środa, 3 lipca 2013

Czy śmiech jest zaraźliwy? Czyli robimy mały 'eksperyment' na Daczach w amsterdamskim metrze!

No chyba słowo się rzekło, niebo zastąpiło chmurami, a ziemia nabrzmiała od deszczu. Dopiero co chwaliłam tutejszą pogodę, a już chyba trzeba się pożegnać z latem. Bo gdzie to słoneczko, co tak ładnie rozpromieniło nam ostatnią niedzielę?! No pytam, gdzie do cholery? Dawać tu znowu trochę ciepła! I to mi szybko! Już! Chcę naładować swoje akumulatory, a tu klops. No to trzeba szukać alternatywnego źródła energii. Wiecie więc zatem, co jeszcze dodaje masę energii? Śmiech! Mówią, że śmiech to zdrowie, a zakalec to trucizna. Mówią, myj rączki przed jedzeniem i nie dłub w nosie. Zakalec bardzo lubię, rączki zawsze myję, a dłubię sporadycznie i tylko wtedy, gdy nikt nie widzi. A co ze śmiechem? Śmieję się, gdy ktoś opowie mi dobry dowcip albo gdy oglądam Family Guy'a. Ale jakoś tak nigdy nie śmiałam się "na żądanie", tak z siebie samej. Bo czy tak w ogóle można? I znów moje myśli wracają do tej ostatniej słonecznej niedzieli i nie tylko ze względu na doskonałe warunki atmosferyczne panującego tegoż to dnia. Otóż stało się wtedy coś jeszcze. A historia ta ma swój początek na moich ostatnich lekcjach holenderskiego...


Wspominałam już, że moja nauczycielka, pół-krwi Polka, pół-krwi Holenderka, prowadzi również terapię śmiechem. W sumie jest to też trochę taka odmiana jogi, ćwiczenia połączone z medytacją i ze śmiechem. Dość oryginalny sposób na relaks i odprężenie, choć mówiąc szczerze, po godzinie takiego śmiechu brzuch boli bardziej, niż zrobienie tysiąca brzuszków czy ćwiczenie A6W. Marieke, bo tak moja korepetytorka ma na imię, zapytała, czy w niedzielę nie mam ochoty wziąć udziału w małym eksperymencie. Jasne, jeśli tylko nie chodzi o oddanie nerki czy innego narządu, to idę w to w ciemno! Mnie do szalonych pomysłów nigdy nie trzeba długo namawiać.

Eksperyment polegał na tym, że grupa od jogi z Marieke na czele, chciała sprawdzić, czy śmiech jest zaraźliwy. Plan był prosty. Mieliśmy spotkać się przy biurze turystycznym na Centraal Station Amsterdam w niedzielę w południe. I tak biorąc lubego pod pachę przybyłam na spotkanie. Zebrała się grupa 10-ciu osób, 4 panie (w tym ja-Polka i druga koleżanka Brytyjka) oraz 6-ciu panów (100% Daczy). Przywódcą gangu został niejaki Roderik, człowiek liczący dwa metry wzrostu (!). Akcja miała przebiec w ten sposób, że rozpraszamy się w wagonie w metrze jadącym z CS do Amstelstation. W wagonie Roderik niby to miał przeczytać jakiegoś zabawnego SMSa i zacząć śmiać się na cały głos. I tak każdy z nas po kolei również miał wybuchnąć śmiechem i śmiać się tak nieprzerwanie, aż zajedziemy na Amstelstation. Mi przypadło w tym eksperymencie zadanie szczególne, bo ze względu na filmowe wykształcenie zostałam wyznaczona do sfilmowania całego eksperymentu....

 I teraz wyobraźcie sobie oto taką sytuację... Niedzielne słoneczne popołudnie i jadą sobie spokojnie, jak gdyby nigdy nic, mający kijki w tyłku i niczego nieświadomi, co zaraz nastąpi, Dacze. Naród z rzadka uśmiechnięty, a co dopiero śmiejący się pełną parą, by nie powiedzieć, pełną gębą. A tu nagle bez ostrzeżenia, bez przyczyny i bez hamulców ludzie wkoło zaczynają... piać! Pewnie myśleli, że to jakiś atak terro-śmiecho-rystyczny! A teraz wyobraźcie sobie, że tylko 20% osób biorących świadomie udział w tym eksperymencie to obcokrajowcy, a reszta, czyli 80% to Dacze, którzy zaczęli piać w tym metrze, jak pan Zenek, który zakupił sobie HBO, a dostał dekoder Polsatu. Niektórzy śmiechem przypominali zarzynaną świnkę, inni mieli śmiech à la czkawka, a jeszcze inni rżeli jak konie. Ja jako kamera-girl śmiać się nie musiałam, ale naprawdę nie mogłam się tam nie śmiać! Natychmiast włączył mi się mój śmiech w tonacji Miss Piggy (ręka nieźle mi drżała, więc kręcić było mi bardzo ciężko, oj ciężko, co pewnie będzie widać na filmie, tak jak i będzie słychać moje rżenie) i tak siedząc z lubym, który robił czasem zdjęcia całego zajścia, śmialiśmy się do łez wyglądając mniej więcej tak:


I tak:


I jeszcze tak, na bogato:


I może też trochę tak, z buziakiem i na bogato:


I chyba to zdjęcie najlepiej obrazuje nas w tej zaistniałem sytuacji w metrze (rozdziawione buzie i ekstaza wypisana na twarzy):
 

Geneza tych zdjęć jest taka, że mój luby nazywa mnie głupiutką świnką, czyli Silly Piggy, a ja jego Żabą (że niby może wreszcie za którymś pocałunkiem zamieni się w księcia). Spokojnie, spokojnie, jak na wojnie. To był tylko taki żarcik w ramach poprawienia Wam humoru (choć faktycznie tak się pieszczotliwie przezywamy). Naprawdę to wyglądało to tak:

 Zbiórka na CS Amsterdam (już było dobre pianie):


 Czas ruszyć metrem!


 I już po wszystkim! I już na Amstelstation (dalej jest dobre pianie):


I wracamy na CS Amsterdam. Może by tak powtórka?


 No ba!!!


I teraz pozostaje pytanie, czy eksperyment się udał? Udał i to jak najbardziej! Ponieważ robiłam film nie moją kamerą, nie posiadam go w chwili obecnej, by go Wam tu zademonstrować. Obiecuję, że jak tylko dostanę go w swoje łapki, na pewno Wam pokażę na dowód tego, że Daczy da się rozkręcić! I to jak! Choć z własnej obserwacji mogę stwierdzić, że naszym wybuchem śmiechu zaraziło się mniej lub bardziej intensywnie, jakieś 75% osób w wagoniku i, co ciekawe, głównie byli to turyści oraz osoby z klasy średniej, czy też jak to zwą, robotniczej. Ci, co wyglądali na przysłowiowych 'wykształciuchów' obserwując nas pukali się w czoło i mieli wypisane na twarzy: co za banda idiotów. Ja w każdym bądź razie wcale nie czułam się podczas tego eksperymentu jak jakaś idiotka. A wręcz przeciwnie. Czułam się tak normalnie i tak naturalnie, jak jeszcze nigdy dotąd w Amsterdamie. Mówią, że śmiech to zdrowie i eksplozja endorfin w mózgu i właśnie oto odkryłam, dlaczego Dacze są zawsze tacy poważni i na dystans aż do bólu. To proste - ZA MAŁO SIĘ ŚMIEJĄ! Zatem rada na dzisiaj - śmiej się nie z Dacza, ale do Dacza! I śmiej się też czasem bez powodu - aby żyło Ci się w Holandii lżej na duchu;)

2 komentarze:

  1. Nie mogę się zgodzić z tym, że Dacze się nie uśmiechają. Odkąd przyjechaliśmy to każdy, z którym rozmawialiśmy i wielu, których mijaliśmy się uśmiechali.. Aż nas to barddzo pozytywnie zaskoczyło, że tak dużo się uśmiechają, a nie smęcą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, czytam dalej i szok! Masz odwage dziewczyno zeby robic takie akcje!

    OdpowiedzUsuń