czwartek, 5 września 2013

Oszukać przeznaczenie po daczowsku, czyli historia Hani & Michała

Ja nie wiem, co to się dzieje, jak to się dzieje, ale coś jest na rzeczy z tymi różnymi historiami mieszkań znajomych Wydaczonych. A to Gosi okradli mieszkanie złodzieje-fashioniści Jedzenie, hipstersi, szmatki i traumatyczna historia Gosi, a to ostatnio usłyszałam mrożącą krew w żyłach i powietrze w płucach opowieść o mieszkaniu znajomej pary z Haarlemu. No WTF? Ale po kolei. Zacznę może od początku.

W mieszkaniu Hani i Michała w Haarlemie gościłam raz. Na Hani urodzinach. Była to impreza w temacie filmowym, gdzie mieliśmy przebrać się za kultowe postacie z filmów. Luby był Wielkim Gatsbym, a ja Mią z Pulp Fiction (czarna peruka, bose stopy i takie tam klimaty). W każdym razie, od pierwszego wejrzenia, od pierwszej sekundy, zakochałam się w ich mieszkaniu. Zakochałam się w tych wysokich sufitach i klimatycznych pokojach rodem z przedwojennych polskich kamienic. No mieszkanie miało swoją duszę. I jak się niestety okazało później, była to dusza z piekła rodem.


Hania z Michałem planowali przeprowadzkę do innego mieszkania. Nie widzieliśmy się już jakiś czas (bo wakacje, bo wyjazdy, bo różne perturbacje), aż w sierpniu wreszcie wybraliśmy się z Basią i z lubym do Haarlemu na festiwal Jazz & More (z czego po jednym dniu bycia na tym festiwalu mogę stwierdzić, że było to bardziej more niż bardziej jazz). Nie tylko wybraliśmy się tam dla muzycznych uniesień, ale głównie po to, by spotkać się z Hanią, z Michałem, tudzież innymi poznanymi ludźmi (Ania-pozdrawiam!) i wypić z nimi piwko, tudzież wódeczkę. Bo jakżeby inaczej?!

No i tak sobie siedzimy na miejskiej plaży, na beforku, jemy pizzę, pijemy piwko, zbieramy się na festiwal, jest pięknie, sielsko-anielsko, deszcz tylko kropi a wiatr zawiewa tylko ze wschodniej strony i nagle Hania mówi O kurczę, nie opowiedzieliśmy wam co się stało z naszym mieszkaniem! Co? - pytam. Michał mi odpowiada Spaliło się niemal doszczętnie. Hania dodaje Trzy dni po naszej wyprowadzce. Co proszę? Słucham? No najgorsze jest w tym wszystkim, że nowi lokatorzy wprowadzili już się do tego mieszkania i mieli tam już wszystkie swoje rzeczy, choć na szczęście ich samych wtedy nie było, jak wybuchł pożar w nocy. Spali gdzie indziej. 

Uwierzycie? To dopiero znaczy oszukać przeznaczenie! Trzy dni po przeprowadzce... Szok! Michał opowiadał, że był w tym spalonym mieszkaniu. Widział ich dawną, spaloną sypialnię... Gdyby z Hanią się nie wyprowadzili, tamtej nocy spaliby w tym, spalonym teraz, łóżku... Brzmi to dość makabrycznie, nie sądzicie? No stare mieszkanie ze starą instalacją. Shit happens. Dobrze, że ktoś z ulicy zauważył pożar i zaczął w nocy dzwonić domofonem, bo udało się w ten sposób obudzić i później ewakuować dawnego sąsiada Hani i Michała, który ma teraz ponoć dziurę w podłodze i widok na to pogorzelisko...

Najgorzej ma ta para, bo już mieli w tym mieszkaniu wszystkie swoje rzeczy, które spłonęły. To młodzi ludzie, to było ich pierwsze wspólne mieszkanie... Smutno dokończył Michał. A ja głupia czasami lamentuję, jakie to ja mam problemy i kłopoty. A tu Daczom w ogniu piekielnym spłonął, by nie powiedzieć górnolotnie, cały dorobek ich życia. A Hania z Michałem to chyba naprawdę oszukali przeznaczenie... Brrrr! I jak tak człek sobie pomyśli, że czasem takie niby zwykłe decyzje, jak zmiana mieszkania, potrafią zadecydować o naszym życiu, to jak tu nie wierzyć w opatrzność niebios i losu?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz