wtorek, 10 czerwca 2014

Ale ta Holandia jest wstrętna! A feeeeeeeeeee! A ci Dacze to już w ogóle są bleeeeeeeeeee!

Forbes donosi, a raczej bije na alarm! Holandia jest najmniej przyjaznym krajem dla ekspatów! Zdziwieni? Eeee... no chyba nie. Chyba nie tak do końca. Niektórzy z Was to pewnie i nawet wcale nie są zdziwieni, i to pewnie Ci z Was, którzy w Holandii już jakiś czas mieszkają. Ci, co znają ten kraj z telewizji, prasy, atlasu czy wakacyjnych wojaży (odpowiednie wstawić lub zakreślić), pewnie drapią się teraz po głowie i zastanawiają się, co może być nie tak w kraju, w którym legalna jest marihuana? Który jest tak piękny? Tak bogaty? Tak przyjazny dla turystów? Tak liberalny i otwarty? Który jest tak wysoko rozwinięty, a poziom jakości życia w Holandii jest nieporównywalny z tym w Polsce? Co tu może być złe, poza pogodą?

Cóż, odpowiedź ani nie jest taka prosta, ani taka krótka, jak sławetna niegdyś ekspresowa walka Gołoty. Jak dalej Forbes wyjaśnia, Holandia jest krajem, którego język jest się najciężej obcokrajowcom nauczyć, najtrudniej jest się tu zaprzyjaźnić z rodowitymi mieszkańcami, a także najwolniej w Holandii emigranci wpasowują się w nową kulturę i w społeczeństwo. Mówiąc zatem krótko i dosadnie, jak na mównicy w sejmie, życie w Holandii dla ekspata to czasami, ba! często, a nawet za często, nieustanna walka z wiatrakami. Kto tu mieszka(ł), ten wie. Kto śledzi tegoż tu blog na bieżąco, też ma pewnie mniej więcej już jako takie pojęcie, że początki są tu raczej trudne. Męczące, ciężkie, a nawet depresyjne.No ale z drugiej strony można zapytać, to gdzie niby jest łatwo?


I tu znów Forbes podpowiada, że w takiej Kanadzie jest na przykład łatwo. A przynajmniej statystycznie jest najłatwiej, bo Kanada jest najbardziej przyjaznym krajem dla ekspatów. Połowa z badanych i mieszkających w Kanadzie obcokrajowców przyjaźni się z miejscową ludnością. Po Kanadzie są kolejno w tymże rankingu przyjaznym ekspatom krajów: Bermudy, RPA, USA, Australia, Hiszpania, Francja, Wielka Brytania, Malezja i Niemcy. Czy słusznie Holandia wypadła tak słabo? Tak źle? A raczej, tak tragicznie, że na szarym końcu? Każdy z Was pewnie ma różne doświadczenia w tym temacie, ale komentarze pod artykułem na temat badań Forbesa na stronie Dutch Daily News mówią same za siebie (nie jestem profesjonalnym tłumaczem, a i Google Translate tu nie używałam, więc wybaczcie mi, jeśli gdzieś coś przekręciłam i przetłumaczyłam nie tak):

On behalf of the dutchies I'd like to apologise... Even for me it seems a hard society sometimes, and I'm very dutch (straightforward and rather a loner). There are friendly people here though, it just might take you some time. We're a quite closed comunity, even amongst ourselves and the rudeness you see is mostly the mask with wich we protect ourselves from having to open up and leave our shelves. I agree some of us are plain rude... And some of us will close you in their hearts for ever if you give it a chance.

W imieniu Daczy chciałabym przeprosić. Nawet dla mnie to czasem trudne społeczeństwo, a ja jestem bardzo holenderska (bezpośrednia i raczej typ samotnika). Są tu przyjaźni ludzie, choć może to zabrać trochę czasu. Jesteśmy dość zamkniętą grupą, nawet w swoim gronie i nasza nieuprzejmość jest maską, która broni nas przed otworzeniem się i wyjściem ze skorupy. Zgadzam się, niektórzy z nas są zwyczajnie nieuprzejmi. A niektórzy z nas zamkną was w sercach na zawsze, jeśli tylko da się temu szansę.

Anne

'there are friendly people here' = this mean the expats.

'są przyjaźni ludzie tu' = czyli ekspaci.

cisxo


Holland is nice for a short visit for outsiders. But after 6 months plus, the superficial tolerance/liberal feel is exposed as a deeply intolerant political and social culture. Mean spirited and ill at ease with itself. I was delighted to leave after 3 years.

Holandia jest fajna na krótką wizytę dla ludzi z zewnątrz. Ale po 6 miesiącach plus, powierzchowna tolerancja/liberalizm sprawiają wrażenie głęboko nietolerancyjnej polityki i kultury społecznej. W sensie jakimś taki dziwnym do przetłumaczenia. Byłem zachwycony wyjeżdżając po 3 latach. 

Denrik

Anne, I do know a few Dutch who are very nice and who I could even call friends (or close colleagues), but as a society, unfortunately, the rudeness and lack of closeness are the smallest problems. I see a cold blooded xenophobia and unfairness. My friend's child heard at school that a boy wouldn't befriend with her, because she was Polish!! 5 year old boy. Where does it come from? home. no comments necessary.

Anne, znam kilku Daczy, którzy są bardzo mili i mogę ich nawet nazwać przyjaciółmi (albo bliskimi kolegami), ale jako społeczeństwo, niestety, ich nieuprzejmość i brak bliskości są najmniejszym problemem. Widzę zimnokrwistą ksenofobię i niesprawiedliwość. Mojego przyjaciela dziecko usłyszało w szkole, że chłopiec nie będzie się z nią przyjaźnić, bo jest Polką. Pięcioletni chłopiec. Skąd to pochodzi? domu. Brak komentarza konieczny.

Azul

I think I've come to understand the Dutch much better after over 3 years here, making quite a few dutch and non-dutch friends. Basically, the Dutch mindset is for a very large part a result of extreme individualism:
- Dutch people care about themselves first and foremost; they will only help you if it costs them nothing.
- People are "direct" in the sense that they say what they want to say, without caring much for offended feelings.
- They are "indirect" or "fake" in the sense that they talk A LOT behind each other's back whenever it wouldn't be safe to say something openly. They also use this to put other people down so they can look better themselves.
- As a result of the above, people are very conformist: any small difference will be exploited against you behind your back by those who pretend to be your friends. This also results in a lot of awkward/socially anxious people.
- "Tolerance" is really just indifference; people are not open to ideas from outsiders (conformism).
- People will not pro-actively help others. You have to ask. This is particularly annoying when you don't know you need help, or a certain piece information (e.g. at work.): they'll let you struggle until you ask the right question.

On the other hand, this individualism also has advantages:
- Indifference is sometimes nice.
- Dutch people are quite rational and pragmatic.
- Society is very well organized, because an individualistic society needs strong rules to function at all.
- Dutch people (in my experience) are often quite competent, since they can't rely on one another; they have to learn to do things by themselves.
- Dutch people are predictable once you understand all that (they don't have crazy unexpected moral principles, weird attitudes, they take care of themselves...), which can make them quite cosy to be with.

And yeah, besides this overall negative picture, the Dutch are still people: they vary wildly from one another, and many are sociable and generous people... It's just that the *average* Dutch person is really self-centered and unfriendly. Other nationalities have other problems !


Myślę, że zacząłem rozumieć Daczy lepiej po 3 latach spędzonych tu, zdobywając tu kilku holenderskich i nie-holenderskich znajomych. Zasadniczo holenderski sposób myślenia jest w bardzo dużej mierze wynikiem ekstremalnego indywidualizmu:
- Dacze dbają o siebie po pierwsze i przede wszystkim; pomogą ci, jeśli to ich nic nie kosztuje.
- Ludzie są "bezpośredni" w tym sensie, że mówią to, co chcą powiedzieć, nie troszcząc się za bardzo o obrazę uczuć innych ludzi.
- Są "niebezpośredni" i "fałszywi" w tym sensie, że mówią DUŻO za czyimiś plecami, kiedy nie jest bezpiecznie powiedzieć coś wprost. Również poprzez przedstawiania w negatywnym świetle innych pozwala im samym wyglądać lepiej.
- W wyniku powyższego ludzie są konformistami: każda najmniejsza różnica zostanie wykorzystana przeciwko tobie za twoimi plecami przez tych, którzy udają twoich przyjaciół. 
- "Tolerancja" jest naprawdę tu tylko obojętnością, jest bierna; ludzie nie są otwarci na pomysły z zewnątrz.
- Ludzie nie będą pomagać chętnie i aktywnie innym. Musisz prosić. Jest to szczególnie irytujące, jeśli nie wiesz, że potrzebujesz pomocy, lub pewnych informacji (na przykład w pracy.): będą patrzyć, jak się męczysz, dopóki nie zadasz odpowiedniego pytania.

Z drugiej strony, ten indywidualizm też ma swoje zalety:
- Obojętność jest czasem miła.
- Dacze są dość racjonalni i pragmatyczni. 
- Społeczeństwo jest bardzo dobrze zorganizowane, ponieważ indywidualistyczne społeczeństwo potrzebuje silnych zasad, aby w ogóle funkcjonować.
- Dacze (z mojego doświadczenia) często są kompetentni, ponieważ nie mogą polegać na sobie; musieli nauczyć się więc robić wszystko samemu.
- Dacze są przewidywalni, jeśli ich już się pozna i zrozumie (nie mają szalonych nieoczekiwanych moralnie zasad (?), dziwnych postaw, mogą sami o siebie zadbać...), które czynią ich całkiem przyjemnymi.

I tak, oprócz tego ogólnie negatywnego obrazu, Dacze ciągle są ludźmi, różnią się znacznie od siebie, a wielu z nich są towarzyskimi i szczodrymi osobami... To tylko *przeciętny* Dacz jest naprawdę egocentryczny i nieprzyjazny. Inne narody mają inne problemy!

Tomq

No dobra, nadeszła chwila prawdy... te dane są akurat z Forbesa z 2011 roku, ale najświeższych danych nie ma póki co, więc pytanie, czy jakby teraz przeprowadzić taki ranking Holandia ciągle byłaby tym najgorszym dla ekspatów krajem? Hmm... Co poznaję nowych obcokrajowców przyjeżdżających mieszkać i pracować do Holandii, to zawsze oni już na samym początku narzekają na tych Daczy i na ich kraj. I na pogodę, oczywiście. A jakie jest Wasze zdanie Kochani w tym temacie? Czy Holandia jest naprawdę taka zła? Czy Holendrzy naprawdę są aż tak paskudni dla mieszkających tu obcokrajowców? Tak ksenofobiczni i nieuprzejmi? No, ale z drugiej strony, nie ma kraju idealnego, Atlantyda zatopiona, a Utopia to jest, ale może w innej galaktyce. Każdy kraj ma swoje plusy i minusy. Fakt faktem, zgadzam się, że holenderskiego cholernie ciężko jest się nauczyć, przynajmniej mi. Do nauki podchodziłam już kilka razy i z użyciem różnych metod, szkoła językowa, prywatne lekcje, nauka własna, oglądanie holenderskiej telewizji, a teraz uczę się z aplikacji w moim telefonie zwanej Duolingo (i to nie jest product placement). Póki co, z aplikacji jestem najbardziej zadowolona, bo poprzednie metody mnie ciut zawiodły, a nawet zniechęciły do dalszej nauki. Zwłaszcza kurs językowy w jednej z amsterdamskich szkół, który tani nie był, a który, jak się okazało, był totalnym miksem grupy, w której były osoby mieszkające od kilku lat w Holandii i ja, mieszkająca w Amsterdamie od niecałych sześciu tygodni... Możecie się więc domyśleć, że byliśmy na całkiem różnych poziomach. Możecie sobie więc też z łatwością wyobrazić, jak wyglądały konwersacje na takim kursie (kurs był podzielony na 20 godzin konwersacji i 20 godzin gramatyki). Jakbym sobie telewizor włączyła i nic nie rozumiała, co tam mówią sobie na tych konwersacjach, bo nauczyciel skupił się tylko na tej lepiej mówiącej grupie, która z oczywistych powodów zasób słów miała znacznie bogatszy. Nie pomogło, gdy ja i inna uczennica z Kolumbii rozmawiałyśmy z nauczycielem na ten temat, że my nic nie kumamy, i nie pomogło, gdy rozmawiałam z nim na ten temat drugi raz sama. Rozmowa z właścicielem szkoły też nie przyniosła żadnych efektów. Choćby "przepraszam" nie usłyszałam, że tak dziwną grupę utworzyli. Więc tylko lekcje gramatyki wniosły coś do mojej znajomości tego języka, a połowa zapłaconych za szkołę ojro poszło sobie ot tak w błoto. A przy okazji zniechęciłam się do holenderskiego na dobre pół roku. Takie były moje początki, jeśli chodzi o naukę tego języka. Niezbyt zachęcające.

