środa, 26 lutego 2014

Kryzysy polskiego emigranta, czyli 3 powody, dla których warto jednak zostać w Daczlandii

Hu, hu, ha, hu, hu, ha nasza zima zła! A tu zimy w Daczlandii nie ma i już pewnie jej w tym sezonie nie uświadczymy. Moja pierwsza zima bez śniegu... Aż łezka się w oku kręci, aż normalnie zatęskniło się za domem. Dziś słoneczko za oknem, ponad 10°C, kwiaty na tarasie zaczęły nawet kwitnąć, a ja się pytam, gdzie te czasy, że pod koniec lutego nie można było dojechać do szkoły, bo zima znów zaskoczyła drogowców? Kiedy to się stało, że przez cały rok jeżdżę na rowerze, dzień w dzień, niezależnie od pory dnia i roku? A, już wiem. Stało się to wtedy, gdy przeprowadziłam się do Daczlandii, czyli będzie to na początku czerwca dwa lata temu. Mój boże, to już prawie dwa lata na emigracji, dwa lata z dala od domu i nawet nie zliczę, ile razy w tym czasie myślałam o powrocie, ile razy miałam ochotę spakować walizki i wrócić na ojczyzny łono. A potem sobie przypominałam, że wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma i myślałam o tych powodach, dla których zdecydowałam się wyprowadzić z Polski. Dla których nie chciałam w niej zostać. A było ich kilka.

Ten post więc dedykuję Asi, bo moi Kochani Wydaczeni, rzecz ostatnio stała się niezwykła. Przyjechały do mnie z wizytą dwie znajome Polki, które mieszkają w Pradze. Obie Asie. W sobotę zaplanowaliśmy obiad, a potem oczywiście wyjście "na miasto". Na obiad wpadł brat lubego. I uwierzcie lub nie, ale w rodzinie mojego ukochanego teraz nie jest jedna Polka, ale sztuk dwie. Tak, tak, brat lubego już jest oficjalnie z Asią i lata teraz do niej cały w skowronkach i prawie tak zakochany w niej, jak Natalia Siwiec w silikonie. Pytanie więc teraz, czy Asia przeprowadzi się do Daczlandii, czy na odwrót? Na razie wiem tylko tyle, że brat lubego szuka pracy w Pradze, a ich rodzice już martwią się, że przy świątecznym stole trzeba będzie mówić po polsku ;) Cóż, na pewno jest spora szansa na karpia w galarecie.

W każdym bądź razie, jeśli Asia ma powiększyć swoją osobą polską populację na holenderskiej ziemi i być kolejną Wydaczoną, to musi być uprzedzona i mieć świadomość, że tu nie wszystko jest złotem, co się świeci. Że przed nią wiele wzlotów, ale i jeszcze więcej upadków. Że przed nią płacz za domem, płacz za grochówką mamy, a nawet ba! za żartami Karola Strasburgera w "Familiadzie". No może Asia już tak bardzo nie będzie płakać, bo w końcu żyje już jakiś czas w tej Pradze, ale też swoją drogą czeskiej mentalności o wiele bliżej do naszej polskiej, niż daczowskiej, więc na pewno czeka ją mały szok kulturowy. Zresztą, sami na pewno wiecie z doświadczenia, jak to jest. Sami nieraz zapewne narzekacie na Daczlandię, Daczów i przede wszystkim na deszczową pogodę oraz tutejsze jedzenie. Sami zapewne na początkach płakaliście za domem i chcieliście pakować walizki. Pewnie niektórzy z Was nawet zaczęli je pakować. Pewnie jakiś mały procent z Was nawet je spakowała i zdecydował się na powrót. Początki są trudne. Zawsze. Jak myślę o sobie, o tej dziewczynie sprzed dwóch lat i jej początkach w Daczlandii i o tej, którą jestem teraz, to jakby to były dwie różne osoby. Bo raz, życie w innym kraju człowieka zmienia, a dwa, że najgorsze problemy, kryzysy i przeszkody mam już za sobą. Takie mam wrażenie. Zatem dziś będzie o tych powodach, które zatrzymują nas w Daczlandii. A przynajmniej mnie. Które pozwalają tu przetrwać egzystencjalne kryzysy każdego emigranta. To smutne, ale te powody to w sumie duże minusy naszego kraju, których chyba większość z nas ma świadomość. Asiu, ten post jest dla Ciebie, dedykuję go Tobie ;)

