czwartek, 16 stycznia 2014

Co ja Dacze? Vol. 3

Nie uwierzycie, ale w Nowym Roku nie tylko, za przeproszeniem, szlag trafił Żółtko. Wczoraj pogrzebałam mój komputer. Niech mu złomowisko będzie lekkie. Okazuje się, że nieprawdziwe jest powiedzenie, co cię nie zabije, to cię wzmocni. Ja waliłam w niego czasem pięścią. Jak się okazało, o ten jeden raz za dużo. O ten jeden raz za mocno... Niech mu złomowisko będzie lekkie. 

Spokojnie. Jestem jedną z tych racjonalistek, co to skrupulatnie robią back-up, jakby od tego zależało ich życie. Nie było więc większej tragedii poza oczywistą, że trzeba kupić nowy laptop. Nie mam poza tym sentymentu do elektronicznych rzeczy, telefonów, komputerów i tabletów. Ale jak ostatnio mój ukochany szalik skurczył mi się w praniu, to chodziłam struta przed dwa dni... A jak zgubiłam moją ukochaną czapkę w Bijenkorfie, to myślałam, że wystrzelam tam wszystkich w tym sklepie. Od tej pory do Bijenkorfu już nie chodzę. A czapka była futrzana. I z Zary. I najlepsza. I najpiękniejsza. Cóż... Każdy ma swoje jabłko Adama i swoją piętę Achillesa. Nawet kobieta. Na szczęście gdzieś w tych moich gratach przywiezionych z Polski znalazłam swój stary komputer, wielki i ciężki, niczym Kim Kardashian w ciąży, ale wciąż sprawny i wciąż nawet dobrze hula (jedynie Pudelek odpala się piętnaście minut...). Okazuje się, że stary Benq (chyba już go nawet więcej nie produkują, hę?) nie taki zły, jak go malują. Nawet jeśli jego oryginalnym oprogramowaniem był... Linux. Nikt w końcu nie jest idealny, nawet jeśli nie ma kilku klawiszy. Wiecie, co go nie zabije, to go wzmocni... To powiedzenie również nie sprawdziło się w stosunku do klawiszy starego poczciwego Benqa (w nie też waliłam często).

Zatem kolejny wydatek na dzień dobry w roku 2014. A nota bene, już jest następca Żółtka - Black Panter, na którym co prawda czuję się, jakbym jechała na dziecięcym rowerku, ale co tam. Za 70 euro było warto. Black Panter to na część starego Peugeota 207, którym kiedyś śmigał luby, a który sprzedał po tym, jak przeprowadził się z Rotterdamu do Amsterdamu i nie mając stałego pozwolenia na parking czy jakiegoś garażu, nie chciał płacić 5 euro za godzinę postoju. Więc po świętej pamięci Żółtku przyszła era Black Panter. Rower jest czarny, a siedzonko jest w geparcie centki. Ładny, co? Ładnie wybrał mi luby?


Ale co ja tu Dacze? Jak w jakimś kąciku zwierzeń, albo pożal się boże, jak w jakimś liście do Kasi z Bravo... Zatem wracamy do ciągu dalszego historii pewnego Dacza, która zaczęła się od zabawy w komandosów... Co ja Dacze? Vol. 2

Pojechaliśmy z moją dziewczyną na wakacje do Azji. Mieliśmy wtedy po dwadzieścia pięć lat. (Wow, jak ja miałam dwadzieścia pięć lat to stać mnie było co najwyżej na wakacje w Grecji, na które trzeba było dojechać autokarem. Bez klimatyzacji....). Na tych wakacjach było tak cudownie, że postanowiłem się jej oświadczyć. Kupiłem więc pierścionek tam na miejscu i myślałem, kiedy to zrobić. Na drugi dzień mieliśmy lecieć do Kambodży zobaczyć Pola Śmierci, więc myślałem, że to nie będzie ani dobra pora ku temu, ani odpowiedni nastrój. Musiałem więc się jej oświadczyć właściwie teraz. I zrobiłem to w jakimś obskurnym barze z całkiem dobrym jedzeniem. Powiedziała "tak" i coś jeszcze. "Weźmy ślub dziś i teraz. Będzie tak romantycznie". Co miałem zrobić? To kiwnąłem głową.

I tu z tłumaczenia lubego zrozumiałam tyle, że rzeczywiście wzięli ślub tego samego dnia, ale zgodnie z tamtejszym prawem, świadkami musieli być lokalni mieszkańcy, więc jej świadkową była kobiecina, która sprzątała w tym urzędzie, czy tam w tym kościele, w którym się pobrali, a jego świadkiem był tamtejszy organista. Prawda, że romantycznie?

I teraz wracam do właściwej historii dotyczącej Epicentrum. Gdy wróciliśmy z naszej podróży, która okazała się miesiącem miodowym, postanowiliśmy wyprawić prawdziwe wesele z wielką pompą. Zaprosiliśmy wtedy wszystkich chłopaków z Epicentrum. Na naszym weselu na każdym stole położyliśmy aparat fotograficzny taki oldschoolowy na klisze, żeby każdy z gości robił w trakcie imprezy zdjęcia. Koledzy z Epicentrum, którzy okupowali cały stolik numer 13, postanowili zrobić mi dowcip i poszli do łazienki, gdzie robili zdjęcia, ehmmm, no... swoich penisów w całej ich okazałości. 

Świetny dowcip myślicie, pod warunkiem, że to nie wasza teściowa odbierała te wszystkie wywołane zdjęcia od fotografa i przeglądała je jako pierwsza... Dodam, że teściowa jest z holenderskiej arystokracji. W każdym razie kilka tygodni później do każdego z gości wysyłaliśmy kartki z podziękowaniem za ich przybycie na nasze wesele. W ten sposób postanowiliśmy się zemścić na chłopakach za ten ich "dowcip". Na kartce wysłanej do Epicentrum wkleiliśmy zdjęcie jednego z tych penisów. Wybraliśmy najmniejszy, do którego później nikt się nie chciał przyznać, że to jego właściciel, a w środku kartki napisaliśmy:

"Dziękujemy kochani za Wasze przybycie. Mamy nadzieję, że równie dobrze bawiliście się na naszym weselu, jak my. To były dla nas niezapomniane chwile radości. Niby nic, ale wiecie jak jest. Małe, a cieszy!"

Snap in your face, bitches!

I wiecie co? Ta kartka w Epicentrum do dzisiaj tam wisi! Jednak ze względu na jej drastyczność nie zamieszczę tu jej zdjęcia, ale możecie sobie wyobrazić, że wyglądała mniej więcej tak, że w ten sposób, że w tej okazałości...

 

C.D.N......

2 komentarze:

  1. Ahaha... kartka musiała być dobra :D Z tą Azją/Gracją to moja codzienność. Luby jest w tym samym wieku co ja, a objechał już prawie wszystkie kontynenty. Jego znajomi też. I tylko ja się czuję jak jakaś sierota, kiedy rozmawiamy o podróżach, bo najdalej udało mi się wyrwać do Stambułu... ehh... te cudowne holenderskie pożyczki studenckie.

    Btw, o co mu chodziło, że Pola Śmierci mało romantyczne... Luby zaprosił mnie na pierwszą randkę zaraz po powrocie z jego wycieczki do Oświęcimia! :D ;P Może to tylko mi się trafił taki mało romantyczny Dacz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, te daczowskie pożyczki studenckie, a potem tylko spłacać taką przez następne dwadzieścia lat ;) Ale co tam, żyje się raz!
      No Pola Śmierci porównywalne do Oświęcimia, więc Twój luby albo level hard twarda skóra, albo wręcz przeciwnie, taki romantyczny i tak oczarowany polską niewiastą. Stawiam na to drugie :)
      Pozdrawiam!

      Usuń