No ale się nie poddaję. I o to chyba w tym wszystkim właśnie chodzi. By ciągle próbować. A jeśli mowa z kolei o samych Daczach, to nie muszę się przecież z nimi przyjaźnić, nie mam tej potrzeby, bo Polaków i innych ekspatów tu pełno, więc szybko da radę tu poznać i stworzyć grupę fajnych ludzi, z którymi można się czuć swobodnie. Nie ukrywam, że często nie rozumiem Daczy, ich sposobu bycia, ich poczucia humoru, ich myślenia, oziębłości, nastawienia na karierę, poczucia wyższości, nieprzystępności, egoizmu czy bezpośredniości, więc ich towarzystwa raczej unikam. A raczej nie lgnę do nich, choć zawsze towarzyszę lubemu, gdy się z nimi spotyka. I zawsze jestem dla nich miła, choć w drugą stronę to już różnie bywa... Więc tu się zgadzam z rankingiem Forbesa, że akurat z mieszkańcami tego kraju jeszcze nie zdążyłam się jakoś zbytnio zaprzyjaźnić. Z kolei kultura holenderska ani mi nie przeszkadza, ani mnie nie ekscytuje. Dość łatwo się w tym temacie dopasowuje, błyskawicznie się adoptuję w nowym miejscu, więc holenderskie zwyczaje nieświadomie szybko wprowadziłam w swoje codzienne życie. Nawet tego nie zauważyłam, że w pewnych kwestiach tak bardzo się wydaczyłam: Jak bardzo się wydaczyłam? Czyli 40 objawów i 8 stopni wydaczenia.... Zaś wpasowanie się w społeczeństwo uważam w Holandii za sport wyczynowy i ekstremalny. Ale jest tu naprawdę wielu Polaków, którzy tego dokonali, więc czemu ja akurat miałabym polec w tej walce? Tu wiem, że muszę uzbroić się w cierpliwość, Rzym nie od razu zbudowano, a i Cezar nie od razu został cezarem. Zatem, kiedy Dacz zalezie Ci za skórę, trzeba czasem tupnąć nogą i postawić na swoim, a najlepiej wtedy zaaplikować takiemu jego własne lekarstwo w myśl zasady traktuj innych tak, jak oni traktują ciebie. Można też spróbować innej metody, która zawsze w każdej innej sytuacji (nie tylko w Holandii) sprawdza się w życiu. Ludzi nie można zmienić, można zmienić tylko siebie i swoje podejście. Można je tak zmienić, aby nie przejmować się innymi i dalej robić swoje. I być tu szczęśliwym, tu w Holandii, mimo tego, co tam pisze Forbes ;)

15 komentarzy:

  1. Dzięki Justine, której blog czytam od dawna, trafiłam TU do Ciebie, dodałam Twój blog do listy i będę odwiedzać. Holandia jest mi "bliska" z powodu męża - nie Holendra, bynajmniej, który mieszkał tam przez 2 lata zanim przeprowadził się do mnie do Polski i który ponownie spędza tam około "pół roku w roku" (przeplatanie pobytowe - trochę tu, trochę tam). Ja jedynie byłam 2 razy w Amsterdamie i teraz w sierpniu znów się tam wybieram z dziećmi na kilka dni.

    W wolnych chwilach będę nadrabiać Twoje wpisy, ale jedno jest pewne - wnioski mojego męża na temat Daczów, nie różnią się zasadniczo od tych wysnutych przez resztę ekspatów, ale też on nigdy nie "cierpiał" z powodu Holandii, bo jakoś potrafi odnaleźć się wszędzie, a jak piszesz - nie ma krajów idealnych...

    PS. Świetnie piszesz.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Amisha! Miłych w wakacji w Amsterdamie! Przejrzyj sobie może przed wyjazdem cykl Cho-daczki, gdzie znajdziesz fajne, moim zdaniem, miejsca w Amsterdamie, zarówno na zakupy, jak i restauracje, jak i muzea czy galerie. Może coś Cię z tego zainteresuje i zobaczysz sobie w sierpniu? :)
      Pozdrawiam ciepło Ciebie i całą Twoją rodzinkę!

      Usuń
  2. Renato, dziękuję za szybką reakcję :))). Byłam u męża na "majówkę" i zwiedziliśmy Browar Heinekena oraz zaliczyliśmy Keukenhof. Jednego zaś dnia jeździliśmy po Ams rowerami (super). Mąż jest teraz w Pl, ale już w sobotę znów wylatuje do Ams a ja z chłopakami (3 i 6 latek) znów polecę do niego właśnie w sierpniu. Na zaledwie 3 pełne dni... ale dla dzieci to i tak wyprawa, a ja nie mogę na dłużej. Stąd też, teraz miło by było znaleźć tam coś atrakcyjnego dla dzieci. Justine poleciła mi miejsce około 100 km od Ams (park rozrywki czy coś w tym stylu), więc może skorzystamy... Chyba, że wiesz o fajnych miejscach w samej stolicy? Oczywiście Twojego bloga przejrzę od deski do deski, ale że trafiłam tu dopiero teraz - potrzebuję czasu! Pozdrawiam serdecznie i cieszę się, że tu trafiłam. Naprawdę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Justine poleciła Ci park rozrywki Efteling to ja też Ci go polecam! To największa atrakcja dla dzieciaków w Holandii! To ulubione miejsce dzieciństwa mojego lubego, który jest Daczem :) Frajda dla dzieciaków niezapomniana!

      Usuń
    2. W samym Amsterdamie to dla takich maluchów trudno coś znaleźć. Pomyślcie może też o delfinarium w Harderwijk.

      Usuń
    3. Tak Renato, właśnie to Efteling. I myślę, żeby już zakupić bilety, bo jednak chyba nie znajdziemy nic bardziej atrakcyjnego dla dzieci - a i sami pewnie się "ubawimy" :-) :). Mąż już jest od wczoraj w AMS (ah, ten czas, jak on leci!) a my musimy czekać 2 miesiące, grrrr.

      Hmmm, czyli Ty tak jak Justine - związana z Daczem ;-). Miło! Ach te Polki - wszędzie są NAJlepsze (mój mąż jest z Indii, choć jest tak cholernie mało hinduski - od 15 lat poza Indiami).

      PS. Poczytałam sobie o Tobie tu i ówdzie. Książkę zakupię!

      Usuń
    4. No to trzymam kciuki za pogodę, żeby Wam wtedy dopisała! Bo to różnie z nią bywa, a największa frajda jest w Efteling, kiedy jest słoneczko i ciepło, zwłaszcza na kolejkach górskich :) Czas leci szybko, więc i te dwa miesiące zobaczysz zlecą, nie wiadomo kiedy :) A Polki pewnie, że są najlepsze! Jesteśmy skarbem narodowym :)
      "Gracze" są w nieco w innym "stylu", niż blog - tak ku przestrodze, bo to dość kontrowersyjna powieść ;)
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
    5. To, że "Gracze" są w innym stylu - zdążyłam dostrzec - czytając co-nieco w necie. Ale skoro już "poznałam" autorkę - Polkę mieszkającą w Amsterdamie i "piszącą" - kupuję w ciemno. Kontrowersja bywa zaletą ;-). Jesteś porównywana z autorką Szarego Pana, wiesz? Mój mąż ostatnio "odkrył Amerykę" i zaczął mi nawijać o Grey'u. Jasne... Człowiek, który czyta głównie o biznesach i filozofii, nagle znalazł coś innego, ha ha. Ja Greya nie przeczytałam. Ale z pewnością przeczytam "Graczy". Ba, byłabym szczęśliwa móc wypić z Tobą kawę.

      Usuń
    6. Pewnie! Bardzo chętnie spotkam się z Tobą na kawkę, jak tylko będę wtedy w Amsterdamie, bo w sierpniu planujemy właśnie jechać na wakacje. O porównaniu z E.L. James wiem, wiem :) No łączy nas tyle, że jej powieść i moja są z gatunku literatury erotycznej :) Ale to sama po lekturze daj znać, co myślisz :)

      Usuń
    7. Będę w Ams od 13 do 17 sierpnia - przy czym 13 i 17 odpada, bo to nasze dni przylotu/wylotu. Podczas pobytu w maju planowałam spotkanie z Justine - nie wyszło nam, więc i z Tobą nie planuję, bo aż strach się tych planów bać ;-). Niemniej - miejmy się na uwadze, rzecz jasna! Książkę... zaczynam poszukiwać ;-) - chyba, że polecisz źródło nabycia? W zasadzie nigdy nie czytałam niczego z gatunku erotyki (taka stara!!!! a nic!!!), więc będzie to mój debiut na tym polu.

      No i cóż... pozdrawiam Cie w tym pięknym mieście :)))!

      Usuń
    8. Dam znać, jak będę wiedzieć, co i jak dokładnie z naszymi wakacjami, mój mail masz z boku, więc odezwij się, to już prywatnie Ci napiszę ;) Jest w niektórych Empikach, przynajmniej była na pewno, księgarniach Matras no i tu http://merlin.pl/Gracze_Renata-Chaczko/browse/product/1,1174057.html
      Pozdrawiam nawzajem i miłej lektury ;)

      Usuń
  3. Gosiu - dziękuję za info! Myślę, że jednak postawimy na te Efteling! A o delfinarium też pomyślę - muszę tylko znaleźć na nie namiary. Czy Ty też mieszkasz w Ams???

    OdpowiedzUsuń
  4. Wnioski Forbesa ani trochę mnie nie dziwią i pod wszystkimi komentarzami mogę się podpisać (niestety). Ze świecą szukać drugiego narodu, który w rzeczywistości byłby tak bardzo różny od stereotypu o nim. Choć muszę dodać, że mam w pracy 1(!) bardzo przyjacielską, szczerą i bezpośrednią Holenderkę -- więc jednak uchowały się jakieś pozytywne egzemplarze.

    Fajny blog :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Cieszę się, że blog Ci się podoba :) A co do Daczy, też znam kilka wyjątków potwierdzających regułę :) Choć to są akurat osoby, które długo przebywały/przebywają za granicą.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Ja mieszkam w Holandii od 2007. Przeszlam podobna droge kursowa. Oni tu chyba maja taki specyficzny system edukacji jezykowej tj. jak sie czlowieku samemu nie nauczysz to nie licz na to, ze ktos cie nauczy.
    Pisalam bloga dzielac sie swoimi spostrzezeniami, punktujac roznice, podzialy i podobienstwa
    Az w koncu mi to zobojetnialo. Uwielbiam poczucie humoru mojego meza Holendra oraz niektorych czlonkow jego rodziny (wyglada na to, ze to poczucie humoru to troche genetyczne jest). Z egoizmem spotykam sie na codzien poprzez kontakt z klasyczny przykladem egoizmu w postaci moich tesciow. Ale ich nawet lubie. W koncu jak sie nei ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma. Mialam tez jedno okropne doswiadczenie z tubylcami, ktore przekonalo mnie, ze wiedzm i sku... nigdzie nie brakuje.
    Poza tym w ogole mnie jakos juz ta Holandia ani ziebi ani grzeje. Juz nie widze roznic, troche wsiaklam chyba w to wszystko

    OdpowiedzUsuń