poniedziałek, 11 listopada 2013

Dacz Wars, epizod 4. Stara nadzieja

Dawno, dawno temu w odległej Daczlaktyce, lud polski obchodził swoje jakże ważne święto 11 listopada na obcej Ziemi. Tęsknota za ojczyzną, wyalienowanie i wrażenie obcości dawało się we znaki tego dnia we wszystkich odcieniach swej szarości. Poczucie tożsamości narodowej na emigracji wydawało się silniejsze, niż za czasów dawnego życia w Polandii. Zryw patriotyczny można było zaobserwować zwłaszcza na Facebooku, gdzie inni znajomi banici co rusz zmieniali swoje zdjęcia profilowe, tudzież zdjęcia w tle, na polską flagę albo orła cie(r)ń w koronie. Obudziła się w ten sposób w sercach stęsknionych za ojczyzną rodaków stara nadzieja na to, że Polska nie tyle co będzie Chrystusem Narodów, gwałconą co rusz przez Unię Europejską, tudzież Stany Zjednoczone, ile będzie Winkelried Narodów, co to przez nią się tam przepchnie kilka reform i ludzisk, co udowodnią, że może być tam kiedyś (nawet!) lepiej, niż na obczyźnie w jakimś innym zachodnim kraju. Bo na wygnaniu, jak na wojnie. Ciągle trzeba walczyć ze stereotypami, uprzedzeniami, a i też o swoje miejsce (w szarym) szeregu. Aż tu nagle niespodzianka! Stara nadzieja znów odżyła dzięki nowej emigracji i co się okazało? Jednak Ci Dacze, co tak myślimy, że nas tu niezbyt lubią i szanują, wcale nie mają o nas takiego najgorszego zdania. Zatem 11 listopada niech moc będzie z Tobą, bo jak pokazała nam historia, polska walka o niepodległość wcale nie okazała się walką z wiatrakami ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz