środa, 17 lipca 2013

Co Holendrów dziwi w Polakach, czyli 13-ście prawd o Wydaczonych

 Śmiejemy się ze skąpstwa Daczy, z ich sztywniactwa czy wybiórczej tolerancji. Żartujemy tu tak sobie, że nie ma Dacza bez agendy, tak jak nie ma Dynastii bez Alexis. Ale, gdy my tu tak sobie śmiechu i chichu z tych daczowskich przywar, w tym czasie Holendrzy również patrzą na nas czasem spod byka myśląc: you make my day, Polaczku! Dziś więc hop siup, zmiana frontu, hop siup odwracamy lustro i dziś przyjrzymy się naszym polskim przywarom, które rozśmieszają tak Daczy, aż obnażają zęby i wprawiają ich w permanentne zdziwienie pod tytułem wtf? (Why They're Freaks?). Oto przed Wami nie tyle, co parszywa trzynastka, ile przaśna niczym wiejska potańcówka w remizie na dożynkach 1988 w Grzybowie pod hasłem Szał i czar-par PGR-u. Zaskakująca niczym sławetny wówczas występ Grzybowianek z Koła Gospodyń Wiejskich. Oto więc i ona:

1. Kolejki.

No to zostało nam po czasach PRL-u. My Polacy chyba w jakiś masochistycznych zapędach kochamy kolejki i kochamy w nich stać. W Holandii już tej wątpliwej przyjemności raczej nie uświadczymy, chyba, że chcemy się wybrać do domu Anne Frank, tudzież innego popularnego muzeum. Na poczcie, w bankach, w urzędach czy w takim markecie w Holandii, idzie to bardzo szybko i sprawnie. Zatem, gdy Dacz ma pójść w Polsce na pocztę czy na zakupy do Tesco, szlag go trafia i psioczy po holendersku wniebogłosy. Bóg go jednak nie usłyszy (w Polsce bóg rozumie tylko po polsku) i biedak musi tak odstać te swoje kilka, kilkanaście, czy w ekstremalnych przypadkach, nawet kilkadziesiąt minut, aby wysłać do rodziców kartkę z takiego Krakowa na przykład.


2. Jedzenie jednym sztućcem.

Serio, serio. Cokolwiek je Dacz, zawsze używa do tego albo widelca i noża, albo widelca i łyżki. Zupa jest tu jedynym wyjątkiem, stąd może w Holandii prawie zup się nie jada (bo nie wypada). Dla Holendra to szczyt zniewagi, braku kultury i ogłady, gdy w towarzystwie będziesz jeść tylko widelcem. Bo jak to? Czemu? Przecież nie jesteś tu sam, świntuchu! Tyczy się to nawet sałatek, którą Dacz zawsze zje przy użyciu widelca i łyżki. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, ja się przyzwyczaiłam. Ba! Nawet do tego stopnia się wydaczyłam, że jedzenie jednym sztućcem faktycznie wydaje mi się jakoś takie nieestetyczne. Jakoś takie mało eleganckie.

3. Jedzenie obiadu ok 17.00.

I tu zawsze jest o to z lubym wojna światów. On najchętniej zawsze jadłby obiad (!) o 20.00, a nawet 21.00, a ja twardo chciałabym się trzymać 17.00. No może 17.30. I co? I ruskim targiem, a raczej daczowskim, stanęło na 19.00, co przez pierwsze pół roku zaowocowało dodatkowymi kilogramami tłuszczu, które musiałam wytopić na siłowni, aby zmieścić się w moje letnie sukienki. Holendrzy taki nasz polski obiad jedzą bardzo późno, później nawet niż my Polacy jemy lekką kolację. Cóż, zrozumiałabym to może, gdybyśmy żyli w takim ciepłym kraju, jak Włochy czy Grecja na przykład, gdzie przez upały chce się jeść dopiero po zachodzie słońca, ale tutaj? W tej krainie niemal wiecznych deszczów? No to tłumaczy, dlaczego tak dużo Daczy i Daczek bardzo intensywnie uprawia sport i siedzi w siłowniach do 23.00. Przecież trzeba to jakoś spalić!

4. Klaskanie w samolocie.

Oj tak! To zawsze bawi Dacza, gdy Polacy po wylądowaniu samolotu klaskają, jakby zobaczyli co dopiero małpie show w objazdowym zoo na swoim osiedlu. Sama do końca nie rozumiem czemu? Nie czemu Dacze się wtedy z nas śmieją, ale czemu my właściwie tak ochoczo klaskamy? Jak w chórku u Rubika. Ja wiem, że w ten sposób dziękujemy pilotowi za to, że dolecieliśmy w jednym kawałku do celu i za to, że nie wyrżnął orła przy lądowaniu, ale w sumie to chyba tylko my Polacy tak robimy... Że w tym sensie, że klaskamy. Że jak u Rubika...


5. Wygląd: t-shirty, dresy i krótko przystrzyżone włosy.

Dacz bezbłędnie wyłoni z tłumu Polaka (i wzajemnie). Dla Dacza wszyscy Polacy (nie mylić z Polkami!) wyglądają tak samo. Noszą t-shirty (czasem nazbyt ciasne), dresy, a na elegantsze okazje przywdziewają jeansy. Dacze nie mogą się też nadziwić, dlaczego prawie wszyscy Polacy noszą krótko przystrzyżone włosy. I w ten sposób dla Dacza przeciętny Polak, niczym Azjata, niczym nie wyróżnia się z tłumu i każdy wygląda dla nich niemal tak samo, jak ludziki z klocków Lego.

6. Piwo: półlitrowe i z sokiem.

Dla Daczy wprawionych od pokoleń w piciu piwa, Polacy są prawdziwymi profanatorami tej sztuki. Raz, w Holandii nie dostaniesz prawie w żadnym barze półlitrowego piwa, największa szklanka ma pojemność 330ml, a popularne tu tak zwane fluitje to mają mniej niż 200ml... Dacz nie rozumie, dlaczego Polak nie chce zimnego piwa, tylko sączy te swoje pół litra, które już w połowie robi się ciepłe. Po pierwsze, Dacz nie wie, że Polak rzadko kiedy sączy piwo, a raczej, mówiąc kolokwialnie i dosadnie, chleje je dość szybko. I po drugie, to dość dziwne, że zawsze super oszczędny Dacz nie rozumie tej prawidłowości, że dla Polaka tak jest po prostu ekonomicznej. W ten sposób można zaoszczędzić i pieniądze, i czas, bo po co dwa razy stać w kolejce po nasze polskie małe piwo? A piwo z sokiem to już prawdziwy dramat i horror Dacza, gdy słyszy w barze, jak ktoś tak owe zamawia z sokiem malinowym czy imbirowym. Żegna się wtedy taki Dacz lamentując, że całe pokolenie Heinekenów przewraca się w grobie wymiotując. 

7. Wódka do obiadu.

Może to tylko specjalność mojej babuleńki, ale Dacz nie potrafi zrozumieć, jakim cudem w polskich domach do obiadu zamiast wina, czy w ostateczności piwa, podawana jest wódka. A już na Wielkanoc czy Boże Narodzenie Dacz patrzy na polską rodzinę przy stole, jak na rodzinę Adamsów, jak na bandę wariatów i alkoholików, którzy stukając się kieliszkami tłumaczą, że to na lepsze trawienie. Że to na zdrowie! To dowód dla Dacza, że nam tylko pijaństwo w głowie...


8. Słodkie wina w sklepach i w restauracjach.

I idąc dalej tropem alkoholi, po piwie i wódce, mamy wina, które dla Dacza występują w jednej tylko postaci: wytrawnej. Dla mnie bomba, bo nie lubię słodkich win, ale z drugiej strony jako wielka fanka wolnej woli i wyboru, nie widzę przeszkód, dlaczego w polskich restauracjach czy sklepach nie miałoby być w asortymencie słodkiego wina? No w myśl zasady, dla każdego coś miłego. Jednak Dacze kręcą tylko głową i wyglądają, jakby zbierało im się na wymioty, gdy w polskiej restauracji kelnerka pyta: sweet or dry wine? No znów ta nasza polska profanacja alkoholi!

9. Fusiasta kawa.

Tu kolejna profanacja, bo kultura picia kawy w Holandii to bardzo (po)ważna sprawa! Moja mama jest wielką fanką reliktu komuny, czyli tak zwanej fusiastej kawy. Widząc to pierwszy raz mój luby prawie złapał się za głowę i pytał, czemu moja mama nie przepuści sobie tych fusów przez jakiś filtr? No to tłumaczę mu, że no risk, no fun. W Posce kawa jest nie po to, by się nią delektować, ale żeby taka siekierezada szybko postawiła cię na nogi. I ponoć właśnie (według mojej mamy) nie ma mocniejszej kawy, niż ta pita z fusami osadzonymi na spodzie (i tymi wyplutymi z wierzchu). A już w ogóle, jak moja mama pije swoją fusiastą kawę ze szklanki w srebrnym spodku, luby powtarza wtedy swoje ulubione: silly, silly Polish. Ale mama się jakoś nie obraża. True story.

10. Lektor w tv.

Nie dubbing, nie napisy, ale właśnie lektor. To jest so so Polish! No fakt, nie tylko Dacz jest zdziwiony po raz pierwszy włączając w Polsce telewizor. Ci, co siedzą dłużej za granicą pewnie zgodzą się, że jest to trochę faktycznie bez sensu, gdy monotonny głos jakiegoś faceta (bo nigdy nie kobiety) mówi dialogi wszystkich aktorów. Gdyby zamiast lektora dać tak napisy do wszystkich filmów w tv, pewnie więcej ludzi w Polsce mówiłoby po angielsku. A przynajmniej więcej rozumiałoby w tym języku. Mój luby na początku w ogóle uważał, że ten facet, ten lektor w tv to pewnie tłumaczy, co się dzieje na ekranie, bo to niby taka wersja dla niewidomych.Tak sobie naprawdę naiwnie biedny myślał. Ponoć nie on jeden.

11. Zmienianie tytułów filmów.

To samo się tyczy filmów. Jednak tu akurat to nawet my Polacy bardzo często jesteśmy zdziwieni, jak daleko do granic abstrakcji i jak daleko do granic absurdu posuwa się wyobraźnia polskich dystrybutorów w tłumaczeniu zagranicznych tytułów filmów. Oto kilka najbzdurniejszych przykładów, żeby no wiecie, make your day Kochani.

Filmy:
Wirujący Seks (Dirty Dancing)
Szklana Pułapka (Die Hard )
Podziemny Krąg (Fight Club)
Więzień nienawiści (American History X)
Kac Vegas w Bankoku (?!) (Hangover. Part II)
Oszukać przeznaczenie (The Final Destination)
Szkoła uwodzenia (Cruel Intentions)
 

Seriale :
Moda na sukces (Bold and Beautiful)
Skazany na śmierć (Prison Break)
Gotowe na wszystko (Desperate housewives)
Świat według Bundych (Married with Children)
 
12. Wesela.

I tu dla Dacze jest prawdziwy szok. Kulturowy. Dacz w swym skąpstwie nie będzie wydawał nie wiadomo ile na swoje wesele. Tym bardziej, że nigdy tak owe mu się nie zwróci, jak zdarza się to często w Polsce, bo w Holandii kopertę dać w prezencie to wręcz faux pas! Tutaj co najwyżej zrzuci się 10-ciu Daczy po 10 euro i dadzą na prezent jakiś cooler do szampana. I wsio. Wesele w Holandii zawsze trwa tylko jeden dzień i rzadko można się spotkać, że Dacze zaserwują coś więcej, niż tylko przystawki. A w Polsce? Postaw się, a zastaw się! Dacz na polskim weselu nie może wyjść z szoku i z podziwu, że tyle jedzenia, że tyle picia, muzyka na żywo, a i jeszcze butelkę wódki drugiego dnia dostanie się na wyjściu. Wow! No i jeszcze te koperty w prezencie... Marzenie Dacza. No ale niestety, u nich nie wypada, kopert się nie składa, tylko dostanie taki Dacz ze 3 coolery do szampana i swoje wesele musi przedziadować przy mięsnych kulkach i kilku butelkach piwa, gdzie my w Polsce bawimy się na bogato! Z udźcem, dzikiem czy tam guźcem (taką świnią z Afryki)!

