środa, 10 lipca 2013

Why so serious? Czyli polowanie na Daczki

Dziś będzie dość kontrowersyjny temat, bo dziś na celownik weźmiemy… Daczki. Nie będzie to może polowanie na czarownice, choć fakt faktem, zdarza mi się czasem mieć ochotę strzelić jednej czy drugiej w tyłek jarzębiną z procy, ale naprawdę już tylko wtedy, gdy odzywa się we mnie bezradne dziecko. Ponieważ Daczki, nie tyle co mogą człowieka wkurzyć, ile porządnie zaleźć za skórę. Zatem, sezon polowania na Daczki uważam za rozpoczęty.


Gdy przeprowadziłam się do Amsterdamu to pierwsze, co mnie bardzo zdziwiło rozglądając się po ulicach, to wygląd tutejszych kobiet. Może poza turystkami, które bez większego problemu i wysiłku można wyłowić z tłumu (75% z nich to Azjatki z aparatami fotograficznymi i rozłożoną mapą), wszystkie kobiety wyglądają tu prawie tak samo. A uściślając, wszystkie Daczki. Wszystkie noszą blond, prawie nigdy niefarbowane włosy (nawet, gdy już mają siwe, sic!) i zazwyczaj rozpuszczone albo upięte w tak zwany niedbały koczek. Prawie wszystkie są wysokie (niektóre ekstremalnie), o mocnej budowie ciała i mniej lub bardziej piegowate.

Wszystkie też ubierają się na jedno kopyto. Co jedna założy, później wszystkie małpują, choć nie będziesz nigdy wiedzieć, która z nich była prekursorką danego trendu. I zawsze, ale to zawsze, czy na co dzień, czy na wielką galę, ubierają się casual. Bardzo rzadko którakolwiek z nich chodzi w sukience czy spódnicy, bo tu królują jeansy i t-shirty, choć trzeba przyznać, że zawsze najlepszej jakości. Może właśnie przez to większość mężczyzn nie uważa Daczki za zbyt... seksowne. So sorry...

Gdy mieszkając jeszcze w Polsce żartobliwie pytałam lubego, dlaczego nie znajdzie sobie dziewczyny u siebie w kraju, którą będzie mieć na miejscu, kręcił tylko głową mówiąc: przeprowadzisz się do Holandii, to sama zobaczysz. I zobaczyłam. Zobaczyłam kobiety, które jak Rihanna odwyku, boją się w jakikolwiek sposób i czymkolwiek wyróżnić z tłumu. Nawet można czasem odnieść wrażenie, że większość z nich upodobniła się do facetów. W głowie tylko kariera i praca, a na twarzy determinacja, zaciętość i brak jakiegokolwiek uśmiechu. I choć daleka jestem od bycia fanką słodkich idiotek, to jednak chyba wolę ich wersję niż bycie so serious.


I niby wszystko pięknie, i niby wszystko ładnie, tylko o czym z taką Daczką gadać, jeśli wyczerpały się tematy pogody i pracy? O czym gadać z taką, która nie ma nawet własnego hobby, a jeśli już ma, to na 90% związane ze sportem? Sorry, ale to, że chodzisz trzy razy w tygodniu na aerobik czy Zumbę jeszcze nie świadczy o byciu czegoś pasjonatem. To może też tłumaczy fakt, dlaczego mam zaledwie dwie holenderskie koleżanki, które i tak widuję bardzo, bardzo rzadko.

No może faktycznie Polka i Daczka to nie dwa bratanki, choć jakieś skrajnej antypatii raczej tu nie ma. Dla równowagi więc wspomnę o tym, co lubię w Holenderkach, a mianowicie ich przebojowości. Tak, przebojowości! Co prawda nie przejawia się ona ani w ich ubiorze, ani w ich zachowaniu, ani w doświadczaniu życia, ale za to przejawia się ze zdwojoną siłą w ich sposobie myślenia. Może to być cecha całego narodu, bo tam, gdzie ja widzę przeszkodę nie do przeskoczenia i problem nie do rozwiązania, zarówno Dacz, jak i Daczka widzą wyzwanie, którego się podejmują. Kiedy mi się nie chce (wspominana już kiedyś ta moja bykowa cecha lenistwa) i tylko pragnę, aby wszyscy dali mi wreszcie święty spokój, Holenderka bierze się do działania. Naprawdę jest to dla mnie bardzo imponujące, tudzież inspirujące, bo sama taką cechę z chęcią i ochotą wzięłabym w posiadanie. W każdym razie jestem chyba na dobrej drodze, bo ponoć ta cecha do nabycia jest tylko w Amsterdamie.

Z drugiej strony przebojowość Daczek idzie czasem w pewne ekstremum i nasila się wtedy u takiej zbytnia pewność siebie idąca nierzadko z arogancją, a nawet w skrajnych przypadkach, z agresją. Najczęściej ujawnia się to podczas… ich jazdy na rowerze. No tak, pokaż mi, jak jeździsz swoim bikem po mieście, a ja powiem ci, kim jesteś. Albo nie jesteś. Nie jesteś droga Daczko przede wszystkim zbyt kobieca. To po pierwsze. Po drugie, prawie zawsze, ale to zawsze, abstrahując już od tego kto ma, a kto nie ma pierwszeństwa, wjeżdżasz ludziom prawie pod koła śpiesząc się nie wiadomo dokąd (agenda goni?). I po trzecie, zawsze jedziesz twardo przed siebie z zaciętą miną wyrażającą permanentne zatwardzenie i wszędzie musisz być pierwsza, jakby od tego zależało twoje życie. I tak widzę cię generalnie, jako wysoką blondynkę, z małą pupą oraz z małymi piersiami i pewną siebie karierowiczkę, ale że zawsze należy ci się wszystko, należy więc ci także przyznać, że cokolwiek robisz, jesteś kobietą pełną uroku. Zresztą, jak my wszystkie! 


PS Oczywiście jazda na rowerze to niby taka metafora życia ;)

4 komentarze:

  1. z małą pupą???Daczki? No way

    OdpowiedzUsuń
  2. Z ta uroda Holenderek to prawda. Pamiętam jak będąc lat temu 15 na obozie wędrownym z holenderskimi skautami przemierzaliśmy trasę z Amsterdamu do Bergen op Zoom i wszyscy moi koledzy byli baaaardzo zawiedzeni tym faktem (nie dość ze wędrowaliśmy ze skautami a nie skautkami to na dodatek po drodze nie było na czym "zawiesić oka"). Na koniec jadąc już pociągiem do Bredy skąd mieliśmy autobus powrotny do Polski, kolega zwrócił uwagę na przechodząca Pania komentując: No w końcu jakaś ładna dziewczyna!!, na co otrzymał od niej odpowiedz... po polsku: Dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok holenderki ubieraja sie casual i wszystkie wygladaja tak samo ale wg mnie wlasnie sa piekne, bardzo naturalne. A polki tragedia. Albo gruba andzela z tradzikiem i kilogramowa tapeta albo karyna z postrzepionymi wlosami farbowanymi na czarno

    OdpowiedzUsuń