poniedziałek, 10 marca 2014

Niezłego masz stajla, czyli rozbieramy Daczy do naga! No prawie...

No prawie, bo jak wiadomo, prawie robi wielką różnicę. A tu robi taką różnicę, że nie otrze nam się to rozbieranie o pornografię. Chociaż... ;) W każdym bądź razie dziś pofolguję sobie nieco i niecnie moim zboczeniom zawodowym i wezmę pod lupę styl Daczy. Od trzech dni mamy w Holandii wiosnę, piękną słoneczną pogodę i temperaturę w granicach 18-20°C, więc zimowe płacze poszły do szaf i Dacze pokazują nie tylko więcej ciała, ale przede wszystkim swój styl. Tu różnice kulturowe gołym okiem można zobaczyć na holenderskich ulicach. I moim zdaniem można podsumować je całkiem krótko, bo w jednym zdaniu. W Polsce kobiety o wiele lepiej ubierają się, niż mężczyźni, w Holandii zaś zauważam tendencję dokładnie odwrotną. Zatem na pierwszy ogień pójdą dziś panowie, bo swoim ubiorem absolutnie nie ustępują miejsca swoim daczowskim krajankom, a nawet ba! Co więcej, biją je swoim stylem na głowę i naprawdę nie mam tu na myśli tylko tych panów, co kochają inaczej... Zatem będzie dziś o holenderskiej modzie i mam nadzieję, że będzie bardziej ze smakiem i nieco bardziej na poważnie, niż w polskim Glamour piszącym głupoty, jakie ciepłe gacie kupić w Paryżu, jeśli jedziesz protestować na... Majdan. Tytuł ów tego jakże na czasie "dzieła" to: Rewolucja nie ubiera się u Prady. Cóż... Na okładce redakcja poszła jeszcze ciut dalej w swoim debilizmie umieszczając bardziej kretyński tytuł i podkreślając go wielką czerwoną strzałką: Modne rewolucjonistki na Majdanie. Cóż... Na szczęście nie wszyscy ludzie pracujący w modzie są pozbawieni mózgu i nie tylko oglądają pokazy mody, ale i też czasem wiadomości. To tak na marginesie, bo naprawdę moda jest nie tylko dla idiotów. I idiotek.

Zatem styl Dacza faceta możemy podzielić generalnie na 3 kategorie:


1. Dacz tradycjonalista.

2. Dacz de Kakker,o którym mowa była już kiedyś w innym poście: De Kakker, czyli holenderski odpowiednik anty-hipstera.

3. Dacz hipster, gatunek na wymarciu.

Skupimy się na Daczu tradycjonaliście, bo o de Kakkerze już było, a holenderscy hipsterzy idą do lamusa, lub jak to woli, schodzą do podziemia, co tylko udowadnia, że tradycja oraz klasyka zawsze wygrywa w końcu z przejściową modą i pozerstwem. Zatem rozbierzmy Dacza tradycjonalistę na czynniki pierwsze, czyli prawie do bokserek...


1. Buty.
 Od nich wszystko się zaczyna. Poznasz Holendra po jego butach, taka jest moja daczowska maksyma. Kiedy przyjechały do mnie w odwiedziny znajome panny Joanny, nie mogły się nadziwić, jak to się dzieje, że Dacze zawsze mają takie czyste, zadbane, schludne i wypolerowane buty, nawet w najgorszą pogodę i w największym deszczu. Odpowiedź jest prost, jak Wieża w Pizie, nie mam pojęcia, jak to się dzieje, ale rzeczywiście ich buty świecą się 24/h, jak psu, no tego, oczy na widok dorodnej kości albo innej szynki czy tam kiełbasy. Podejrzewam, że rolę odgrywa cena, bo co jak co, ale Dacz na butach nie skąpi. Nigdy. A ma ich w swojej garderobie, nie dwie, nie trzy pary, ale nawet kilkanaście. I każda z nich kosztuje 300-400 euro. Młodsze pokolenie Daczy lubi sobie nieco podkreślać swój indywidualizm w... sznurówkach i do eleganckich butów często noszą sznurówki w kolorze malachitowym, intensywnej czerwieni czy kobaltu. Taka to ich niby mała modowa rewolucja. Starsze pokolenie w tym temacie pozostaje wierne klasyce, czyli sznurówki są stonowane z kolorem obuwia.

2. Pasek.
Tak już jest w Holandii, że jak mowa o butach, to i w rozmowie przewinie się pasek. Choć niewidoczny na zdjęciu, zapewne pasek tego Dacza jest dopasowany do jego butów. Zazwyczaj Dacze kupując buty dokupują do nich również pasek z tej samej skóry, w tym samym kolorze i też za niemałą kasę. Chyba nikt tak jak Dacze nie przestrzegają zasady jak cię widzą, tak cię piszą. Może nie tyle, co piszą, ile jak cię widzą, tak chcą robić z tobą interesy.

3. Zegarek.
I znów, jak buty oraz pasek, to i w grę wchodzi także zegarek. Jeśli zegarek jest na pasku, to też dopasowanym kolorem do butów i paska przy spodniach. Jeśli na bransoletce, no cóż... Uwierzcie mi, że kosztował sporo. Kiedyś znajomy lubego opowiadał w rozmowie, że chce sobie kupić zegarek za kilka tysięcy ojro, bo kiedy jak nie teraz, gdy jeszcze nie ma żony ani dzieci. I sobie kupił. Wiem, wiem. Abstrakcja, ale kto z drugiej strony bogatemu zabroni? Choć ja w sumie nawet jako największa fanka mody i stylu taką kasę wolałabym wydać na podróże...

4. Koszula.
No tych to Dacz w szafie ma naprawdę sporo. I 90% z nich będzie w kolorze niebieskim. 500 odcieni błękitu, tak krótko można podsumować garderobę Dacza, w której wieszaki głównie zostały zaanektowane przez niebieskie koszule. Na bardziej oficjalne okazje Dacze zakładają krawat, ale generalnie na co dzień lubią nosić koszule bez krawata, bo dzięki temu są bardziej casual, bardziej na luzie, co dla przeciętnego Polaka brzmi zapewne, jak kolejna abstrakcja. Ale cóż, ostrzegałam, że różnice kulturowe są widoczne zwłaszcza w ubiorze gołym okiem... I teraz myślę, co głównie panowie w Polsce mają w swoich szafach. I stwierdzam, że t-shirty z H&M lub innej sieciówki... I absolutnie nie ma w tym żadnej podszytej złośliwości z mojej strony! Po prostu stwierdzam fakt. 

5. Skarpetki.
Tu niewidoczne, ale Dacze często folgują sobie właśnie w... skarpetkach. Najczęściej owe szaleństwo odbywa się nie tyle, co w kolorach, ile we wzorach, czyli w rombach, kratkach i paskach, a co poniektórzy odważniejsi panowie pozwalają sobie nawet na kropki. Wiem, że brzmi to może jak z poradnika Gejowskiej pani domu, ale ja na przykład ten niekonwencjonalny i nowatorski akcent bardzo u Daczy lubię, bo jakkolwiek to dziwnie zabrzmi, według mnie nadaje im charakteru, a takiej właśnie nutki szaleństwa często u Daczy mi brakuje. I to nie tylko w ubiorze ;)

6. Włosy.
Choć w tym temacie mój luby zdecydowanie nie zalicza się do typowego Dacza, to jednak statystyczny Dacz ma włosy właśnie mniej więcej tej długości, co pan ze zdjęcia i zazwyczaj też w kolorze blond. Włosy dla Dacza są bardzo ważne, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że stanowią 50% jego wyglądu, bo właśnie po ubiorze i po włosach mogę rozpoznać Dacza za granicą. Młodsze pokolenie może czasem przesadza trochę z żelem, ale z wiekiem to się u nich unormuje. Ponieważ przeciętny Dacz dopóki może i dopóki matka natura daje mu taką możliwość, ma te w włosy w długości, pi razy oko, za ucho, zatem często na ulicy można spotkać starszych panów w zadbanych, dłuższych i już siwych włosach. Dla mnie ten trend jest jak najbardziej na plus!

7. Garnitur.
I najważniejsze na koniec, bo dla Daczy garnitur jest właśnie taką ich drugą skórą. Najczęściej skrojony na miarę, leży na nich, jak ulał. Zszyty tak, że mucha nie siada, nogawki i rękawy ani nie są za krótkie, ani za długie, co by nie było wątpliwości, że to nie jest garnitur dla Hipstera (gdzie wszystko jest za krótkie). O kulcie garnituru w Holandii chyba najlepiej świadczy światowy sukces holenderskiej marki Suits Supply, która nie tylko zasłynęła z doskonałej jakości i idealnie skrojonych garniturów oraz designerskich sklepów, ale i z kontrowersyjnych reklam, które możecie sobie zobaczyć poniżej. I tu tak na koniec będzie właśnie a propos tego "prawie" rozbierania do nagości. Bo kto powiedział, że to rozbieranie miało dotyczyć panów? ;)

7 komentarzy:

  1. Dacz, jak malowany, jak z gejowskiej pani domu ;) A tak serio, zgadzam się w 100%! Fajny tekst Renato!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swietny tekst! Mieszkam w Holandii od lat i obserwuje ewolucje w ubiorze mezczyzn i kobiet. W 2001 roku bylam prawie jedyna kobieta na wysokich obcasach, nie bylo tez "japonek"w zadnym sklepie. Jezeli chodzi o Twoj teks to calkowicie sie zgadzam Renato! Mezczyzni o wiele lepiej sobie radza z ubieraniem...czasem mam naprawde dosc letnich sukienek u kobiet, ubieranych w zimie do ""kowbojek"" i grubych rajstop...moglabym tu tak z przykladami do jutra sie rozpisywac....dzieki za ten tekst - naprawde interesujacy i napisany z jajem.

      Usuń
    2. Dziękuję pięknie za takie miłe słowa :)
      Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu!

      Usuń
  2. Ja niestety trafilam do Limburgii. W mniejszych miejscowosciach ludzie ubieraja sie zwyczajniej, szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też się zgadzam, no może z wyjątkiem garniturów. U was w metropolii to może każdy nosi. U nas na prowincji to niekoniecznie. Zwłaszcza, że raczej typ 2 i 3 przeważa - co chcesz, informatycy w całym mieście tylko. Jak u nas widzę gościa w gajerku, to często mam wrażenie, że 90% poliester. Ale się czepiam jak zwykle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie specyfika stolicy, dużo bankierów, prawników i innych tym podobnych, to i garniturków dużo ;)

      Usuń