poniedziałek, 2 czerwca 2014

Sztuka po holendersku od kuchni, czyli artyści z Jordaanu otwierają drzwi do swoich atelier!

Raz na dwa lata na Jordaanie dzieje się rzecz niezwykła. Nie. Wróć. Nie od dziś wiadomo, że amsterdamska dzielnica Jordaan od lat przyciąga artystów, którzy mają tu swoje pracownie, mieszkania, galerie i tu właśnie czerpią inspiracje do tworzenia nowych dzieł. Tu mieszka wielu malarzy, pisarzy, rzeźbiarzy, projektantów biżuterii, fotografów, grafików i wielu wielu innych. Do zeszłego weekendu nie wiedziałam jednak, że aż tak wielu. Od 30 maja do 1 czerwca artyści z Jordaanu w ramach projektu Bezoek de ateliers otworzyli dla publiki swoje prywatne przestrzenie twórcze. Można było je zobaczyć bez żadnych opłat. Bez żadnych biletów wstępu. Niektórzy otworzyli swoje mieszkania będące zarazem ich pracowniami artystycznymi, inni studia, a jeszcze inni galerie. Razem w sumie 67 atelier. I jest to niezwykłe, że każdy może zobaczyć tak od kuchni, jak niektórzy holenderscy artyści pracują i jak niektórzy z nich mieszkają. Z każdym z nich można było porozmawiać osobiście i dowiedzieć się, co ich inspiruje, co jest tematem przewodnim ich sztuki oraz dlaczego używają takiej, a nie innej techniki. Szkoda tylko, że o projekcie Bezoek de ateliers dowiedziałam się tak późno. Sama od dobrych kilkunastu lat tworzę obrazy z użyciem techniki kolażu (nawet doczekałam się swojej wystawy w Amsterdamie wiosną zeszłego roku), a i na Jordaanie mieszkam już prawie półtora roku. Cóż, ale nie ma co płakać, bo nie pozostaje mi nic innego, jak tylko spróbować za dwa lat być częścią tego projektu i jednym z jego artystów, bo z Jordaanu nie mam zamiaru się wyprowadzać, a i Wy Kochani, jeśli pierwszy raz o tym projekcie słyszycie, bądźcie więc czujni mniej więcej o tej samej porze roku za dwa lata, a i mam nadzieję, że poniższe zdjęcie dadzą Wam przedsmak tego, jak niezwykły jest ten projekt i jak niesamowitym jest bycie jego częścią. Ale o tym drugim mam nadzieję przekonać się dopiero za dwa lata :)


Oprócz otwartych atelier w trakcie Bezoek de ateliers jest również organizowana aukcja, gdzie każdy z artystów przekazał jedną ze swoich prac, która była zrobiona w temacie Centralnej Wystawy i tam też wystawiona. W tym roku tematem były pieniądze. Mówiąc szczerze, żadna z prac na Centralnej Wystawie mnie nie zachwyciła. Większość z nich była, że się tak wyrażę, udziwniona, a druga część, jakby robiły te prace dzieci. Za to niektóre z prac w prywatnych atelier to były prawdziwe cuda, prawdziwe dzieła sztuki. Można było też większość z nich zakupić, choć ceny, mówiąc delikatnie, powalały. Przynajmniej mnie. Również w ramach Bezoek de ateliers odbyły się trzy wykłady, na które niestety nie poszłam, bo były w języku holenderskim, ale które były kolejno na temat: inwestowania w sztukę (piątek), związku sztuki z pieniędzmi (sobota) oraz artystów w czasach kryzysu (niedziela). Wykłady oczywiście były prowadzone przez specjalistów i profesorów z dziedziny sztuki oraz finansów. Cóż, nie od dziś wiadomo, że początkujący i nieznani artyści kokosów nie zarabiają. Jak mi to powiedział jeden z artystów-fotografów, którego atelier zwiedzaliśmy z lubym, ze sztuki mało kto może wyżyć. Dlatego ma też i inną pracę. Organizuje eventy. Jeszcze inny malarz opowiadał, że jest fryzjerem, a malowanie to tylko taka jego pasja. Ja też swoje kolaże traktuję, jako hobby. Stąd myślę, że temat przewodni był strzałem w dziesiątkę. Niby pieniądze to nie wszystko, a w ogóle w zestawieniu ze słowem "sztuka" wydają się jakieś takie brudne i nasuwające na myśl jedno słowo: "komercja", ale z drugiej strony artysta też normalny człowiek i musi z czegoś żyć, z czegoś się utrzymać. W normalnym świecie pieniądze są zwykłym tematem, słowem nie mającym żadnej złej mocy. W świecie artystycznym pieniądze są trochę takim tematem tabu, bo w konfrontacji ze sztuką, która ma być ze swojej definicji piękna, czysta, nieść przesłanie i być ogólnie dostępna, pieniądze czynią ją czymś wręcz przeciwnym. Pieniądze czynią sztukę skażoną... Stąd na Centralnej Wystawie można było zobaczyć, jak każdy z artystów, którzy udostępnili swoje atelier, interpretuje temat pieniędzy w sztuce. A interpretuje ten temat za pomocą... własnej sztuki.  

Ostatniego dnia w niedzielę o 17.00  w budynku Centralnej Wystawy odbyła się aukcja prac zrobionych przez artystów w temacie projektu, która była zakończeniem tegorocznego Bezoek de ateliers. W aukcji nie braliśmy udziału, ale z lubym zwiedziliśmy w ten weekend ponad dwadzieścia atelier na Jordaanie i oczywiście Centralną Wystawę. Poniżej mam dla Was dość sporą fotorelację (spośród miliona zdjęć i wszystkich atelier, wybrałam tych kilka najciekawszych, moim skromnym zdaniem) plus dłuższe lub krótsze opisy słowem wyjaśnienia, co to, kto to, gdzie to i jak to, że to tak to :) No i mała UWAGA! Niektóre ze zdjęć zawierają treści pornograficzne i mogą obrażać uczucia religijne. Dzieciom siedzącym przy komputerach w tajemnicy przed rodzicami, mówimy w tym momencie dobranoc. Osobom wrażliwym estetycznie, psychologicznie i malkontentom zwłaszcza, serdeczne bóg zapłacz (pisane tak nieprzypadkowo) i odsyłam Was do jakiegokolwiek innego bloga, którego treść nie wzburzy Was w żaden sposób ani nie obudzi w Was demona. Albo trolla.

No to zacznijmy artystyczną podróż po magicznym Jordaanie...

Na początek kolaże artystki Greet Weitenberg, która uważa, że oczy wcale nie są zwierciadłem duszy. Dlatego na wszystkich jej pracach postacie zawsze mają wycięte oczy, czasem nosy (bo to zbędny szczegół), a i nawet całe twarze. Dzięki temu, jak mówi sama artystka, można w człowieka zajrzeć głębiej, ponieważ oczy zafałszowują cały obraz, zamazują całokształt postaci przekazując tylko urywek, tylko fragment, tylko emocje i uczucia danej chwili, a nie jego duszę. 


Jubilerska pracownia artystyczna Amma, w której tworzy prawdziwe biżuteryjne cuda z perłami, z diamentami i z innymi cudeńkami Marleen Hengeveld.


Na pierwszym zdjęciu poniżej projekt artysty fotografa Winka Einthovena, o którym wspomniałam wyżej, że nie jest w stanie utrzymać się ze sztuki, więc organizuje eventy. Jest on jednym z artystów mających swoje atelier w niezwykłym budynku będącym niegdyś katolicką szkołą, a który został obecnie przekształcony na pracownie artystyczne.



 Kolaże, kolaże, jak ja kocham kolaże! Kolejna pracownia mieszcząca się tym razem w domu bardzo uzdolnionej artystki Yvonne van Oirschot-van de Wel.


I doszliśmy do Centralnej Wystawy. Cóż... tak, jak napisałam na początku, większość z wystawionych w niej prac uważam za jakieś dziwne, bo nie wiem, jakie przesłanie mogą nieść croissanty i 50 euro? Albo ręka wystając z wazy i kilka banknotów w różnych walutach o jakże wdzięcznej nazwane "Bitch clap!"? Ale może ja się po prostu nie znam na nowoczesnej sztuce...


A tu poniżej zobaczycie prace również wspomnianego już we wstępie artysty, który z zawodu jest fryzjerem, a który malarstwo traktuje jako hobby. Ronald de Jong zarówno na co dzień, jak i podczas Bezoek de ateliers, wystawia swoje obrazy w swoim... salonie fryzjerskim. Te prace najbardziej podobały się mojemu lubemu i to na tyle, że ostrzy już pazurki i zbiera teraz w skarbonkę mamonę na obraz z ostatniego zdjęcia. 


Pracownia rzeźbiarza Mike'a Piché, w której czuć dosłownie i w przenośni twórczego ducha...


Oto wystawa, która podobała mi się najbardziej autorstwa Liesbeth Brouwers. Do stworzenia swoich prac zainspirowała ją podróż na Bliski Wschód, gdzie jej wyobrażenie o tamtejszych kobietach uległo diametralnej zmianie o sto osiemdziesiąt stopni podczas konfrontacji z nimi. Jej zdjęcia oraz video-instalacje przedstawiają nagie kobiety uwięzione w szklanych pudełkach przypominających trumny. Kobiety uwięzione w nich zachowują się bardzo prowokacyjnie chcąc w ten sposób uwieść mężczyznę. Sztuka Liesbeth Brouwers jakby "uwalnia" te kobiety nie tylko z warstw ich ciuchów, w które ubrali je mężczyźni, ale i uwalnia ich skrywaną seksualność oraz erotyzm. Ekspozycja składa się ze zdjęć, małych video-instalacji oraz dwóch prostokątnych pudeł, jakbym wyglądem przypominających trumny, w których umieszczone są ekrany. W nich oglądamy uwięzione za szkłem całkowicie nagie kobiety wyglądające, jak żywe, a które poruszają się i zachowują bardzo wulgarnie, na przykład w bardzo erotyczny i wyuzdany sposób liżąc szybę, za którą są uwięzione. Uwielbiam sztukę prowokacyjną z nutką erotyzmu, ale tylko wtedy, kiedy jest ona ze smakiem i niesie jakiś sensowny przekaz. Dlatego uwiodły mnie prace Liesbeth Brouwers.


 Poniżej galeria sztuki, która podczas Bezoek de ateliers prezentowała prace kilkunastu artystów, studentów z Gerrit Rietveld Academie. Jako wielka fanka filmów Pedro Almodóvara, czyli pomieszania kiczu, kolażu, wielkiej sztuki i erotyki, moją szczególną uwagę zwróciły kolaże miksujące dzieła największych malarzy z wycinkami z magazynów pornograficznych. Najbardziej prowokacyjna była "Ostatnia Wieczerza" Leonarda da Vinci, na której stole odbywała się orgia, gang bang z jedną panią oraz z trzynastoma mężczyznami... Gołymi i w pozach, można tak rzec, że wręcz ginekologicznych. No tak prowokacyjna praca, że aż bałam się jej zrobić zdjęcie... Ale dwie inne przykładowe prace tego samego artysty poniżej mogą dać Wam nieco "przedsmaku", jak ta "Ostatnia Wieczerza" w jego interpretacji wyglądała... Albo niesmaku. Jak kto woli. Jak dla mnie to jest szokowanie dla samego szokowania. Niby miało być zabawnie, erotycznie i z przekąsem, miało szokować i epatować nagością, ale można to tak robić, jak Liesbeth Brouwers, albo można to zrobić właśnie tak... Szokuje? Mnie nie. Bulwersuje? Też mnie nie bulwersuje, bo mnie mało co bulwersuje. Czy taka sztuka pozostawia coś po sobie we mnie? Nic więcej poza delikatnym niesmakiem. I może jednym pytaniem: jakie jest tego przesłanie? Bo raczej domyślam się, skąd została zaczerpnięta inspiracja...


Pracownia malarza-rzeźbiarza René Rikkelmana. Niestety było to jedno z ostatnich atelier, jakie oglądaliśmy w niedzielę z lubym tuż zaraz przed zakończenie projektu, więc nie mieliśmy okazji porozmawiać z artystą, który ze swoimi przyjaciółmi przed pracownią już celebrował zakończenie projektu i raczył się w ich towarzystwie winem. W dość sporej ilości... A tak bardzo chciałam go zapytać, jaką to dziewkę służebną wziął sobie do pozowania do jednego ze swoich obrazów. Bo coś jej twarz (podkreślam twarz) wydała mi się jakoś znajoma...


To była ostatnia pracownia, którą zwiedziłam już sama (luby poszedł robić zakupy na obiad, dobry chłop nie powiem). To pracownia naszych sąsiadów, o której istnieniu wcześniej nawet nie miałam pojęcia. Po pracowni oprowadzał mnie mąż i ojciec dwóch artystek. Jedna z pań Mira Roodenburg (córka) tworzy biżuterię, a druga zaś Gerda Roodenburg-Slagter (żona) ukochała sobie ceramikę. Zdolne sąsiadki mam, nie powiem. I okazuje się, że 15-letnia wnuczka tego pana też sama zaczęła już tworzyć, bo na drugim zdjęciu są właśnie jej prace. Gdy zapytałam sąsiada, czy on też jest artystą, to tylko się zaśmiał, że to byłoby już chyba za wiele. On jednak kocha książki i przez całe swoje życie pracował w bibliotece. Niesamowite, jak w taki sposób można poznać swoich sąsiadów, których wcześniej nawet się nie widziało na oczy...


Varia, czyli różne, czyli co przy okazji takiego projektu Bezoek de ateliers można jeszcze, poza sztuką oczywiście, podziwiać przy okazji:

1. Cudze tarasy a.k.a. balkony.


2. Cudze ogrody.


3. Cudze mieszkania.


4. Świat Tima Bartona z "Dużej ryby".


5. I największą, i najsłodszą, i niekwestionowaną gwiazdę każdej wystawy oraz każdego atelier, czyli mojego najukochańszego psiaka Gina ;)

4 komentarze:

  1. O nieeeeeeeeeeeeee! Nie slyszalem o tym! Nie wierze, ze cos takiego przegapilem, bo uwielbiam takie rzeczy! Pisz i informuj dziewczyno ludzi o takich historiach wczesniej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuję następnym razem informować co najmniej z tygodniowym wyprzedzeniem :)

      Usuń
  2. Wpis super i fajne zdjęcia!A psina cud miód, słodziak, jaka to rasa?'Pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Aniu! Cieszę się, że wpis Ci się podoba. A mój psiak to jamnik szorstkowłosy miniatura :) Bardzo fajna rasa i z tego, co zauważyłam na tutejszych ulicach, bardzo popularna w Holandii :)
      Pozdrawiam wzajemnie!

      Usuń