1. Polska mentalność
Wiecie, jakie jest najbardziej polskie słowo? To słowo "żółć", które zawiera same polskie znaki. Nie ma bardziej polskiego słowa niż "żółć". To smutne, ale coś w tym jest. Czasami zastanawiam się, skąd w nas jest tyle żółci, którą zwłaszcza możemy zaobserwować w Internecie. Jak ludzie, będąc anonimowymi, potrafią obrażać i oceniać drugiego człowieka, którego wcale nie znają, jak bardzo potrafią zmieszać go z błotem nie przebierając w słowach. Używając przekleństw i CAPS LOCKA. Zastanawiam się, jakim to trzeba być człowiekiem, pisząc kolokwialnie, by dosranie komuś innemu uprzyjemniło mu dzień? Uszczęśliwiło go... Jak to jest, że wolimy komuś wytknąć malutki błąd, drobne potknięcie, niż pochwalić całość, która jest przecież naprawdę dobra? I wiem, wiem, hejterzy tudzież trolle są wszędzie, na całym globie, ale w Polsce czasem to zjawisko osiąga jakieś apogeum. I w tej naszej polskiej mentalności nie chodzi mi tylko o żółć, ale też o inne cechy. O narzekanie na przykład. Robienie z siebie męczenników. Różnica w Holandii jest taka, że raczej tu się nie narzeka, bo jak coś jest źle, to próbuje się to zmienić, naprawić, rozwiązywać problemy. A my Polacy lubimy narzekać, że to jest złe, tamto jest tragiczne, ale nic nie zmieniać, nic z tym nie robić. Często tłumacząc to dlatego, że nie ma się wyboru. No właśnie. O to chodzi. O to, żeby mieć ten wybór. Trzeba zrobić wszystko, by mieć możliwość wyboru. Wybór pozwala nam mieć kontrolę nad swoim życiem, że jak jedna uliczka okaże się ślepą, to idzie się inną. Następną. I prawda jest też taka, że mało która jednostka może zmienić świat, ale wszyscy jesteśmy zdolni do zmieniania samych siebie. Do zmiany naszego życia. A w Polsce jest trochę tak, że wolimy narzekać, ale w sumie to nic nie chcemy zmienić. Boimy się tych zmian. Boimy się powiedzieć "nie", boimy się powalczyć o swoje. Jakby strach związany z jakimikolwiek zmianami był zakorzeniony w naszej mentalności. A życie w sumie należy do tych, którzy potrafią o nie powalczyć, a to zawsze wiąże się ze zmianami, które przede wszystkim zaczynają się od zmian samego siebie.


2. Polska polityka
Polityką się nigdy nie interesowałam, ale wiem podstawowe rzeczy i to mi wystarczy, by stwierdzić, że dobrze nie jest. A nawet jest bardzo źle. Jedni mówią, że jesteśmy wasalem Ameryki, inni że Rosji, a jeszcze inni krzyczą, że Polska jest wasalem Unii Europejskiej. W każdym razie nie wiem, które pokolenie może coś zmienić w naszym kraju, strzelam, że to będą nasze wnuki, jeśli nie prawnuki (jestem 20-sto kilkulatką). Z prostego powodu. Podczas drugiej wojny światowej Rosjanie na pół z Niemcami wybili nam prawie całą inteligencję i lata głębokiej komuny na pewno nie pozwoliły nam jej odbudować należycie. Polityka dla mnie ze swojej natury jest nieczysta, a u jej koryta, zgodnie z prawem natury, żrą same świnie. Polska polityka, zaraz obok polskiej mentalność, jest według mnie powodem, dla którego, cytując Szczepana Twardocha, Polski w Polsce nienawidzą wszyscy. Polski nienawidzi tzw. obóz patriotyczny, ponieważ żyją w czymś, co wydaje im się nie-Polską albo anty-Polską. Premierem jest Donald Tusk, którego mają za pachołka Niemców i Moskali, rządzą nami za pośrednictwem swoich wasali okupanci. Z kolei dla ludzi o opcji lewicowo-liberalnej prawdziwą Polską byłby kraj z tradycji Kołłątaja, Boya, Słonimskiego, Michnika, a tu mają Polskę, która słucha Rydzyka i chce głosować na PiS, Polskę, która tłumnie obchodzi rocznice smoleńskie i zapier... do kościoła – zadupie Europy, gdzie przetrwały największe demony kontynentu. I też jej nienawidzą. Biedni nienawidzą Polski, bo są przez nią ru...ani. Kocha ją tylko wąska grupka – wiem, że to brzmi jak z fatalnej publicystyki, ale lepszego sformułowania nie widzę – beneficjentów przemian. Ba! Laureat Paszportu Polityki mówił w "Tygodniku Powszechnym" nawet bardziej dosadnie, że Większość Polaków została przez Polskę wyruch.... Sama bym tego lepiej nie ujęła. Prawda jest taka, że w naszym ojczystym gnieździe jest bardzo jasny podział, albo ty kogoś wyruch..., albo ty będziesz wyruch... Cóż, jak ktoś z tym się nie zgadza, niech rzuci we mnie kamień. I też w Twardocha, bo nie dość, że pisarz, to jeszcze bezpartyjny heretyk...

3. Polskie absurdy
Do nich zaliczymy PKP, ZUS i tak tragicznie niskie, że aż śmieszne emerytury, polską służbę zdrowia i czekanie w półrocznej kolejce na badanie, które za pół roku można przeprowadzić już tylko na trupie podczas autopsji. I naprawdę wiele innych bzdur i paradoksów, z którymi przeciętny Polak styka się na co dzień, a z którymi w takiej Daczlandii nie spotkasz się prawie nigdy. Prawie, bo oczywiście znajdą się wyjątki i szybko znajdą się tacy, co tu je wymienią. Jednym z takich absurdów, które nie dają mi spokoju, to właśnie sytuacja na Olimpiadzie w Soczi i Zbigniew Bródka. Ten szalenie zdeterminowany strażak znów udowodnił, że Polak potrafi. Potrafi, bo nie ma innego wyboru. Że w naszym kraju nie można "normalnie", że jeśli człowiek sam się nie zaprze, to raczej nikt mu nie pomorze. Przynajmniej Bródce pomogli koledzy z remizy, bo brali za niego dyżury, by ten mógł trenować. I teraz porównuję sobie go z holenderskimi zawodnikami i dla mnie to jest takie smutne, że często, za przeproszeniem, jesteśmy jak te dziady. Że Bródka mówi, w jakich warunkach żyli w Soczi polscy, a w jakich holenderscy sportowcy. Oczywiście ci drudzy w nieporównywalnie lepszych. A potem dowiadujemy się, jak wyglądały treningi Zbigniewa Bródki, jak nie ma lodu, to ćwiczy w wełnianych kapciach na desce imitującej lód (!). Zgadzam się, że naprawdę w takim wypadku jeszcze bardziej powinniśmy być dumni, że z czegoś takiego mamy olimpijskie złoto, ale przynajmniej w moim przypadku ta radość jest podszyta odrobiną goryczy. Przykro mi, że w naszym kraju często naprawdę bardzo utalentowani ludzie nie mają szans na rozwijanie prawidłowo swoich talentów. A i też młodzi zwykli ludzie, żeby mieć jakieś godne życie muszą wyjeżdżać za granicę, gdzie nie tyle, co mogą się realizować zawodowo, ile żyć w miarę sensownie, a nie ciułać każdy grosz, bo pracują za naprawdę maksymalne minimum. Smutno mi, bo widzę w Polsce taką tendencję, że jak ktoś jest naprawdę mądry, utalentowany i zna języki, nawet się nie waha chwilę, tylko jak najszybciej po studiach szuka pracy za granicą. W Holandii jest bardzo dużo wykształconych na SGH-u, tudzież innych dobrych polskich uczelniach ludzi, którzy pracują tu na wysokich stanowiskach i do kraju nigdy nie wrócą, bo w Polsce nawet robiąc dokładnie to samo, na tej samej pozycji nigdy nie będą zarabiać takich pieniędzy. A i często nawet nie o pieniądze chodzi, ale o podejście do pracownika. I może nawet nie tyle, co chodzi o podejście do pracownika w Polsce, ile o podejście do człowieka. 


I gdy myślę o tych trzech powodach, dla których zdecydowałam się wyjechać z Polski (bo pierwszym powodem był oczywiście luby) robi mi się smutno, a zarazem czuję ulgę, że to tak jakby jest za mną, że te trzy powyżej wymienione punkty coraz mniej mnie dotyczą, już nie są powodem mojej frustracji, bo raczej nie zamierzam wracać na stałe do swojego ojczystego kraju. I choć naprawdę nie wiem, czy gdyby nie mój Dacz zdecydowałabym się na emigrację, to może nie tyle, co mnie moja ojczyzna rozczarowała, ile nie dała mi żadnych racjonalnych powodów, by w niej zostać. By namówić ukochanego, żeby jednak na początek spróbować budować życie w Polsce, bo sama z siebie zadecydowałam, ze lepsza przyszłość czeka nas w Holandii. I póki co, nigdy tak naprawdę tej decyzji nie żałowałam i nigdy bym jej nie chciała cofnąć ani zmienić, choć nieraz wyzywałam i pomstowałam w niebiosa, że pakuję walizki i wracam do Polski. Ale to były naprawdę typowe kryzysy polskiego emigranta, które bardzo szybko mijały. A ostatnio w ogóle mam wrażenie, że minęły bezpowrotnie. Chyba przechodzę na kolejny etap Wydaczenia. Asia pamiętaj więc, że najgorsze są początki, a później jest już tylko lepiej ;)

13 komentarzy:

  1. Niestety wyjątkowo muszę się zgodzić w całej rozciągłości. No, może z wyjątkiem grochówki (holenderska jest tak samo smaczna) oraz deski i wełnianych skarpet do ćwiczenia łyżwiarstwa. Wprawdzie też myślę, że mistrzowi olimpijskiemu należy się lepsze zaplecze,ale sam pomysł takiego treningu jest ok. W moim fitnessklubie właśnie taką zamontowali i cieszy się powodzeniem. Pewnie to zresztą Holendrzy wymyślili...
    A poza tym, z mojego doświadczenia wynika, że mniej więcej po 3 latach te ciągoty do powrotu mijają bezpowrotnie. Czyli już niedługo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie racja, też bardzo lubię holenderską grochówkę :) No z tymi skarpetami też się zgadzam, pewnie nawet Holendrzy tak trenują, tylko że w Polsce mam wrażenie, że to nie jest alternatywa. ale konieczność :(
      No to jeszcze tylko roczek, choć mam wrażenie, że te ciągoty już mi prawie minęły ;)

      Usuń
  2. No Kochana, przeczytalam calego bloga, moj Dacz w tym czasie zdazyl sie wyspac, obudzony gromkim smiechem spytal co mamy do jedzenia;)

    Milego weekendu,
    met vriendelijke groetje,
    Joanna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kolejna Asia z Daczem ;) No cieszę się bardzo, że trafiłam w Twoje poczucie humoru :)
      Miłego weekendu nawzajem Kochana!

      Usuń
  3. Joanna cos w sobie maja, Renaty rowniez, chociaz Ty jestes pierwsza:-) W czwartek wybieramy sie na polityczny wieczor, czyli jak glosowac w Daczlandach, mojepierwsze tutaj glosowanie!:-) Pozdrawiam serdecznie, no i oczywiscie genialnie napisalas o Heineken:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziś nawet właśnie dostałam jakieś pierwsze druczki do głosowania ;) Wydaczenie level hard ;) Dzięki i pozdrawiam nawzajem!

      Usuń
  4. trochę sama sobie zaprzeczasz;)) najpierw zwracasz uwagę na ogólne narzeklanictwo Polaków i bierność, po czym...sama zaczynasz narzekać! I sama konkludujesz, że Twoje pokolenie nie zmieni sytuacji w Polsce, dopiero to, które urodzi się za 100 lat. Każdy inny to hejter, tylko nie ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że narzekam, w końcu płynie we mnie polska krew ;) a zaprzeczam sobie, bo jestem kobietą, więc mam to w naturze, że ciągle zmieniam zdanie ;) A tak w ogóle pozdrawiam Cię ciepło, bo wnioskuję, że jesteś bardzo pozytywną i przyjaźnie nastawioną do świata osobą, żadnym tam hejterem, ale uważnym Czytelnikiem, który mam nadzieję, że przy następnym takim komentarzu się ładnie i śmiało podpisze :)

      Usuń
  5. Ja mam swoja teorie dlaczego Polacy sa tacy nerwowi, agresywni. To dziecinstwo. Wiekszosc z obecnych doroslych w dziecinstwie byla bita. Sporo doswiadczylo 'urokow"komunizmu. Potem moment przelomu. Ciagle jakies zmiany, brak stabilizacji narodowej. Wszystko to tworzy Polaka - nienawistnika.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie piszesz i zabawnie, emigracyjne doswiadczenia bywaja podobne...
    w Holandii mieszkalem jeszcze przed Unia. Serdecznie z Francji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Zerknęłam sobie też na Twojego bloga i będę wpadać tam częściej :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Dokładnie duże różnice
    http://wspomnieniazwysp.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  8. Dokładnie duże różnice
    http://wspomnieniazwysp.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń