niedziela, 15 września 2013

Fellini w Eye Museum, czyli troszkę kultury

Drodzy Wydaczeni! Jeszcze tydzień potrwa wystawa poświęcona twórczości Federico Felliniego w Eye Museum w Amsterdamie. Byłam, zobaczyłam i się zachwyciłam. I nie tylko dlatego, że w latach wczesno-młodzieńczych La Dolce Vita na tyle zawładnęła moją wyobraźnią, że sama władowałam się w wieczorowej kiecce do fontanny na wrocławskim rynku (co skończyło się mandatem od straży miejskiej...), ale choćby by pooglądać coś, o czym nawet nie miałam pojęcia, że prowadził Fellini, czyli jego... Dziennik snów!


Otóż Fellini był nie tylko genialnym reżyserem, ale pędzlem też nieźle potrafił władać. Patrząc na jego obrazy i rysunki mogę śmiało twierdzić, że był takim połączeniem Pablo Picassa z Salvadorem Dali. Fellini też zmagał się z dziwnymi snami, co nieźle nam koresponduje tu z ostatnim postem. I see Dacz people....

W każdym razie jeden psychoterapeuta polecił Felliniemu, by te sny zaczął jakoś dokumentować. Więc Fellini stworzył Dziennik snów, w którym rysował te co bardziej hardcorowe, pisząc z boku swoją analizę. Dla mnie to wręcz fascynujące zobaczyć, co siedzi w ludzkich umysłach i co potrafi zrodzić wyobraźnia w trakcie fazy REM. Na tyle wręcz zainspirowałam się Fellinim, że na poważnie zaczynam myśleć, by tak owy dziennik też zacząć prowadzić, tylko może nie malować tych snów, co je opisywać ;)

Wystawę polecam, choć to ostatni dzwonek, by się na nią wybrać! Dla zachęty i przynęty kilka fotek poniżej, choć z samej wystawy mam tylko dwa zdjęcia, bo obowiązywał zakaz robienia fotek (a ja zła i niedobra te dwie ustrzeliłam, a co!). No i ciekawa jestem, jaka wystawa szykuje się po Fellinim. Byłam też na wystawie Kubricka w Eye kilka miesięcy temu i też spędziłam dobrych kilka godzin na jej oglądaniu (była tam nawet maszyna do pisania ze Lśnienia, na której Jack Nicholson pisał All work and no play makes Jack a dull boy, bądź maska Toma Cruise'a z Oczy Szeroko zamknięte, ostatniego filmu Kubrica). Mam więc nadzieję, że następna wystawa będzie poświęcona Almodovarowi albo Cronenbergowi, którego w tym miesiącu przerabiam i urabiam z lubym wieczorami (dziś Nierozłączni, jutro Nagi lunch!).

Kilka praktycznych wskazówek. Do Eye Museum dostaniecie się darmowym promem z Centraal Station, który kursuje co 6 minut. Po wystawie warto pójść na lunch bądź kawę do tamtejszej restauracji, która ma niesamowity klimat i magiczny widok z tarasu. Możecie też pójść później do kina, które również znajduje się w muzeum. Coś całkiem innego, niż Pathé ;) Właściwie wycieczka do Eye Museum to pomysł na cały dzień. Wystawa, lunch i kino. Polecam zwłaszcza w takiej właśnie kolejności w tym małym cudzie architektury!


A tu ciekawostka. Na wystawie można było również oglądać zdjęcia, które wysyłały Felliniemu fanki i fani (zwłaszcza ci odmiennej orientacji). Ta pani z tym lalkami, czy raczej urwaną lalce głową, jakoś szczególnie zwróciła moją uwagę...


A tu fragment Dziennika snów... Hmm... Ciekawe co na ten sen powiedziałby Zygmunt Freud?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz