poniedziałek, 31 marca 2014

Z czym Holendrom kojarzy się Polska? Część 1 i zarazem przedostatnia

Niedawno byłam na imprezie pożegnalnej organizowanej przez znajomych Daczy lubego. Wiecie, skromna pożegnalna impreza tylko dla 25-ciu najbliższych znajomych. I mnie. Dziewczyny z Polski znanej niekiedy pod pseudonimem persona non grata. Impreza naprawdę była na bogato, bo Moët & Chandon lał się strumieniami, zamówiono jedzenie z jednej z najlepszych włoskich restauracji w Amsterdamie, a i z tej okazji zostało otworzone prawie trzydziestoletnie wino. Czerwone. Ach...no powiem Wam, że pyszne, że smakowało naprawdę wybornie i niewiele brakowałoby, że byłby to jedyny pozytywny i przyjemny akcent tejże imprezy. Cóż, okazja rzeczywiście była zacna, bowiem znajomy lubego został wydelegowany do tworzenia ABN Amro w Nowym Jorku. Czy jakoś tak. W każdym razie dostał naprawdę niezłą fuchę. Wiecie, takie klimaty, że przeprowadzasz się do służbowego apartamentu na Upper West Side z czynszem przekraczający 8 500 $ za miesiąc. I firma stawia. I tak przez co najmniej trzy lata.

Więc jest super snobistycznie, słodko-pierdząco i jakoś tak sztywno. No klimat imprezy był równie ekscytujący, jak orgia w akademiku studentów informatyki. W takich okazjach Dacze zebrani w takiej ilości naprawdę nie fatygują się mówić po angielsku. Darujcie sobie tłumaczenia, że jesteście w trakcie trwania nauki. Ich to nie obchodzi. Mam więc dwa wyjścia. Cały wieczór patrzeć w swoją komórkę i co pięć sekund sprawdzać fejsbuka, albo ich jakoś zagadać. Ale jak i o co? Myślę, myślę. I mam! Bingo! Postanowiłam zrobić wśród nich małych research, mały wywiad środowiskowy, co im się kojarzy z Polską? No i poniżej macie tego wyniki, a Daczom, o dziwo, ten temat bardzo przypadł do gustu. Byli na tyle wylewni i na tyle rozmowni, że nawet luby był ich zaangażowaniem zdumiony ;)

1. Wódka.
Cóż, tu chyba zaskoczenia nie ma. Na pierwszym miejscu od lat wódka króluje w tego typu rankingach. Jednak z tym skojarzeniem idzie również cała masa daczowskich stereotypów, że Polak to... pijak. Że dzień zaczyna od kielonka, że nie może żyć bez picia, że nie ma w piciu wódki umiaru i po wypiciu zachowuje się, jak cham, prostak i wieśniak. Cóż, coś w tym jest, ja bym powiedziała nawet, że ten brak umiaru w piciu wódki wynika z naszej predyspozycji genetycznej i dużej tolerancji dla tego trunku, na którą pracowały całe pokolenia. Jednak takie generalizowanie, że każdy Polak pije za dużo wódki, to jakby powiedzieć, że każdy Dacz to skąpiec, albo że każdy Dacz pije tylko Heinekena. W naszej polskiej krwi wcale nie płynie wódka i to już od lat, ale czerwone wytrawne wino. Przynajmniej w moim przypadku ;) Może pokolenie naszych rodziców rzeczywiście za kołnierz nie wylewało, ale sympatia do tego trunku nie jest w naszym narodzie już tak silna, jak dawniej. Jeden plus, że Dacze kojarzą już Żubrówkę, którą można nawet kupić w Gall & Gall i to kojarzą ją pozytywnie, jako polską wódkę z trawą o oryginalnym smaku. Zatem już jest coś więcej, niż tylko negatywne stereotypy i równanie utrwalone w świadomości Daczy, że Polak+wódka=rozróba...


2. Polscy fachowcy / robotnicy.
Niby Dacze narzekają na polskich robotników, ale z drugiej strony żyć bez nich nie mogą. Jeśli biorą się za remont domu, to wtedy jak najbardziej szukają i dzwonią po naszych polskich fachowców. Bo tani, to raz, bo wszechstronni, to dwa, bo znacznie szybsi, niż holenderscy, to już trzy. Chłopak siostry lubego jest kierownikiem w Albercie Heijnie i na tyle ceni pracujących tam Polaków, że nawet zaczął uczyć się polskiego. Zresztą idzie to w dwie strony, jego pracownicy równie chętnie uczą się holenderskiego. Poza tym w Holandii w 2011 roku osiedliła się rekordowa liczba Polaków, która oczywiście od tego czasu już urosła i w 2013 roku wynosiła 95 000. To są jednak oficjalne liczby, bo inną kwestia jest, ilu Polaków mieszka tu nie będąc zameldowanym albo przyjeżdża tu do pracy tylko w sezonie letnim na dwa, trzy miesiące. Statystyki również z 2013 roku mówią, że Polacy w Holandii stanowią 28% pracujących emigrantów. Nic więc dziwnego, że polski robotnik jest drugim skojarzeniem, które nasuwa się Holendrowi na hasło "Polska".

3. Zbigniew Bródka.
Chociaż Dacze poprawnie nie potrafią wymówić nazwiska naszego mistrza olimpijskiego z Soczi, to jednak tak szybko go nie zapomnieli. Bródka wygrał o trzy tysięczne sekundy (!) z Holendrem Koenem Verweij w łyżwiarstwie szybkim na 1 500 metrów. I to był dla Daczy policzek, niemalże skandal. Szok. Jednak jednego Dacze nie wiedzieli, że nasz panczenista jest na co dzień strażakiem, a w Polsce nie ma ani jednego krytego toru do łyżwiarstwa szybkiego... I szczęki opadły towarzystwu, kiedy to usłyszeli. Choć tym bardziej byłam dumna, to jednak jest to trochę podszyte goryczą, ale o tym było już tutaj: Kryzysy polskiego emigranta, czyli 3 powody, dla których warto jednak zostać w Daczlandii.


4. Kraków.
Prawda jest niestety taka, że Polska jest mało atrakcyjna turystycznie dla Holendrów, którzy jeśli już w ogóle decydują się na przyjazd do nas, to głównie jadą zobaczyć Auschwitz. I wsio, po drodze może niektórzy zahaczą jeszcze o Kraków i ci będą wiedzieć, co to jest Wawel. Polskie morze cieszy się chyba tylko popularnością wśród niemieckich turystów, a polskie zamki, których mamy 419, pałaców zaś 2 021, z czego najwięcej jest na Dolnym Śląsku (z którego pochodzę i sama zresztą wychowałam się w domku z widokiem na zamek Bolków, a raczej na jego ruiny, no ale zawsze oko cieszy taki relikt przeszłości, który stoi tak już z osiem wieków) również nie są zbyt rozreklamowane na zachodzie. 100 z 419 zamków jest na Dolnym Śląsku, ale i tak wszyscy jadą zobaczyć Wawel, a nie na przykład taki Zamek Książ, który w mojej opinii jest o wiele ciekawszy, a zwłaszcza jeśli popatrzeć na jego historię podczas II wojny światowej. Tak na marginesie bardzo ciekawie Zamek Książ przedstawiła Joanna Bator w swojej ostatniej powieść "Ciemno, prawie noc", za którą zresztą dostała Literacką Nagrodę NIKE. Jednak wracając do Krakowa, bo jakoś tak za bardzo ciągnie mnie na ten rodzinny Dolny Śląsk. Kraków ze swoim rynkiem też głównie jest kojarzony przez Daczy dzięki Euro 2012, ponieważ mimo, że Holendrzy grali na boiskach na Ukrainie, to za swoją bazę treningowo-noclegową wybrali Kraków. I Kraków w ten sposób został bardzo w Holandii rozreklamowany. Szkoda tylko, że jednak niewiele polskich atrakcji turystycznych, poza Krakowem, znają Holendrzy. To naród, który uwielbia podróżować, więc gdyby tak dobrze Polskę zaprezentować, to kto wie? Mamy i morze, i góry, i prawdziwe lato, i prawdziwą zimę. Parki narodowe, zamki, pałace, no jest w czym wybierać. Nie ma co jednak narzekać, dobrze, że przynajmniej Dacze znają taki Kraków i uważają, że jest przepiękny. "Zwłaszcza latem" :)

5. Andrzej Sapkowski.
Tak! Sama byłam zdziwiona! Andrzeja Sapkowskiego można znaleźć na holenderskiej Wikipedii, a jego powieści są tłumaczone na holenderski. Trzech Daczy z towarzystwa (oczywiście fani fantastyki, Tolkiena i "Władcy Pierścieni") wiedziało o De Hekser, czyli o naszym polskim Wiedźminie! Pomyślcie, ile w tym momencie zyskałam punktów w oczach tych Daczy, kiedy im powiedziałam, że w liceum dostałam epizodyczną rólkę Elfa w ekranizacji Wiedźmina. Zdjęcie poniżej na dowód (tak, tak, tam w tle to Michał "Wiedźmin" Żebrowski) ;) Jednak nic dziwnego, że Andrzej Sapkowski jest kojarzony przez Daczy,w końcu jest zaraz po Lemie najczęściej tłumaczonym polskim autorem fantastyki. I tu, co ciekawe, Lema towarzystwo jednak jakoś nie kojarzyło i wszyscy byli mocno zdziwieni, że to właśnie na podstawie jego książki powstał film "Solaris" z Georgem Clooney'em w roli głównej. Może to akurat jest kwestia pokolenia, że szybciej kojarzą Sapkowskiego, niż Lema.


CDN...

3 komentarze:

  1. Z nowoczesnym, bogatym krajem słowiańskim, który też zależy, gdzie jest ład i porządek, ludzie radośni, nie skażeni komunizmem, ze świetną infrastrukturą drogową i ciekawą kulturą, folklorem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nowoczesnym, bogatym krajem słowiańskim, który też należy do Zachodu, gdzie jest ład i porządek, ludzie radośni, nie skażeni komunizmem, ze świetną infrastrukturą drogową i ciekawą kulturą, folklorem.

      Usuń
  2. Powiem tak, wodka i robotnicy (ogolnie ludzie od najgorszych robot np.. kobiety od sprzatania) to Polska dla Holendra.
    Oferte turystyczna poszerzylabym o Zakopane. Auschwitz-Krakow-Zakopane. Taki trojkacik.
    W Holandii (w srodowisku) znany jest tez Lem.

    OdpowiedzUsuń