 
13. Polskie słowa: fajerwerki lub ała.

Dacze śmieszą niektóre z naszych spolszczonych z angielskiego słów. Jak usłyszy Dacz nasze fajerwerki nie może przestać się śmiać i dziwić się, dlaczego nie zostawiliśmy fireworks, skoro na przykład weekend w Polsce zostawiliśmy jako weekend, a nie łykend. To samo z naszym polskim ała krzyczanym przez nas w chwilach mniejszej czy większej agonii. Na całym świecie ludzie krzyczą ał, a my Polacy, a co, lubimy sobie wszystko przedłużać, to czemu nie wydłużyć swojego cierpienia, krzycząc donośnie ałaaaaaa! I jak to mówi o nas mój luby, Polacy znają angielski lepiej, niż sami Anglicy, bo u nas zamiast, jak na całym świecie nie mówi się boyband, tylko w liczbie mnogiej boysband!

*I............... piękne kobiety wisienką na torcie :)

Choć tu akurat nie ma się czemu dziwić, bo w Polsce są same śliczne i zadbane kobitki!!! Biedny więc taki Dacz, co się tylko Daczek u siebie naogląda, a przyjedzie do Polski i nie może wyjść z szoku i z podziwu, ile u nas laseczek chodzi po ulicy. No, ale w końcu polskie kobiety to nasze dobro narodowe! I za to wypijmy na zdrowie, abyśmy rosły ładne i zdrowe ;)

28 komentarzy:

  1. "Raz, w Holandii nie dostaniesz w żadnym barze półlitrowego kufla"
    ...a duże piwo ? w niejednym barze/klubie po piątkę albo czasem nawet mniej można dostać półlitrowego browara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, osobiście nigdy nie widziałam poza czeskim pubie w Amsterdamie, Dacza pijącego półlitrowego piwka ;) Ale może do złych barów czy klubów chodzę ;)

      Usuń
    2. Irish pub w Rotterdamie takowe pol litrowe piwka serwuje i moj Dacz z zachwytu nad tym wyjsc nie moze :) Ale piwa z sokiem to niestety nie rozumie i nie akceptuje :)

      Usuń
  2. Najlepsze tłumaczenie tytułu filmu w historii: film z Winoną o tytule "Reality Bites"... Po polsku: "Orbitowanie bez cukru" : D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, o tym zapomniałam, a też zalicza się do "perełek" ;)
      Jeszcze za starych dobrych czasów, kiedy pracowałam jako recenzent filmowy w Gentlemanie, jeden z dystrybutorów permanentnie organizował konkursy wśród recenzentów na tłumaczenie zagranicznych filmów. Pamiętam, jak sama w jednym wzięłam udział, dla jaj oczywiście. Chodziło o film Woody'ego Allena "Whatever Works". I wygrało: "Co nas kręci, co nas podnieca" ze staruszkiem Larry Davidem na plakacie (a on ma chyba z 80lat!)... True story ;)
      Choć niestety to nie był akurat mój pomysł ;)

      Usuń
  3. Na pocieszenie powiem, ze we Francji prawie to samo...male piwa, nie istnieje "cos takiego" jak "semi dry" nie mowiac juz o slodkim..jak prosze mleko do kawy a nie daj boze duza kawe, moj ukochany sie do mnie nie przyznaje bo kawa=espresso i nic innego nie istnieje lol a francuzow dziwia jeszcze nasze polskie potrawy i sposob jedzenia, np dlaczego pizze jada sie z ketchupem (??!) nie mowiac juz o flakach...i dlaczego jemy zupe na przystawke :) wychodzi na to, ze dla zachodniej europy jestesmy dziwakami :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tym klaskaniem to pic...
    Parokrotnie miałem okazję lecieć czarterami wakacyjnymi gdzie na pokładzie byli sami Holendrzy i klaskali nie słabiej niż nasi Rodacy czy tam inne Niemce na pokładach swoich macierzystych maszyn, więc proszę bez przeginki :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie widziałam, ani nie słyszał, jak inni klaskali (w sensie inne narody), a latem często. Ale miło wiedzieć, że nie tylko my Polacy jesteśmy tacy ekspresyjni :)

      Usuń
    2. Z klaskania znani są także Litwini :) - przynajmniej dla pracowników Low costów

      Usuń
    3. klaskanie wymyslily Niemce poczatkiem lat 80,wtedy nie bylo Cie zlotko jeszcze na tym swiecie

      Usuń
  5. Prawdziwą profanacją wydawać by się mogło dla Dacza... grzane piwo. Jak piewszy raz sobie takie speciality robiłam, mój chłopak stał przerażony nad garnkiem pytając "czemu gotujesz piwo??" A ostatecznie zaczął mi podpijać i następnym razem poprosił o własną szklaneczkę napitku ;)
    Co do lektora sama się tak przyzwyczaiłam, że teraz to mnie głównie drażni

    Pozdrawiam
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zapomniałam o grzańcu ;) No faktycznie, grzane piwo, do tego półlitrowe i z sokiem to niemal przepis na zawał Dacza ;) Ale jak w końcu spróbuje sobie tak kiedyś mroźną zimą w Polsce to, o dziwo, smakuje mu!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. 1. Kolejki są ok, o ile prowadzą do atrakcji w parku rozrywki. W takiej sytuacji Dacz może stać nawet 45 minut bez szemrania.
    2. A mnie się wydaje, że zupę to akurat Dacze jadają częsciej niż inne nacje. Tyle że raczej na lancz, a nie na obiad. Jedną z narodowych potraw jest przecież grochówka. U mojego męza w firmie w kantynie stoi zawsze kosz chińskich zupek. W poprzedniej firmie były gorace kubki.
    3. O 17:00? To zdecydowanie za wcześnie... Obiad powinien być mieęzy 18:00 a 19:00. Biada temu, kto naciśnie dzwonek w tym czasie!
    4. He, he, ja tam klaskanie słyszałam raz. Gdy pilot ryana lecący od dawna na oparach wylądował w końcu w silnych podmuchach wiatru mieszcząc się jeszcze na pasie startowym.
    6. No mi się też juznieraz udało zamówić półlitrowe!
    Z pozostałymi punktami niestety sie zgadzam. Chyba jestem całkiem wydaczona... Ratunku!!!! Zawsze chciałam pozostać Niemką!

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytam, czytam i skończyć nie mogę :D Wpadłam na Twojego bloga wczoraj i ciężko mi się zebrać do spania. Teksty pochłaniam z prędkością światła kiwając głową z aprobatą :D Osobiście znam jednego Dacza, jest moim przyjacielem. Mimo tegoż faktu, wszystko to co napisałaś zgadza się w 90% ;) Właśnie od "mojego" Dacza usłyszałam, że lubi Polki, bo są zadbane, wiedzą jak się (nie) ubierać i jest na czym oko zawiesić ;) Dobrze, że teraz przerwa świąteczna jest to będę miała czas na dalsze chłonięcie Twoich tekstów i zwijanie się ze śmiechu :)

    Pozdrawiam, Basia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Basiu za miłe słowa i bardzo się cieszę, że blog Ci się podoba :) Pozdrawiam świątecznie!

      Usuń
  8. Ja nigdy sie z klaskaniem nie spotkalam. Moze za malo latam i tylko tanimi liniami, wiec moze w tym tkwi sekret mojego "szczescia'. A zreszta nie rozumei tego utyskiwania na klaskanie. Jak sobie ktos gdzies chce poklaskac to niech sobie poklaska. Wodka do obiadu. Nie spotkalam sie w moim srodowisku polskim z takim obyczajem. Ani u mnie w domu rodzinnym ani u nikogo innego nigdy nie jadlam obiadu z wodka. Z winem owszem. Nie wiem o co chodzi z tymi sztuccami, nie widze roznicy sztuccowej pomiedzy narodami. Jem zwykle dwoma, jak mam tylko jeden "sztuc"to jadam jednym i jakos sobie tym glowy nei zwracam.
    Zgadzam sie w pelni z uwagami o wygladzie Polakow (moj tez bezblednie kazdego Polaka wychwyci), zadziwieniem lektorem w tv oraz ordynarnym zmienianiem tytulow fimow. Moj tez wyjatkowo dziwil sie przepychem polskich wesel, nie potrafiac sobie odpowiedziec na pytanie "a po co to wszystko, tyle jedzenia, ktorego nikt nie przeje".
    Co do kolejek to nie zauwazylam zeby byly w Polsce wieksze niz w Holandii. Czasem trzeba gdzies postac. najwieksza kolejke jaka pamietam po upadku komunizmu doswiadczylam w Holandii, gdy zachcialo mi sie do Muzeum Anny Frank isc, dodam, ze bylam nim gleboko zawiedziona.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aha fusiasta kawa mojej matki tez na moim zrobila wrazenie. Jego reakcja byla bezcenna. Nie znajac tego pomyslu, moj dostawszy kawe wciagnal lyka wraz z fusami i w tej samej chwili wyplul toto na stol.

    OdpowiedzUsuń
  10. A polskie "no" używane w ramach "tak"?
    Fumfel w pracy uznał to za chyba najdziwniejsze zjawisko wśród polskiej społeczność gdy na pytanie na które jego zdaniem powinna paść odpowiedź: tak, my mówimy: no.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A(no) prawda ;) i jeszcze można dopisać... kapcie lub klapki do chodzenia po domu! Luby temu nigdy nie może się nadziwić, a już klapki do skarpetek są dla niego zjawiskiem kosmicznym ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  11. A to w czym on chodzi po domu? Wiem, że niektórzy chodzą na bosaka, inni w skarpetkach, inni w butach, ale niektórzy też mają te swoje sloffen do chodzenia po domu. Jakoś nie zauważyłam tu jakiegoś generalnego trendu w obuwiu domowym... Hahaha a teraz mi się przypomniała zima 2 lata temu w Holandii pół metra śniegu, a tu słyszę na korytarzu "klop, klop", zupełnie jakby ktoś szedł w obcasach albo koń szedł. Odwracam się, patrzę, a to Holender w swoich podniszczonych klompach! (drewniakach)! Szał!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie chodzi boso lub w skarpetkach :)

      Usuń
  12. Mój Dacz lubi wszystko, co przygotuję. Pochłania wręcz. Może dlatego, że Holandia na "Chemistry" stoi. Poza tym gratuluję blogu - bardzo dobry tekst. Mając na uwadze moje małżeństwo z "Daczem" (cudowne!!!) prawie całkowicie się zgadzam z tymi spostrzeżeniami!

    OdpowiedzUsuń
  13. nigdy nie widziałem żeby jedli bez lyzki widelca i noza ,mam zone holenderke i kopery dostaliśmy przy slubie,byly tylko dwie osoby z polskim pochodzeniem,wiec nie czruj tu ludzi ze tak zle wygladaja Holendrzy ,chyba ze masz srodowisko z marginesu holenderskiego.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tetaz moje polskie tłumaczenie słowa Dacz = Mieszanina huja z Niemcem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  16. Włosi tez klaszczą w samolotach. Amerykanie tłumaczą nazwy filmów np. z japońskiego (patrz enter the dragon i (dosłownie) the way of the dragon).
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. W Niemczech pije się piwo litrami, w Holandii na festynach i w karnawale też. Nie znam nikogo, kto pije wódkę do obiadu. Mieszkając w Tilburgu stałem w kolejkach. W Lidlu i Aldi to norma. Wystałem się też w kolejkach w ING w okolicach dworca. Jestem przykładem dobrze ubranego rodaka za granicą. Jest nas cała masa i nikt nas nie rozróżnia jako Polaków. Nawet mi zdarzało się pomylić. Jako naród robimy trochę wstydu, ale wielu rodaków zachowuje się przyzwoicie. Ci jednak giną w tłumie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Opisujesz tego swojego dacza i jego rodaków jako żywcem wyjętych z "Konopielki" polskich chłopów. Jeśli tak się zachowują i tacy są, to zatrzymali się w rozwoju.
    P.S. Byłem na pograniczu Holandii i Belgii przez dwa lata i nie zauważyłem takich dziwactw, o jakich piszesz - może trafiłaś na jakiś tępy egzemplarz (bez urazy), jakich i u nas pełno w dresach (chodzi o podejście do otoczenia, nie horyzonty życiowe).

    OdpowiedzUsuń