środa, 13 listopada 2013

Czego to Ci Dacze jeszcze nie wymyślą?!

Dacze, jak tu wszyscy na emigracji zdążyliśmy już zapewne słusznie zauważyć, mają niezłą fantazję, jeśli chodzi o nowe wynalazki, tudzież inwencję twórczą. Tak, tak. Ci spokojni, chłodni, wyważeni, słowem stoiccy Dacze, nieraz w swej fantazji mogą Was, jak i cały świat, nieźle zaskoczyć. Skąd to się bierze? Nie mam pojęcia. Ale jedno wiem na pewno. Jeśli czegoś jeszcze nie wynaleziono, dajcie Daczom chwilkę, bo ulubionym ich powiedzonkiem jest challenge accepted. Wszak, który inny naród wymyśliłby chodaki i wiatraki? Odnieśmy się więc do historii, czyli do Wikipedii i bliżej się temu zjawisku przyjrzyjmy. Gerard Philips (tak, ten od firmy Philips!)? Dacz. Thomas Alva Edison? Korzenie holenderskie. Vincent van Gogh (po któż to inny wpadłby na pomysł, aby uciąć sobie ucho?)? Holender. Gerard Adriaan Heineken (po któż to inny, może stworzyć takie piwo, które sam James Bond woli pić zamiast Martini  z wódką wstrząśnięte nie mieszane?!)? Oczywiście Dacz. Coś w tym jest, że nawet, jak teraz zamknę oczy, to holender, I see Dacz people... Zaraz się kurde okaże, że nawet nasz polski Kopernik był z matki Holenderki. Damn it! Wszystko możliwe, wszak panieńskie nazwisko matki Kopernika nie brzmi zbyt polsko, bo jakoś tak Watzenrode. A i Konrad Wallenrod zaraz okaże się Daczem...

I teraz będzie szok, bo co tam, penetruję zagadnienie głębiej. I teraz kropla w morzu celebrytów, tudzież prawdziwych uzdolnionych ludzisk z showbizu, którzy mają daczowskie korzenie. Angelina Jolie, Kim Kardashian, Wentworth Miller (po nim akurat można było się tego spodziewać...), Christina Aguilera, Matt LeBlanc, Marlon Brando, Robert De Niro, Johnny Depp, Michael Douglas, Charlize Theron, Clint Eastwood, Zac Efron, a nawet Serena van der Woodsen z Plotkary i doktor House! Tak to rzecze Wikipedia. Dla porównania sławy z polskimi korzeniami (takie, co to się zna ze słyszenia i widzenia z telewizji, tudzież z Pudelka) to Scarlett Johansson i Martha Stewart. Bo tak, my polskie kobiety słyniemy z urody, sex appealu i zdolności pani domu, których mogą nam pozazdrości bohaterki Gotowych na wszystko... Czyż nieprawdaż? ;)

Ale co to ja chciałam napisać? A! Już wiem! Chciałam Wam przedstawić dziesięć holenderskich wynalazków, tudzież pomysłów, które przeszły lub zapewne wkrótce przejdą, do historii! Oto i one:  

1. Dziwaczne rowery
Znacie to holenderskie powiedzenie, pokaż mi swój rower, a ja powiem ci, kim jesteś? Jak zapewne stali czytelnicy Wydaczonych wiedzą już, jestem posiadaczką roweru w kolorze żółtym, co zapewne świadczy, że jestem w głębi duszy krypto-turystką w tym kraju i w tym mieście. Panie, ja tu tylko przejazdem... Dzięki daczowskiej fantazji, wybór rowerów jest tu spory. Od klasycznych modeli po dziwaczne stwory. Małe i składane, takie w sam raz do pociągu. Albo takie, na których jeździ się w pozycji leżącej. Albo tak zwane cargo bikes lub nazywane bardziej z daczowska bakfiets, wyglądające jak taczka, w którą wkłada się, na przykład, dzieci (takim rowerem, zapewne ze względów praktycznych, wozi się też nawet sam daczowski Święty Mikołaj Sinterklaas i jego rasistowscy pomocnicy). Daczowska fantazja w konstruowaniu rowerów nie ma ograniczeń. Nie bez kozery też typ jednego z najbardziej popularnych i hipsterowskich rowerów nosi nazwę holenderka. Rower w Holandii to nie tyle, co środek lokomocji, ile stan umysłu, więc fantazja przy jego konstruowaniu nie ma u Daczy limitu...


2. Buienalarm
Aplikacja na phona, iPhona tudzież smartphona, bez której już nie wyobrażam sobie życia w Daczlandii. Zawsze ostrzega mnie przed deszczem a i dokładnie pokazuje, jakimi falami będzie przebiegać ulewa. Kiedy będzie lać jak z cebra, a kiedy tylko kropić. I pokaże to co do minuty, choć tylko, a może aż, dwie godziny naprzód. To chyba jeden z najmądrzejszych i najbardziej praktycznych holenderskich wynalazków. Czasem naprawdę wystarczy poczekać w domu tylko pięć minutek, by nie przemoknąć do suchej nitki. Instalujta, instalujta w swych telefonach, jeśli jeszcze tego appa nie macie. Buienalarm to kolejny stopień wtajemniczenia, czytać, wydaczenia...

 
3. Gin
Tak! Nie piwo, ale gin jest holenderskim odkryciem. To wiele tłumaczy, dlaczego mój luby jest takim koneserem i kolekcjonerem ginu, choć sam mocno się zdziwił, gdy mu powiedziałam, że ten specyficzny smaczek tego trunku zawdzięcza jednemu ze swoich rodaków. Ten szlachetny alkohol wynalazł niejaki Dacz Franciscus Sylvius żyjący sobie w latach 1614-1672 i początkowo był on sprzedawany, jako lekarstwo... Nie wiem, jak Wy, ale ja tam ginem mogę się leczyć na wszystkie dolegliwości i choroby tegoż świata ;)

4. secondlove.nl
 Czyli portal dla tych nie tyle, co szukają pierwszej miłości, ile drugiej. Czyli czytajcie: partnera do zdrady, bo ci, co kochają zdradzać, też mają prawo do miłości. Wszystko jest jasne, reguły z góry ustalone, bo w sumie wcale nie miłości szukacie na tej stronie, ale kogoś do niecnych schadzek. Wiecie, skoro można mieć ciuchy z drugiej ręki, to czemu nie również cudzą żonę? Tudzież męża? Tylko nosić trzeba na zmianę... z kimś innym. Bo w sumie nawet, jeśli ktoś jest w związku, to czemu by nie poszerzyć swój status o inne opcje? Stronę reklamuje takie oto hasełko Flirten is niet alleen voor singles, czyli Flirt nie jest tylko dla singli, czyli jakże miło i wesoło, kiedy zdradzać mogę w koło. Spoko, strona ma "tylko" 400.000 zarejestrowanych użytkowników. Ktoś chętny?


5. Big Brother
Oczywiście, że ten program wymyślili Holendrzy, a dokładnie niejaki producent John de Mol w 1997 roku. Wszyscy znamy z widzenia niechęć Daczy do wynalazku zwanego powszechnie firanki, stąd taki pomysł na podglądanie innych w zamkniętym pomieszczeniu, narodził się nie gdzie indziej, a właśnie w Daczlandii.

6. Plaszak
To już było, ale tak mi się spodobało, że powtórzę. Plaszak, czyli torebka do sikania, został uznany według Daczy w 2011 trzecim najpopularniejszym słowem roku. Czymże jest więc ten wynalazek? Ano wytworem holenderskiej kolei, która w swej fantazji wcale nie ustępuje naszemu swojskiemu, polskiemu PKP, który w swoim pierwotnym przeznaczeniu miał służyć za ekwiwalent braku toalet w holenderskich pociągach. To taka torebeczka przypominająca tą, co jest na wymioty w samolotach, tyle że Plaszak (a mówiąc poprawnie, de Plaszak) jest z plastiku i nie oddaje się do niego pawia, tylko siku.


7. Fotoradar
Zgadza się, ten ulubiony wynalazek wszystkich kierowców to wytwór holenderskiej firmy Gatsometer BV. Nic jednak w tym dziwnego zważywszy na fakt, jak Dacze uwielbiają przestrzegać tych swoich kwasów i zasad... Gdzie holenderskie coffeshopy zaopatrują się w trawę, czyli daczowskie kwasy i zasady

8. Martwy kot, jako dzieło sztuki
Niejaki Bart Jansen, Holender, znany, tudzież tak zwany, artysta, zrobił ze swojego martwego kota Orville'a "dzieło sztuki", czyli latawiec. Ów "dzieło sztuki" o nazwie Orvillecopter rzeczywiście lata i jest sterowane za pomocą pilota. Kot, który zmarł w wyniku potrącenia przez samochód, dobrze został zakonserwowany. No wygląda prawie, jak żywy. Prawie, jak żywy, tyle że martwy. No i lata. Martwy, ale lata. Sterowany. Na pilota. Sztuka - makabra, a raczej makabreska. A dokładniej już, to groteska. Uwaga dzieci! Nie próbujcie tego w domu!

 
 9. Małżeństwa tej samej płci 
1 kwietnia 2001 roku w ratuszu na Waterlooplein w Amsterdamie pobrały się pierwsze nie tylko w Holandii, ale i na świecie, cztery pary tej samej płci. Ba! Co więcej, ślubu im udzielił nie kto inny, jak sam burmistrz Amsterdamu - Job Cohen! Nie, to nie był primaaprilisowy żart, tylko dzień, w którym Holandia oficjalnie stała się pierwszy krajem na świecie, który zalegalizował małżeństwa osób tej samej płci. Za Holandią szybko poszły w ślady inne liberalne kraje, ale co tam! Dacze byli pierwsi!

10. Podróż na Marsa 
Tutaj holenderska fantazje bije na głowę wszystko inne, co powyżej. Nawet powieści s-f i stary film z Arnoldem Schwarzeneggerem Pamięć absolutna, który, co ciekawe, jest dziełem nikogo innego a... holenderskiego reżysera Paula Verhoevena! Zresztą, o tym szalonym daczowskim pomyśle, mogłabym osobny post, a nawet i ba!, osobną książkę napisać. Więc w skrócie, w 2023 roku kilka osób pojedzie na Marsa z biletem w jedną stronę. Tak, ta szóstka już nigdy nie wróci... Już zgłosiło się 200.000 (!) chętnych kandydatów, którzy do końca życia chcąc oglądać tylko piach. Ich misja na Marsa to w skrócie rozmnażanie się i kolonizacja czerwonej planety. Czekajcie już na nowy blog Wymarsowieni. Więcej dowiecie się o tej idei z poniższego linku oraz video. I jak będziecie oglądać ten film pomyślcie sobie: TAK, TEN POMYSŁ NARODZIŁ SIĘ W DACZOWSKIEJ GŁOWIE! TAK! TO JEST HOLENDERSKI PROJEKT! TAK! DACZOM SKOŃCZYŁA SIĘ MOŻLIWOŚĆ KOLONIZOWANIA ZIEMI, TO WZIĘLI SIĘ ZA MARSA! TAK! TO NIE JEST ŻART Z CYKLU SIENCE FICTION, TYLKO KOLEJNA EDYCJA BIG BROTHERA, TYLE, ŻE NA MARSIE...

Tutaj przeczytacie więcej o wyprowadzce na Mars:
 Jak polecieć na Marsa i nigdy nie wrócić? Tak, to możesz być Ty!


4 komentarze:

  1. naprawde super tekst! gratki! to chyba jeden z twoich najlepszych postow! a z tym marsem to mnie zabilas! raz, ze jest taki projekt, a dwa, ze wpadli na jego dacze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! A co do Marsa to też byłam w szoku ;)

      Usuń
  2. no bez przesady ale wszystkie posty są dobre i coś wnoszą :)
    a taki bakfiets to świetna sprawa,swego czasu nawet się do takiego przymierzałam ;)
    http://www.garnek.pl/wdadeso/4910547/troche-techniki-i-babulka-sie

    pozdrawiam serdecznie z Londynu :)
    ps; a święta znowu w Amsterdamie już się doczekać nie mogę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękować i pozdrawiać nawzajem :)
      A to zdjęcie made my day! Takiego rowerku to jeszcze tu nie widziałam! Rolls-Royce wśród bakfietsów! I w ogóle wśród fietsów ;)

      Usuń