niedziela, 17 sierpnia 2014

Stuff Dacz people like, część 3!

Koniec świata się zbliża, mówię Wam! Holandię nawiedzają ulewy, jakieś burze, pioruny trzaskają, niczym bicz o tyłek w trailerze 50 shades of grey, a wszystko to przez to, że holenderski kanał MTV nadaje Warsaw Shore, gdzie kur*a ściele się gęsto. Trochę podnosi mi to ciśnienie i spina żołądek, że jedyny polski program, jaki nadaje holenderska telewizja wprost idealnie utrwala tu stereotyp Polaka-prostaka i Polaka-pijaka. Ale hej, co tam, są dupeczki, są przypakowani kolesie, jest wódeczka, jest impreza, jest bzykalnia, lodzik i jest przeciętne IQ podzielone na... sześć osób. I wiem, że taka jest konwencja tego programu, że tego typu osoby trafiają do niego niezależnie od kraju, ale tak dla równowagi mogliby też puścić coś, co pokaże inną stronę Polski i Polaków. No nie wiem, może Klan na przykład? W końcu jest taki życiowy... No, ale już pisząc poważnie i w temacie. I krótko, by zdążyć przed końcem świata. Przed Wami oto trzecia odsłona tego, co tam lubią Dacze. A dwie poprzednie znajdziecie tu: 



21. Śledzik.
  Mój luby je wszystko. No prawie, bo ma tylko jedną awersję, a raczej wstręt i obrzydzenie do ryb w każdej ich postaci oraz gatunku. To tym bardziej jest paradoksalne, że luby pochodzi z prowincji Zeeland, która niejako słynie z pysznej rybki i świeżych owoców morza. Odkąd mieszkam w Holandii, wstyd przyznać, śledzia jeszcze nie jadłam. I nie dlatego, że wcześniej w Polsce zajadałam się nim ciągle. Nie... Na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy śledzika zjadłam w swoim życiu. Cóż, delektować się śledziem trzeba potrafić, a ja tego nie umiem, nawet z cebulką i w świeżutkiej bułce jakoś mi nie podchodzi. Nawet na toście. Za to moja mama już za kilka dni będzie w Amsterdamie i pewnie śledzika sobie zamówi, a i kto wie, może ja wtedy też się na niego skuszę? A jak śledź wygląda w liczbach? Cóż, jest to dość interesujący fakt, iż, gdyż, albowiem, Dacze konsumują go w ilości 12 milionów kilo (!) rocznie. My z lubym do tych statystyk się jednak nie dokładamy. Ale za to w konsumpcji serów myślę, że wyprzedzam niejednego Dacza ;)

22. Żel do włosów.
Ha, ha, ha! Znów trochę statystyk. Najgorliwszymi konsumentami żelu do włosów są... Dacze! Ha, ha, ha! A ja zawsze myślałam, że to Włosi! Rzeczywiście, coś w tym jest, ale jest pewna subtelna różnica między tym, jak Dacze stosują żel do włosów, a jak robią to Włosi. Po zastosowaniu żelu włosy Dacze są suche i sklejone, u Włocha zaś wyglądają na przetłuszczone i mokre. I tu, co ciekawe, tubki z żelem nierzadko można spotkać w holenderskich męskich toaletach. Bo żel używają tu wszyscy, od studentów do bankierów, od panów w warzywniaku po piłkarzy (no może poza Robbenem...). I jeśli myślicie, że to zapewne ze względów praktycznych, by fryzura się Daczowi nie zburzyła na rowerze, to pomyślcie raz jeszcze. Pomyślcie o deszczu. I o silnym wietrze. Pamiętam, jak kilkanaście lat temu burmistrz z mojego rodzinnego miasta czesał się na "pożyczkę". I kiedyś wiało tak mocno, a ten jechał właśnie na rowerze, że ta "pożyczka" mu się odkleiła. I jechał z taką wyżelowaną kopułą stojącą w pionie i latającą na wietrze... Wyglądało to okropnie, no tak, jakby tyłek okleił się od Kim Kardashian.

23. Żarty o Niemcach i Belgach.
Holender widzi mężczyznę, który nabiera ręką wodę z kanału i ją pije. Podchodzi do niego i mówi: "Hej, nie można pić tej wody, jest brudna i można się od niej rozchorować". Mężczyzna podnosi głowę i pyta po niemiecku: "Was sagen sie?" ("Co Pan powiedział")? Holender odpowiada więc mu również po niemiecku: "Sie sollen mit zwei hande trinken. Das geht besser!" ("Niech Pan użyje obu rąk. Tak będzie łatwiej!"). Z tym, że żarty o Belgach mają w Holandii łagodniejszą formę, niż żarty o Niemcach. A zresztą, my też o Niemcach żartujemy, pamiętacie Był sobie Polak, Niemiec, Rusek i diabeł? Z tego, co kojarzę, to chyba Niemiec przyniósł tego dwumetrowego kaktusa? No też Niemiec miał u nas w tych kawałach przesra*e. Czasem dosłownie.

24. Nabiał. 
Ponoć to właśnie duże spożycie nabiału zrobiło z Holendrów najwyższych ludzi świata... Cóż, jeśli to prawda, to mój luby powinien złożyć reklamację w zakładach mleczarskich, bo od dziecka prawie codziennie do śniadania pije szklankę mleka i jest poniżej holenderskiej normy, jeśli chodzi o wzrost... Ale, któż nie kocha holenderskich serów? Ja je uwielbiam! Edam. Maasdam. Old Amsterdam. Gouda. I tak dalej. Można wymieniać i wymieniać bez końca. I wszystkie są pyszne! Holendrzy kochają jeść sery i je produkować. I ja też kocham sery! Jeść! A czy wiecie, że 72% holenderskich serów idzie na eksport? Holandia jest trzecim największym dostawcą serów na świecie! A znacie Vla? Sprzedawana w kartonach w smaku i w konsystencji jest prawie, jak nasz budyń. Ale prawie robi wielką różnicę w przypadku Vla. Można ją kupić za naprawdę niewielkie pieniądze w różnych smakach, a jak tak połączy się wanilię z orzechem laskowym to wyjdzie nam Monte, które z kolei w Holandii nigdzie się nie zakupi. Co ciekawe, holenderskim zwyczajem (a może to ta daczowska oszczędność?) karton po Vla jest dokładnie wyskrobywany z resztek. Ten deser też wprost ubóstwiam! To jest to, co Holendrzy nazywają właśnie lekker!


25. Kampery.
Gdzieś tam już się przewinął ten temat. Ale miłość Daczy do kamperów jest wielka, niezaprzeczalna i piękna. I trwa już tak od kilku pokoleń. Luby już ma taki plan na wakacje za rok (coś ten luby w tym poście ciągle się przewija), że wynajmiemy sobie kamper i pojedziemy na wakacje do Chorwacji. Plan dobry i szalony, bo ponoć Holendrzy wybierają w 95% tylko trzy kraje swojej kempingowej destynacji: Francję, Niemcy i Hiszpanię. A to ponoć nie koniec holenderskich dziwactw związanych z kamperami. Jak można przeczytać w książce Colleen Geske, Dacze biorą ze sobą w swoją przyczepę na wakacje:
- Lukrecje (48%)
- Hagelslag (47%)
- Masło orzechowe (37%)
- Papier toaletowy???!!! (56%)
- Sery (49%)
 Dalej, co ciekawe, Dacze wsiadają w swój kamper, jadą do miejsca swojej destynacji i zostają tam przez tygodnie, gdzie właśnie chyba sens wakacji w przyczepie kempingowej polega na przemieszczaniu się z miejsca na miejsce i zwiedzaniu. Ale cóż ja rzeknę na to? Nigdy w ten sposób nie spędzałam wakacji, ale chciałabym spróbować i przekonać się, czy rzeczywiście, jak to Dacze mówią, wakacje w kamperze są gezellig!

26. Wiatraki.
Nawet my mamy przysłowia z wiatrakami. Walka z wiatrakami i co ma piernik do wiatraka? A Holendrzy mają takich przysłów z pięćdziesiąt. A piernik do wiatraka ma mąkę. Niezaprzeczalnie wiatraki obok chodaków i tulipanów są symbolem Holandii. Stare antyczne wiatraki są nieodłącznym elementem krajobrazu Holandii. Praktyczni Holendrzy niektóre z nieczynnych już wiatraków przerabiają na domy. Mówią, że Złoty Wiek nie byłby możliwy bez wiatraków. Cóż, coś w tym jest. Jeśli chcecie prawdziwego holenderskiego obrazu wprost z widokówki, to jedzcie do Kinderdijk. To 100% Dacz experience. Są tam i tulipany, i wiatraki, i woda, i pewnie jakieś chodaki też się znajdą ;) W sumie w Holandii zachowało się prawie 1200 wiatraków (tych nowych białych wysokich nie liczę), a niektóre z nich mają naprawdę długą i piękna historię, dlatego lubię to!

27. Dłubanie w nosie.
No to, to ja pierwsze akurat słyszę (a ponoć 90% Daczy przyznaje się do dłubania w nosie!!!), choć poniższe zdjęcia mówią same za siebie i mówią wszystko w tym temacie! Ale ponoć za to właśnie Holendrzy kochają swojego króla... Nie, nie dlatego, że dłubie w nosie, ale dlatego, że jest taki... ludzki. Uwaga! Poniższe zdjęcia mogą wywołać... niesmaczne uczucie!


28. Frytki z majonezem.
Dacze jedzą rocznie 41 milionów (!) kilo frytek rocznie! Uwierzycie? Ba! Holendrzy tak bardzo kochają swój majonez serwowany do tych smażonych, pociętych kartofli, że zabierają go ze sobą na wakacje! A mój luby śmieje się, gdy proszę moją mamę, żeby przywiozła mi z Polski mój ulubiony ketchup Tortex...

29. Lukrecja.
Lukrecję albo się uwielbia, albo się ją nienawidzi. I tyle w temacie. Mi osobiście ona nie podchodzi i nie przechodzi przez gardło i nie mogę zrozumieć, jak Holendrzy mogą jeść to świństwo, a co więcej, mają go w kilku smakach i w kształtach... Słonej lukrecji w ogóle już nie mogę pojąć... to jest tak obrzydliwe, tak niedobre, tak paskudne, że bleee, fuuuuj! Wolę już patrzeć na zdjęcia króla dłubiącego w nosie, niż zjeść lukrecję. Choćby odrobinę. Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Holandii spytałam lubego, co mogę przywieźć do Polski znajomym i rodzinie, co jest tak najbardziej holenderskiego? Poradził mi... lukrecję. Drań! Gdy przyniosłam lukrecję do pracy, to moi koledzy wypluwali ją mówiąc, że ja to ich chyba nie lubię, bo chcę ich otruć. Cóż, tak to jest, jeśli z lekarstwa próbuje się zrobić cukierki. Czy jakoś tak.


30. Wciskanie lukrecji niczego nie podejrzewającym cudzoziemcom...
Jak powyżej. Spytaj Dacza, co przywieźć z Holandii, to ten zamiast pysznych stroopwafel powie ci, żebyś przywiózł lukrecję... Gdy sama pierwszy i ostatni raz ją spróbowałam, a i za chwilę wyplułam, luby czerpał jakąś dziwną satysfakcję, gdy to obserwował... Patrzył się na mnie dziwnie radośnie, jakby patrzył na dziecko, które ma po raz pierwszy zjeść ślimaki. Albo wątróbkę. Albo inne paskudztwo, którego dzieci nie znoszą. Okrutna to daczowska cecha z wciskaniem tej cholernej lukrecji!

Lubię 2/10, choć zastanawiam się nad tymi frytkami z majonezem, bo się do nich ostatnio coraz bardziej przekonuję...

8 komentarzy:

  1. Reniu, nie mam pojęcia czym jest ta lukrecja... Oświeć. Wafli nadal nie spróbowałam... ech! Śledzie uwielbiam, ale w jakiej postaci jedzą je w Holandii to nie mam pojęcia, bo się na nie nie natknęłam. Sery lubię, ale pracuję w firmie, która sama je produkuje, więc niekoniecznie sięgam po holenderskie. Mój M. za to przepada np za tym Old Amsterdamem (ja średnio tego typu sery lubię). Frytki z majonezem nie są czymś niezwykłym również w Polsce, choć chyba bardziej popularne są u nas z keczupem. Ale wiadomo - najbardziej chodliwe to chyba głównie takie z samą solą. Kilka razy jedliśmy teraz te holenderskie fryty i nie powiem - mnie ten majonez nie przeszkadza, za to chłopakom bardzo podchodził :-). Spróbuj frytek z octem ;-). Na irlandzką modłę, bo tam z kolei frytą rządzi właśnie ocet.

    Kampery... nie pozostaje Ci nic, jak tylko posłuchać lubego i się z nim wykamperowac do tej Chorwacji :-)))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, tu znajdziesz co nieco o lukrecji, a do postu wrzucam więc też jej fotkę :)
      http://kobieta.wp.pl/kat,26297,title,Lukrecja-czarne-slodycze,wid,13695315,wiadomosc.html?ticaid=113495
      A na kamper to się naprawdę skuszę :) pewnie przekonam się do tego typu wakacji, jak do frytek z majonezem ;)

      Usuń
    2. Już sprawdziłam Reniu. Widzę (brrr, czarne jak pijawki!), ale nigdy o tych cuksach nie słyszałam, ani ich nie spotkałam, tzn. nie spotkałam ze świadomością czym są. Niestety, będę zmuszona poprosić M., aby mi przywiózł jak znów poleci do AMS (czyli 7 września). Pewnie i ja nie polubię, ale spróbować MUSZĘ! Nawet, gdybym miała wypluć ;-).

      Usuń
  2. A wiesz co mnie z tymi frytkami najbardziej dziwi? W kraju gdzie pochłania się takie ilości patatów z majonezem, z niezrozumiałego mi powodu, jeśli zamówisz frytki w McDonalds zaoferują Ci jakiś paskudny "frietsaus"... I gdzie tu logika? ;)
    Wakacje z kamperem też będę musiała kiedyś przetestować. Może mój Dacz zabierze mnie w te rejony Francji, gdzie spędzał zawsze wakacje...

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć :)
    Czytam Twojego bloga już od jakiegoś czasu, sama od 3 lat mieszkam w Holandii i tak już raczej zostanie :) chciałam tylko napisać że rewelacyjnie się czyta Twojego bloga i czekam na kolejne wpisy
    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu dziękuję pięknie za przemiłe słowa :) :) :)
      Pozdrawiam ciepło i powodzenia w wydaczaniu!

      Usuń
  4. zapytaj lubego jak zrobic vla czekoladowe...siedze w polsce i teskno mi za tym;) a jak nie wie to mozze ktos z rodziny wie?monte jest male a budyn to nie to samo:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luby mówi, że nie wie. Sam kupuje taki proszek od Dr.Oetkera, coś jak nasz polski budyń w proszku i to jest niby najbliższe vla... No ale go też trzeba kupić w Holandii i nie wiem, czy jest w wersji czekoladowej. Ale luby wygooglować coś takiego :)
      http://www.coquinaria.nl/recepten/11.6recept.html
      Pozdrawiam!

      Usuń