końcu nie cieszy Dacza, jak w słoneczny, ciepły wieczór zrobić sobie grilla z przyjaciółmi i gadać ochoczo popijając piwko, więc cała ta biurokracja jest warta świeczki, a w tym przypadku pysznej kiełbaski. A jeśli takiego tarasu Dacz nie posiada z różnych względów, to i tak nie ma problemu! Można zawsze przecież wynieść stoły, krzesła, grill, jedzenie, alkohol i przyjaciół na... chodnik przed swoim mieszkaniem! A co! Jak jest ciepło i słonecznie w Holandii, to trzeba się bawić na świeżym powietrzu! Ach, co tu długo się rozwodzić, ja też tarasy (niekoniecznie złote) bardzo lubię!

52. Białe piwo.
Ponoć najlepsze jest białe piwo z belgijskiego browaru Hoegaarden. Trudno mi się z tym nie zgodzić. Ale odkryłam w Amsterdamie nawet jeszcze lepsze białe piwo - w Bierfabriek. Zwykłego piwa sama jakoś zbytnio nie lubię, ale witbier w upalne popołudnie smakuje wybornie, wręcz cudnie! W tym temacie wydaczam się w 100%, bo białe piwo wprost uwielbiam!



53. Markowe ciuchy, drogie buty, luksusowe zegarki...
Tak, jeśli chodzi o modę, to ci Holendrzy z grupy wiekowej 30+ zdecydowanie nad ilość cenią jakość, co zwłaszcza można zauważyć w dużych miastach. Rower może być z drugiej ręki, ale ciuchy - już niekoniecznie. Było o tym przy okazji rozbierania Daczy do naga i przy opisywaniu wyglądu de Kakkera. O tym, że statystyczny Holender ma w swojej szafie przynajmniej dwie pary butów o wartości okołu 300-400 euro za sztukę, też już się tu przewinęło. Na co warto zwrócić jednak jeszcze uwagę to firmy, które Holendrzy wybierają. To są najczęściej luksusowe marki, jak Ralph Lauren, Tommy Hilfiger czy szalenie popularna w Holandii Gaastra. Czego to nam dowodzi? Że jednak nie taki skąpy Dacz, jak go malują! Wspominałam też kiedyś o znajomym lubego, co chciał sobie kupić zegarek za kilka tysięcy euro, bo kiedy, jeśli nie teraz, ma sobie taki sprawić? W tym sensie, że teraz, kiedy jeszcze nie ma żony i dzieci. Może nie tyle, co to był kaprys z tym zegarkiem, ile, jak to ujął znajomy lubego, inwestycja. Praktyczne podejście u Daczy zawsze na pierwszym miejscu! Nawet, jeśli chodzi o wygląd!

54. Łączenie pisowni.
Holendrzy są mistrzami w tworzeniu bardzoooo długich słów. Ba! Oni wprost uwielbiają łączyć pisownie. Wszystko, co da się połączyć - łączą. Najdłuższe słowo w Holandii liczy 49 liter (!!!) i trafiło, jakżeby inaczej, w 1996 roku do Księgi rekordów Guinnessa. Wymówcie: Kindercarnavalsoptochtvoorbereidingswerkzaamheden.
Niemożliwe? Ja poddaję się już po "kindercarnaval". Co to słowo oznacza? W skrócie - rodziców zaangażowanych jako wolontariuszy przy dziecięcym karnawale. Hmm... Czy my w Polsce mamy na to jakąś nazwę? Może zapożyczymy ją od Holendrów? Ha, ha, żarcik taki. Idźmy jednak dalej. 
Zandzeepsodemineraalwatersteenstralen, które tłumacząc po naszemu oznacza: spadaj... (zanim skończysz mówić to słowo, pewnie osoba, w którą było ono wymierzone, już znudzona sama sobie pójdzie). To są oczywiście ekstremalne przykłady, choć można je tu mnożyć i mnożyć, i mnożyć. A ile jest przecież takich "krótszych" wyrażeń funkcjonujących w codziennym języku, które są tak naprawdę zbitką dwóch, trzech słów, jak choćby na przykład woensdagochtend (środa rano). I zagraj tu z Daczem w Scrabble. Powodzenia!

55. Zimna temperatura w domu.
19°C to max, który Dacz lubi mieć w domu. A i bywałam w mieszkaniach, w których normą była temperatura... 15°C! Ach, te holenderskie morsy... O tym też już było, ale zbliża się zima, więc nowicjuszom w Holandii powtarzam - jeśli mieszkacie z Daczem, zaopatrzcie się w ciepłe swetry, skarpety i szaliki! Jeśli dojeżdżacie do pracy pociągiem - też tak owe zakupcie! Jeśli pracujecie z Daczami, też pewnie doświadczycie niskich temperatur. Jeśli jesteście tak jak ja, zmarzluchem, to przed Wami szok nie tyle co kulturowy, ile termiczny! Holandia hartuje w przenośni i dosłownie, co jest niejakim paradoksem, bo mają tu bardzo delikatne zimy, rzadko kiedy pada śnieg i temperatura spada poniżej zera, ale i tak ciepły sweter Wam się na pewno przyda do noszenia... w domu.

56. Łódki.
Bóg stworzył świat, a Holendrzy Holandię. A kanały stworzyli po to, by pływać po nich łódkami. To skandal, jeśli ktoś mieszka w Holandii, a nigdy nie przepłynął się po żadnym kanale łódką. Toż to zbrodnia zwłaszcza tu - w Amsterdamie! Uwielbiam latem te przejażdżki po kanałach, uwielbiam imprezę na łódce  dzień przed albo w trakcie Koninsdag. Pierwszego razu na łódce w Amsterdamie nigdy się nie zapomina - ten wiatr we włosach, ten szum wody, to wino uderzające do głowy! I miasto wygląda wtedy całkiem inaczej z takiej perspektywy - jest jeszcze bardziej urocze! 

57. Rozwody.
Dacze nie tylko lubią zwlekać ze ślubem, ale lubią też... rozwody! Prawie co trzecie holenderskie małżeństwo kończy się rozwodem! Według statystyk z 2007 roku 38,3% par po sakramentalnym "tak" mówi sobie mniej sakramentalne (i mniej delikatne) "dasvidaniya". Co więcej, ta liczba z roku na rok rośnie! Dla porównania w Polsce jest to 17,2%. Czemu Holendrzy tak często się rozwodzą? Cóż, widocznie te kilka lat spędzonych razem przed formalizacją związku nie wystarczało, by upewnić się, że z tą osobą chce się spędzić resztę życia. Dacze widocznie zmienni są i niestali w uczuciach, a i pewnie nie chcą żyć w związkach, w których nie czują się już szczęśliwi, w których nie ma już pewnie miłości. Najbardziej ekstremalny tego przykład usłyszałam kiedyś od przypadkowo poznanego Dacza w barze, który rozwiódł się kilka tygodni po swoim ślubie (!), bo okazało się, że jego żona zdradzała go od kilku lat i... zdradza nadal (!). A dowiedział się o tym... w podróży poślubnej. To zła kobieta była, więc i rozwód był ekspresowy. A szkoda faceta strasznie, bo wydawał się naprawdę sensowny. I tak sobie teraz myślę, że za niecały tydzień idę na kolejne daczowskie wesele - jedenaste dokładnie i niedługo planuję z tej okazji wydać kolejną powieść - "Przewodnik po daczowskich weselach"... A tak na serio, zastanawiam się teraz, że skoro byłam już na tych 10-ciu holenderskich weselach, to niektóre z nich zakończą się pewnie rozwodem, bo statystycznie co najmniej cztery z nich czeka wcale nie taki happy end... Aż strach brać ślub w Holandii!


58. Naturalne (siwe) włosy.
To fakt powszechnie znany, że Holenderki lubią naturalność. Jak już mają makijaż - to delikatny. Jak już coś robią z włosami - to podcinają końcówki. Nie jest zbyt powszechne w Holandii farbować włosy. A już wśród młodych dziewczyn, to jest naprawdę bardzo niewielki procent. W Holandii na ulicy można zobaczyć wiele kobiet w wieku 35+, które są już niemal kompletnie siwe. I nic z tym nie robią. Czemu? To moje pierwsze pytanie. Rozumiem, jak dziewczyna ma piękne, naturalne blond włosy i faktycznie nie ma sensu ich wtedy niszczyć farbowaniem. Choć pewnie ja akurat mając takie włosy i tak bym się skusiła - cóż to cała ja, cóż zrobić, że lubię zmiany. Ale gdy kobieta fryzurą dodaje sobie co najmniej dziesięć lat, to już tego nie mogę zrozumieć. Wiem, że ona akceptuje siebie taką, jaką jest i siwienie jest rzeczywiście procesem naturalnym, ale dla kogo, jeśli właśnie nie dla siwych kobiet, powstały farby do włosów? Byliśmy w restauracji z lubym. Moją uwagę zwróciła kobieta, z tyłu staruszka, myślałam, że to babcia na obiedzie z synem i z wnukami, ale kiedy zobaczyłam ją z przodu, to miała maksymalnie 35 lat. Była kompletnie siwa, a do tego upięła włosy w bardzo staromodny sposób, w jaki upina je moja babcia. Naprawdę piękna, wysoka, szczupła kobieta, dobrze ubrana, ale według mnie jej twarz wyglądała na o wiele starszą i zmęczoną przez te sztywne siwe włosy! Brr! To pewnie różnica kulturowa, ale jest coś w tym, co mnie odpycha. To taka odwrotność naszego powiedzenia z tyłu liceum, z przodu muzeum... Być pięknie naturalną - super! Jestem za! Być piękną, ale nieco pomagać naturze za pomocą współczesnej kosmetologii - czemu nie, jeśli robimy to z umiarem? Nie widzę nic złego w tym, że walcząc z czasem kobieta chce ukryć siwe włosy. Nie uważam, że jest to zbrodnia przeciw naturze i że to nie jest desperacka walka z czasem, ale zwyczajnie - estetyka...

59. Gay Pride.
Niektórzy wolą Gay Pride od Koningsdag tłumacząc to tym, że jest to impreza o wiele bardziej kulturalna. Coś w tym jest. Dacze w Dni Króla generalnie upijają się, a w dzień Gay Pride raczej bawią się przy mniejszym stężeniu procentów. Gay Pride to święto wolności, można powiedzieć, że jest to taki hołd holenderskiej tolerancji. Bez zamieszek, bez bojówek prawicowych krzyczących dyskryminujące i obrażające homoseksualistów hasła. W ten dzień w przyjaznej i radosnej atmosferze bawi się cały Amsterdam, bawią się całe rodziny z dziećmi, a spektakularna parada łódek na kanale Prinsegracht przyciąga tłumy turystów z całego świata! Ja też uwielbiam ten dzień, a czemu, to możecie sami zobaczyć choćby tu: Dwa merdające penisy, czyli fotorelacja z Amsterdam Gay Pride Parade 2013!

60. Kolorowe skarpetki do garnituru.
Spójrzcie na poniższe zdjęcie, które zrobiłam na jednym z daczowskich weseli. Nie patrzcie na moją stopę wystającą spod białej spódnicy, ale na stopę po prawej... Widzicie czerwoną skarpetę założoną do eleganckiego garnituru i eleganckich butów? To nie Fata Morgana! To nawet nie fanaberia i przesada, to nawet nie jest już ekstrawagancja, ponieważ coraz więcej Holendrów odważnie decyduje się bawić modą zakładając właśnie takie dość "nietypowe" skarpetki do garnituru. Pan z poniższego zdjęcia to też nie jest już żaden młodzieniaszek, ale wujek lubego, który ma ponad 55 lat! Dacze w temacie skarpetek lubią szaleć w kolorach, we wzorach, a nawet raz byłam na weselu, gdzie pan młody dobrał skarpetki do... sznurówek, co nie powiem, wyglądało naprawdę ciekawie i z klasą. Można? Można! Taki to oto już zwyczaj robi się w Holandii - jak szaleć - to tylko w skarpetkach! Mój luby śmieje się z tego trendu, ale ja go lubię - przynajmniej jest kolorowo, wesoło i z nutką fantazji! Przynajmniej nie jest sztampowo i nudno!


Lubię 5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz