wtorek, 25 marca 2014

8 pytań, które usłyszycie tylko w Holandii...

1. U lekarza:
Antybiotyki?

W Holandii antybiotyk, to lekarz przepisuje tylko przy gangrenie. A tak w razie grypy, to pozostaje aspiryna albo paracetamol. Dla większości mieszkających tu w Daczlandii Polaków to jest prawdziwy szok, że przy gorączce ponad 38°C nie dostaną antybiotyku. Ba! Jak powiedziałam to mojej mamie, to nie mogła uwierzyć i lamentowała, że mi w takim razie załatwi dwa opakowania jakiegoś Duomoxu czy innego oxu, bym miała tak na wszelki wypadek, tak w razie grypy. Tu jednak nie zgadzam się z moją mamą, ale potakuję holenderskim internistom. W Polsce tak trochę z tymi antybiotykami to ci lekarze nas rozpieścili, choć nie wiem akurat, czy słowo "rozpieścili" jest tu odpowiednie. Bo jednak antybiotyki są dość szkodliwe. Swoją drogą, że dla Daczy temperatura ciała w granicy 37-38°C to nie jest jeszcze żadna tam wielka gorączka, przez którą warto brać choćby wolne w pracy, więc w deszcz, w zimno, nieważne, heja na rower i do roboty. A to, że zaraża się w ten sposób swoich współpracowników, to już zupełnie inna historia...

2. W  restauracji/barze:
Bez majonezu?! - To o frytkach.
Bez musztardy?! - To o bitterballen.

W Holandii jako snack-food królują niepodzielnie belgijskie frytki i bitterballen zwane przeze mnie "mięsnymi kulkami". Belgijskie frytki, grube, wypasione i żadne tam cieniasy, jak french fries, podawane są w Holandii nie z ketchupem, ale z majonezem. Dla mnie bomba (też i kaloryczna), bo ketchupu nie lubię, poza Tortexem. Dla mnie istnieje na tym świecie tylko jeden słuszny ketchup i jest to Tortex pikantny i choćby tylko po niego śmigam do polskiego sklepu w Amsterdamie. A że w Daczlandii Tortex nie jest zbyt popularny, to pozostaje mi majonez. I musztarda, ale tą z kolei Dacze serwują do bitterballen. Cóż, amerykański relikt fast foodów zwany ketchupem nie cieszy się w Holandii zbyt dużą popularnością. A pomyśleć, że w Polsce walimy go nawet do pizzy. Mamma mia! To Włoch by się uśmiał albo raczej padł na zawał słysząc o takiej profanacji...

3. W coffee shopie:
Ile gramów/jointów?

Mieszkam w Holandii już prawie dwa lata, a i tak ciągle mnie to dziwi, że jakbym chciała zapalić sobie skręta, to mogę pójść za rogiem i legalnie go sobie kupić. Albo trawę na gramy. Co prawda odkąd tu mieszkam, w coffee shopie jeszcze nie byłam ani razu, nawet ze znajomymi przyjeżdżającymi do mnie w odwiedziny, ale mam ten luksus, że mam taką możliwość. Że jakbym chciała, to mogę. Legalnie. I już. Choć trawę, szczerze powiedziawszy, niezbyt lubię i niezbyt dobrze toleruję, to jednak fajnie mieć poczucie możliwości i wyboru, a nie, że ktoś mi z góry mówi, co mogę, a czego nie mogę, co jest dla mnie dobre, a co jest dla mnie beee....

4. U fryzjera:
Suszymy włosy?

Normalna Holenderka powiedziałaby nie dziękuję, przecież same wyschną i wyszłaby w mokrych włosach nawet w najgorszą pogodę i w najsilniejszy wiatr. Zresztą, po co ma je suszyć, skoro w Daczlandii ciągle pada i te włosy tak czy siak będą przecież za chwilę znowu mokre? U nas to nie do pomyślenia, w Holandii to jest norma, że włosów się tu raczej nie suszy. Czy samemu w domu, czy u fryzjera. Holenderka wstaje rano, bierze prysznic, myje włosy, wychodzi spod prysznica, zakłada jakieś ciuchy i wychodzi do pracy. I wsio. I robi tak niezależnie od pogody, pory dnia i roku czy nawet temperatury, która na szczęścia prawie nigdy nie spada tutaj poniżej zera. Na szczęście dla Holenderek, bo pół biedy, że taka może się przez to przeziębić albo złapać grypę, ale może nabawić się przez to paraliżu mięśni twarzowych. Serio. Nie wiem, czy ta niechęć do suszenia to przez lenistwo, czy może tak Holenderki dbają o swoje włosy, że nie chcą ich przesuszyć ani w żaden sposób zniszczyć? Ktoś? Coś?


5. W pracy:
To kiedy mi oddasz te 50 eurocentów?

Słynne daczowskie skąpstwo, o którym już było tu: Where is my money man? Czyli ponownie 50 eurocent of shame. No Dacze tacy są, że jeśli chodzi o pieniądze i o ich pożyczkę, a później zwrot, to nie ma tak lekko, nie ma tak łatwo, nie ma zmiłuj się. W tym temacie nie odpuszczą. Nawet jeśli pożyczycie od Dacza 50 eurocentów to oddajcie mu i to jak najszybciej, choć uwierzcie mi, że mu wcale nie będzie głupio, jak się będzie o nie upominał. Cóż, taki to naród, że jeśli chodzi o kasę to nie ma tu czegoś takiego, jak pożyczka na wieczne nieoddanie. Nawet złotówki ;)


6. Na holenderskim weselu:
Ale co jest w tej kopercie?

No bo w Holandii na prezent weselny to daje się butelkę wina albo, jak usłyszałam ostatnio od koleżanki Kasi, zgrzewkę polskiego piwa (!!!), ewentualnie w najlepszym wypadku cooler do szampana za 200 euro, na który składało się z dziesięć osób... Koperty nawet nie wypada dać w Holandii na prezent, bo tu drogich prezentów się raczej nie daje, więc ile do takiej koperty można by włożyć? 20 euro od osoby? Bo więcej mogłoby zrobić z nas jakiś snobów, przy których reszta wyszłaby bladziutko. Co by miał powiedzieć ten gość, który dał na prezent zgrzewkę piwa, a my powiedzmy, dajemy sto euro w kopercie? Co kraj, to obyczaj, ale właśnie za wesela lubię Polskę. Nie tylko nowożeńcy chcą zrobić jak najlepszą imprezę dla swoich gości, ale i goście chcą się jak najlepiej odwdzięczyć nowożeńcom za ich wysiłek (finansowy głównie). I rekompensują to właśnie w miarę możliwości w postaci koperty. W Holandii generalnie wesele nie jest ani szczególne, ani "na bogato" (choć akurat moje doświadczenie w tym temacie jest całkiem inne), więc zapewne przez to te prezenty są jakie są, czyli są byle jakie. Delikatnie powiedziawszy.

7. W klubie:
Jesteś homo czy hetero?

Jak ktoś dłużej pomieszka w Holandii to na pewno zdarzy mu się prędzej czy później taka sytuacja, że będzie podrywał/podrywała go/ją osoba tej samej płci w jakimś klubie. Powiedzieli mi tak na początku znajomi Polacy mieszkający w Amsterdamie już od dobrych kilku lat i jakoś im nie do końca wtedy uwierzyłam, jednak ostatnio przekonałam się na własnej skórze, że coś w tym jednak jest. Choć wydaje mi się, że to akurat częściej jednak dotyczy panów niż panie, ale wszak w Holandii, w tej ostoi tolerancji i liberalizmu, można się tego spodziewać. Prędzej czy później. Jest nawet pewien klub w Amsterdamie, który każe Ci zdefiniować swoją orientację już przy wyborze toalety, w której nie ma podziału na damską i męską, ale na Homo i Hetero. Tak oto musimy się zdeklarować w Supperclubie w Amsterdamie. Jest tylko jeden haczyk. Palarnia jest w toalecie Homo... Z tego, co pamiętam, pracujące tam kelnerki czy hostessy to przeważnie transseksualiści. Ciekawe, do której toalety chodzą?

8. W twoim domu:
A dlaczego macie tu tak ciepło?

Jeśli jesteś Polakiem to temperaturę w domu masz ustawioną zapewne na 21-22°C. Czyli masz normalną pokojową temperaturę. Niektórzy, co są zmarzluchami, może mają nawet 23-24°C. A Dacze? 17-18°C... nawet w zimie. Dacze lubią zimno i są bardzo zahartowani. Nie wiadomo, co w sumie było pierwsze, czy tak bardzo zahartowało ich to zimno, czy z natury są tak zahartowani, że ciągle im gorąco? To dylemat na zasadzie, co było pierwsze, jajo czy kura? Z lubym mieliśmy długą i zaciętą walkę o temperaturę w mieszkaniu, bo ja jestem strasznym zmarzluchem, a on typowym Daczem. Walka partyzancka trwała półtora roku, on codziennie zmniejszał temperaturę do 19°C, a ja zwiększałam do 25°C i w końcu zgodził się pół roku temu pójść na kompromis. Stanęło na 22°C, czyli dokładnie na tym, co chciałam, ha! Choć teraz za każdym razem, gdy przychodzą do nas w odwiedziny znajomi Dacze, pierwsze co pytają już od progu to: Dlaczego u was jest tak gorąco? 

13 komentarzy:

  1. Tak, moje pierwsze frytki dutch style byly w Hadze, byly, jakies 5 minut, bo ciezaru majonezu nie wytrzymaly, z cebulka psia kosc! Upadly,brutalnie, niechcacy wdepniete w piach, wyraz desperacji chlopaka: bezcenny; kulki miesne po kolejnej imprezie na stojaka z odwiecznym pytaniem:jaki kierunek skonczylas obrzydly mi zupelnie, chociaz, musze przyznac, ze na pewnym spotkaniu podano je w kieliszkach do jajek-jakkolwiek to sie nazywa, na spod podano szpinak, holendrzy dzielnie je wydlubywali, obcokrajowcy podziwiali;) Ale jesli chodzi o szuszenie wlosow, faktycznie, znalazlam artyste, ktory uslyszawszy, ze a i owszem, oczywiscie z szuszeniem, uradowany byl jak dziecko!;-) Ale to Wloch, moze dlatego?;-)
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba! Pewnie dlatego właśnie, że Włoch ;) No ja chodzę do fryzjera zawsze, kiedy jestem w Polsce, bo tutaj naprawdę trzeba znaleźć jakiegoś obcokrajowca, bo holenderscy fryzjerzy, powiedzmy delikatnie, nie mają zbytniego talentu. A dwa, też trudno znaleźć takiego, który nie kosztuje majątek...

      Usuń
  2. W okresie jesienno-zimowo-wiosennym w biurze grzejniki mam rozkręcone na maksa. Ogólnie jestem zmarzluchem i pokojowa temperatura to dla mnie 24-25 stopni :p Za każdym razem ludzie wchodząc do biura marudzą, jak tu gorąco. Ja opatulona dodatkowo chustą, a mój szef - Holender w koszulce z krótkim rękawem i czasem widzę jak mu kropelka potu po czole spływa (hahahaha) :) Jednak szef jest dobry i zawsze mówi: Naszej Agniszce nie może być zimno, rozchoruje się i kto będzie nam dokumenty szykował? Ona jest niezastąpiona hehe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, oni błyskawicznie się wtedy pocą, jak jest ponad 20 stopni, a ja jeśli mam siedzieć w takiej temperaturze dłużej, niż pół godziny, to zakładam swój najgrubszy bawełniany sweter i opatulam się szalikiem ;)

      Usuń
  3. Ja bym wnioskowała, że to zamiłowanie do zimna jest nierozerwalnie związane ze skąpstwem... Podczas mojej walki z lubym o temperaturę "pokojową" on oraz jego rodzina bronili zawzięcie zimna argumentem "Ty wiesz jaki wam rachunek przyjdzie w przeciwnym razie? Nie marudź i ubierz trzeci sweter!" Aż się moja mama oburzyła i tupnęła nogą, że ona mi ten rachunek zapłaci, bylebym nie marzła w tej całej Holandii ;D
    Co do kopert to się jednak nie zgodzę, bo byłam na weselu, gdzie Młoda Para wyraźnie podkreśliła w mailu do wszystkich gości (a może i na zaproszeniu, nie pamiętam), że wolą gotówkę. Także koperty były, a co w nich było... pewnie pojedyncze banknoty po 10-20 euro. Ja się mało z połowicą moją nie pożarłam o to, bo mi zwyczajnie wstyd było dawać 20 euro w prezencie. Co za kraj, jeszcze się muszę tego nauczyć.

    Z włosami to mnie totalnie zaskoczyłaś. Chyba zestresowana dialogiem po holendersku z fryzjerką nigdy nie zwróciłam szczególnej uwagi na to pytanie ;) A potem zaczęłam sama sobie kudły podcinać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To "zamiłowanie" Daczy do zimna możliwe, że wynika ze skąpstwa i pewnie dało początek temu, no a później zrobiło się z tego przyzwyczajenie... A z weselami właśnie, nawet jeśli są koperty, to i tak są cieniutkie ;)

      Usuń
    2. Z jednej strony skąpstwo, z drugiej rozsądek. Dzięki niskiej temperaturze w domu nie ma takiej dużej różnicy po wyjściu na zewnątrz, gdzie przecież zawsze wieje albo pada albo (najczęściej) wieje i pada. I temperatura odczuwalna jest o jakieś 5-10 stopni niższa niż rzeczywista. Ja jestem za. Też mam koło 19 stopni w domu i to mi pasuje. Ogrzewanie zaczęłam skręcać gdy moje maluchy całymi latami kaszlały - w zimnym domu nie jest tak obłędnie sucho, więc kaszel mniejszy, a przy okazji nieźle się zahartowaliśmy. I o astmie nawet lekarz zapomniał.

      A u fryzjera też mnie tym pytaniem wkurzają. Ja się jeszcze upieram, żeby nie tylko suszyć, ale i modelować. Moje z natury kręcone włosy trzeba prostować w pocie czoła każdego dnia, a i tak przy tutejszym klimacie mogę nie dotrwać do wieczora bez dziwacznej szopy na głowie. Więc jak już jestem u fryzjera, to chciałabym, żeby to on/ona się pomęczył. Ale zawsze słyszę "Ale to będzie drogo kosztowało!". I może faktycznie nie warto, bo efekt jakiś mizerny. Faktycznie fryzjerzy tu kiepskie kwalifikacje mają...

      Usuń
    3. Też zaliczam się do zmarzluchów :D Jak ostatnio złożyłam wizytę mojemu przyjacielowi Daczowi to drugiego poranka powiedział, że nastawił ogrzewanie, bo zaczęło się robić chłodno i nie chciał żebym zmarzła :D Faktycznie byłam zaskoczona tym, że było dziwnie ciepło, bo w krótkim rękawie wieczór wcześniej nie mogłam wysiedzieć. Jeszcze jedna rzecz związana z niską temperaturą, co mnie przeraża najbardziej to to, że oni lubią spać w takim "mrozie" jeszcze na dodatek z otwartym oknem... No cóż, trzeba się jakoś radzić sobie z panującą pogodą za oknem ;)

      Usuń
    4. Dobry przyjaciel, że pamiętał, by podkręcić temperaturę :) :) :)

      Usuń
  4. z tymi włosami się nie śmiejcie ale sama mieszkając w PL często wychodzę z mokrymi ;) czytałam, że Irlandki też tak robią. i możecie sobie wyobrazić miny fryzjerów, gdy mówię, że nie trzeba suszyć do końca ;) wszyscy dookoła się temu dziwià, a dla mnie to najnormalniejsza rzecz pod słońcem, szkoda mi czasu na suszenie, same się ułożą. a poza tym nie niszczę suszarką. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem tak. Wynalazek pt. lekarz domowy to katastrofa w Holandii i bynajmniej nie chodzi mi o antybiotyki. Po prostu katostrofa. Ale jak czlowiek wreszcie udowodni, ze faktycznie chory i dostanie sie poziom wyzej do specjalisty to juz zupelnie inna bajka. Jak w dwoch roznych krajach.
    Co do antybiotykow to i w Polsce sie to zmienia (tak slyszalam od siostry, ktora ma male dziecko i jej lekarka tez niechetnie wypisuje antybiotyki). Po prostu swiat sie odwraca od antybiotykow z ta roznica, ze jedynei holandia nie ma sie odczego odwracac, bo nigdy w antybiotykowe szalenstwo nie wpadla. Jak mawia daczowski maz mojej kolezanki: czlowiek jak ma chorobe to ona musi sama z czlowieka wyjsc, a jak nie wyjdzie to czlowiek musi po prostu umrzec.
    I faktycznie jacys tacy zdrowsi sa.
    O marysi to niewiel moge powiedziec, poza tym, ze mam odruch wymiotny na jej zapach, wiec dobrodziejstwo jej kupna nieomalze na kazdym rogu nie ziebi mnie ani grzeje.
    A propos ziebienia, to u nas batalie o temperature wygral maz. Otoz samoistnie sie do temperatury przyzwyczailam. Teraz nie jestem w stanie wysiedziec w pokoju gdy jest wiecej niz 19 stopni. Sypialnia musi byc zimna jak kostnica, bo inaczej migreny dostaje.

    OdpowiedzUsuń
  6. co do temp. ja mam dom,nastawiam na 21 stopni ale w nocy,bo w dzień wyłaczam. Pies mi ciągle drzwi od kuchni do ogrodu otwiera i szkoda ogrzewania, Zreszta tu gdzie mieszkam nie ma mroznych zim/Lekarz? Fakt antybiotyk,zastrzyk? Oj,, ale o i dobrze.. tu sa ludzie zahartowani,dzieci ,starsze osoby. A jak te starsze smigaja rowerami ? U ns niejedna by sie przekreciła. Zreszta i w krajach skandynawskich tez nie pieszczą sie // A w Polsce? Przydziesz i dostaniesz co chcesz.
    Co do narkotyków? Nie pale ,nie wiem. Prosze jak ktos chce niech uzywa.. Jego własna wola.. I popieram prezenty// My Polacy.. ZASTWAW sie i postaw sie,, aby rodzina widziała a potem przez lata długi,które spłacamy// I tak jest na weselach czy na komuniach.. I kazdy patrzy do koperty/ A jak za mało to sie juz obgaduje.. Ja tu mieszkam 4 lata i .. gdzie stajesz taki sie stajesz. Jak sie komu nie podoba to.. ile tak mówi i pisze ale nie wyjezdzaja... BO? NO Odpowiedz sobie na to pytanie// Dlaczego nie wyjezdzaja?

    OdpowiedzUsuń
  7. Miało być.. nie popieram prezentów kosztownych.. Nie kazdego na to stać. A Polacy to naród,który bardzo lubi obgadywac i interesowac sie co się dzieje u sasiadow..

    OdpowiedzUsuń