poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Bawimy się przednio, choć tonik się skończył, ekshibicjonista grasuje, a podli złodzieje kradną laptopy, czyli już po Dniu Króla!

No i po pierwszym Dniu Króla! Co tu dużo mówić, sprzedaż zakończyła się sukcesem! Ja sprzedałam więcej, niż połowę swoich nieużywanych ciuchów, bo dwa z trzech worków na śmieci i uzbierałam kasę na nową upatrzoną kieckę, a luby sprzedawał piwo oraz Gin & Tonic. Uzbierał na zrobienie nowych zapasów Ginu i jeszcze zarobił na tym interesie spokojnie ponad 100 euro. Kto wie, może dorzuci mi się również do upatrzonych bucików ;) W każdym bądź razie razem uzbieraliśmy wspólnie 400 euro, z czego luby miał swój wkład w wysokości jakieś 80%. No ale cóż zrobić? Wiadomo, że w taki dzień alkohol sprzedaje się najlepiej, tym bardziej że luby nie miał konkurencji i jako jedyny w okolicy oferował Gin & Tonic do wyboru z ogórkiem, imbirem lub cytrynką. A i wybór Ginu był spośród 12 butelek! W zależności od gustu i od tego, co kto woli. Full service. No co by nie mówić, ludzie wracali po jeszcze, a i swoich znajomych do lubego wysyłali. Słyszałam, że ma pan najlepszy Gin & Tonic w mieście? No miał, miał. Za rok na pewno to powtarzamy i będziemy znów sprzedawać, ja swoją garderobę, a luby Gin z Toniciem :)


W każdym bądź razie impreza podobała mi się nawet bardziej, niż w zeszłym roku. Lepiej coś sprzedawać na zewnątrz, gdy jest taka piękna pogoda, niż siedzieć w domu na jakimś brunchu. Zaczęliśmy sprzedaż o 10.00. Wiem, wiem. Miało być punkt 9.00, ale dzień wcześniej bawiliśmy się na łódce w asyście Daczy, morza piwa i kilkunastu butelek Prosecco. Ciężko jakoś więc było wstać nam o tej 08.00... I nawet szampan do śniadania nie był na tyle kuszący, by się wcześniej wygrzebać z łóżka. Swoją drogą impreza na łodzi naprawdę była przednia, nawet dwa razy był postój, co by panie mogły skorzystać z toalety. Panowie oczywiście robili to pod mostem. Wiem, wiem, jak to brzmi, ale myślę, że ulga malująca się na ich twarzy była dość podobna. Dość porównywalna. Ale wracając do soboty 26 kwietnia, punkt 10.00 zaczęliśmy sprzedaż. Ceny moich ciuchów wahały się w okolicach 5-10 euro, ale po 14.00 wszystko już było po 2 euro. Co ciekawe, po 14.00 sprzedałam już tylko jedną bluzkę. Polce, która też spotyka się z Daczem. Od dwóch lat. Kochana, jak to czytasz, mam nadzieję, że jesteś zadowolona z zakupu! No i powodzenia w wydaczaniu! :)


Znajoma Hania przyszła nam z pomocą. Rok temu też się wspólnie bawiliśmy na ostatnim Dniu Królowej. Wspólne celebrowanie tego święta staje się więc już naszą taką małą tradycją :) A król raczy wiedzieć, że pomoc Haneczki była na wagę złota! Kochana, wiem, że to przeczytasz, więc jeszcze raz ogromne dzięki! Gin & Tonic okazał się na Jordaanie prawdziwym hitem. Luby miał klienta za klientem, więc Tonic skończył mu się niemal błyskawicznie. Kolekcje Ginu ma naprawdę okazałą, więc z jego zapasami nie było problemu (swoją drogą już wiecie, dlaczego nasz szczeniak ma na imię Gin). Ale z Toniciem było kiepsko, a żadne z nas nie mogło zostawić swojego stanowiska sprzedaży. Co by nie mówić, Hania uratowała lubego i ruszyła za Toniciem do sklepu. I jeszcze paroma drobiazgami, szampanem na przykład ;) Przy okazji, jak ja musiałam skoczyć po coś do domu, to Heneczka zajęła się sprzedażą moich rzeczy i tu też miała kilka handlowych sukcesów. Gdy już wszystkie butelki Tonicu skończyły się jakoś po 16.00, a i Ginu ubyło już sporo, a mi również sprzedaż szła wtedy raczej kiepsko (wszystkie co fajniejsze rzeczy zostały już wyłowione przez klientów), zwinęliśmy więc interes i poszliśmy "w miasto". To było jakoś po 17.00.


Przeciskaliśmy się przez tłumy na jednym z kanałów, gdzie doznałam szoku. Zobaczyć ekshibicjonistę w takim tłumie to było dla mnie ogromne zdziwienie, ale przede wszystkim i obrzydzenie, bo otarł mi się tym swoim "czymś" po... moim udzie. Fujjjjj!!! Zatem drogie panie, uważajcie na przyszłość tego dnia w takim ścisku, gdzie ledwo można się poruszyć. Nigdy nie wiesz, co cię może tam zaskoczyć ani otrzeć o ciebie... Zaczynam już rozumieć, dlaczego przy takich okazjach bardziej praktyczne okazują się spodnie, których nosić nie lubię, ale za rok chyba przyjemności noszenia sukienki sobie odmówię w ten dzień. Nieco więc zniesmaczona tym incydentem z panem, który nie miał więcej centymetrów, niż przeciętny Japończyk w tym swoim "czymś", ruszyliśmy na Utrechtsestraat, gdzie byli znajomi lubego. Tam obserwując łódki na Prinsengracht piliśmy szampana i bawiliśmy się w polsko-holendersko-angielskim gronie jakoś do 21.00. No powiem Wam, że coś jest w tym święcie, że integracja wtedy idzie naprawdę dobrze, pełną parą, by nie powiedzieć pełną gębą ;) Ale wtedy to już wieczorem zwinęliśmy się, by coś przekąsić i po konsumpcji najpyszniejszych żeberek na świecie z fryteczkami, byliśmy już tak w sumie zmęczeni, że zawinęliśmy się do domu. Spać. Rano w końcu jechaliśmy po naszą psinę, więc musieliśmy być w miarę wypoczęci i trzeźwi ;)

I tym akcentem bym pewnie skończyła ten post, że to była cudowna impreza, bawiłam się wspaniale, nie licząc oczywiście incydentu ekshibicjonistycznego i nie mogę doczekać się już tej imprezy w następnym roku. I to jest prawda. Ale z drugiej strony dziś złożyła mi wizytę policja, bo w nocy w trakcie Koningsdag a.k.a. King's Day ktoś okradł naszych sąsiadów. Gdy ci spali w domu. Ukradli im laptopy, choć myślę, że moralnie sąsiedzi mają o wiele większe straty, gdy pomyślą, że ktoś obcy buszował im w pokoju obok, gdy ci sobie spokojnie i smacznie spali, a ktoś tak chamsko naruszyli ich prywatną przestrzeń. Oczywiście policja przeprowadzała rutynowe śledztwo, z którego wynikło, że nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, ale taka jest prawda. Człowiek wlewa w siebie trochę tych procentów tego dnia i tej nocy, więc śpi, jak zabity. A tu zong. Idziesz sobie do toalety i możesz spotkać po drodze takiego złodzieja na przykład. Detektyw prowadzący śledztwo (brzmi tak poważnie!) powiedział, że tej nocy w trakcie Dni Króla, a wcześniej Dnia Królowej, takie kradzieże zdarzają się nagminnie. Ilość włamań tego dnia i tej nocy dramatycznie rośnie. I to jest smutne. Bo gdy inni, jak my na przykład, bawiliśmy się szampańsko i z wielkim bananem na ustach piliśmy za zdrowie króla, to niektórzy w imię bycia skurwysynem, bo inaczej tego nie można nazwać, okradają cudze chaty. Bo jest okazja, że tego dnia mało kto ich zauważy, mało kto ich nakryje czy zobaczy. Myślę, że moi sąsiedzi już nie będą Dnia Króla kojarzyć z radosnym świętem, choć i tak to nie przebije historii znajomych lubego, którzy urządzili imprezę u siebie na chacie jakieś cztery lata temu w Dniu Królowej, gdzie jeden znajomy wypił za dużo i wyleciał z okna. Niby pierwsze piętro, ale zabił się na miejscu. Młody chłopak. A to mi przypomina, że takie święta to nie tylko zabawa, ale i też okazja dla różnych tragedii. Ja mam Kochani nadzieję, że Wy jesteście w mojej grupie, która zawsze bawi się świetnie w to święto i póki co, ma tylko same dobre i pozytywne wspomnienia. I oby one zawsze takie pozostały. Tego życzę Wam i sobie :)

No to za zdrowie króla! A i jeszcze kilka zdjęć na koniec :)

7 komentarzy:

  1. fiu, fiu, 400 euro, może za rok też się skuszę :) może nie na gin z tonikiem, ale gorzka żołądkowa może też okaże się hitem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha! Akurat przechadzałem się po Joordanie i przykuł moją uwagę „ten gość z dżinami”. Ale o takie koneksje go nie podejrzewałem ;)

    Dawid

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawy dzień :) a ja jestem ciekawa, czy za takie miejs e na stoisko coś się płaci? jakieś koncesje na alkohol czy jedzenie? czy tak każdy może sobie sprzedawać co chce? u nas by nie przepuścili okazji na haracz dla urzędu, nawet jeśli wyprzedajesz używane. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie płaci za takie "stanowisko", które jest niczym innym tylko drogą na moście ;) Trzeba tylko z jakiś tydzień wcześniej zaznaczyć "swój teren" taśmą. Co do legalności, urząd skarbowy nie bierze haraczu za wyprzedaż starych ciuchów czy innych rzeczy, bo ludzie wtedy sprzedają wszystko, naprawdę wszystko, nawet na przykład mikrofalówki, a dzieci swoje stare zabawki czy książki, z jedzeniem to nie wiem, alkohol, cóż... piwo okey, mocniejsze trunki to inna kwestia, ale policja tego dnia naprawdę przymyka oko ;) więc krótko mówiąc tak, praktycznie każdy może sprzedawać, co chce :) Poza narkotykami, rzecz jasna ;) Pozdrawiam wzajemnie!

      Usuń