piątek, 14 czerwca 2013

Holenderski paradoks liberalizmu, czyli gdzie leży granica decydowania o własnym ciele

Pogromcy mitów część druga, czyli dziś obalimy holenderską twierdzę liberalizmu. Dziwne? No dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że w Holandii legalna jest, niech no to wyliczę, marihuana, prostytucja, aborcja, małżeństwa homoseksualne i eutanazja. Czyli tu legalne jest wszystko to, co w Polsce brzmi jak utopijny dream-team liberalizmu i jest od czasu wszystkich ustrojów politycznych kością niezgody między partiami rządzącymi a opozycją. Ale… Ale znów jak to w przypadku Holendrów i ich podwójnych standardów moralnych opartych na bóg raczy wiedzieć czym, ten liberalizm jest dość… wybiórczy. W dość dużym stopniu zależny od punktu siedzenia, czy raczej biorąc pod uwagę poniższy przykład, punktu leżenia.

Mówiąc szczerze, ja w takiej Polsce paliłam więcej trawy, niż palę tutaj. Z prostytucji, aborcji, czy praw dla homoseksualistów nigdy jakoś nie skorzystałam. Nie mówiąc już o takiej eutanazji. Choć oczywiście, jak to mówią, zawsze dobrze mieć wybór. Jednak jest coś, z czego bardzo, ale to bardzo chciałabym w przyszłości skorzystać – czyli z prawa o decydowaniu o własnym ciele, a które, jak się tu okazuje, nie przysługuje mi w tej oazie liberalizmu z tytułu holenderskiego „my wiemy, co jest dla ciebie lepsze, LEPIEJ”.

Na wokandzie dzisiejszego postu za przykład więc podaję tak zwaną „cesarkę na życzenie”. Tak, zgadza się. W Holandii jest wielce nie do pomyślenia, by kobieta w ciąży powiedziała lekarzowi, że nie chce porodu naturalnego. Jak to? Dlaczego? Przecież to sprzeczne z naturą! Jak o tym wspomniałam w luźnej konwersacji z Daczami przy piwie, to posypały się na mnie gromy. Tu kobiety rodzą tylko w sposób naturalny! – usłyszałam. To nienormalne mieć cesarkę, gdy nie ma medycznych wskazań! – ktoś dorzucił cierpko. I tłumaczą mi, że jak NIE chcesz urodzić w domu, ale (jak cywilizowany człowiek) w szpitalu, to musisz powiedzieć to swojej położnej (co więcej, niektóre z pakietów ubezpieczeniowych nie pokrywają kosztów porodu w… szpitalu).

Myślicie, że w tym momencie nabijam Was w butelkę? Sprawdźcie więc statystyki i zobaczcie, ile Holenderek decyduje się na poród w domu w asyście takiej akuszerki, która może ma doświadczenie, ale żadnego medycznego wykształcenia. Dla mnie to po prostu głupota, zwłaszcza gdy taka kobieta decyduje się rodzić w typowo amsterdamskim domu, gdzie w razie komplikacji trzeba wzywać nie tylko karetkę, ale i straż pożarną (bo nie będzie innej drogi, niż wyciągać rodzącą przez okno, bo wszystkie schody w Amsterdamie są cholernie wąskie!). 10 punktów za brak wyobraźni dla Gryffindoru! Brawo!


Więc, strasznie mnie to dziwi i trochę śmieszy, że kiedy mogę tak z ulicy dokonać aborcji, ale z drugiej strony, jeśli zdecyduję się na posiadanie dziecka, to już urodzić je muszę, według holenderskich zasad z kosmosu, w sposób naturalny. I gdzie tu sens i logika? Z jednej strony możesz decydować o swoim ciele, a z drugiej strony nie. Bo tak. I kropka. I tyle. Gdy rozmawiałam o tym z moim kuzynem ginekologiem-położnikiem, powiedział mi, że taki poród naturalny dla matki i dziecka z punktu widzenia możliwych komplikacji, jest bardziej zalecany. Zatem dobra, zgadzam się. Jest na to logiczne i z punktu widzenia medycyny, racjonalne wytłumaczenie. Ale z drugiej strony mój kuzyn sam przyznał, że wraz ze swoją małżonką, również panią ginekolog, zapisali się na cesarskie cięcie na konkretny termin. I mają dziś dzidziusia zdrowego jak ryba. I to, co jest wyjątkowe w tym przykładzie, to MOŻLIWOŚĆ WYBORU. Fakt, że sposób narodzin dziecka to była ICH decyzja.

A z mojego punktu widzenia jako kobiety, ten drobniutki paradoks bardzo mnie tu irytuje. Bo jak będę kiedyś w ciąży, to nie mam wyjścia. Cesarkę zrobię w Polsce i tyle. I nikomu nie będę się tłumaczyć, dlaczego chcę decydować o swoim ciele, skoro w XXI wieku MEDYCYNA DAJE MI TAKI WYBÓR. No bo jeszcze gdyby to był wiek XIX albo i nawet XX, ale teraz? Gdy nie żyję w głębokiej Afryce ani w jakimś ciemnogrodzkim średniowieczu, ale ponoć mieszkam w bastionie współczesnego liberalizmu, to pytam, WTF? Gdzie w tym momencie jest ten legendarny liberalizm, którym tak bardzo chwalą się Dacze? No gdzie, ja pytam? I jedynym pocieszającym aspektem w tej całej historii jest mój luby, który będąc właśnie jednym z tych dzieci urodzonych w zaciszu domowego ogniska, powtarza mi: twoje ciało, twój wybór. I to jest ten wzorowy holenderski liberalizm, o którym się tyle słyszy. Szkoda tylko, że patrząc przez pryzmat mojego osobistego, holenderskiego doświadczenia w tej kwestii, to wyjątek potwierdzający regułę...


I jedna uwaga techniczna, już na sam koniec. Nie krytykuję tu holenderskiej służby zdrowia, którą przetestowałam, może nie na własnej skórze, ale zdecydowanie na własnym ciele i stwierdzam, że działa bez żadnych zarzutów i jest naprawdę na wysokim poziomie. Na pewno wyższym, niż publiczna w Polsce. Moim celem również nie jest wdawanie się w dysputy, co jest lepsze dla kobiety, dla matki, cesarka czy poród naturalny? I inne kwestie takiego typu, jak na przykład, czy dają kobietom znieczulenie podczas porodu w Holandii, czy go nie dają? A już w ogóle daleka jestem od tłumaczenia, czemu to właściwie ja się tu wypowiadam na ten temat, skoro sama nie jestem matką i nigdy nie rodziłam w Polsce, a co dopiero w takiej Holandii. Nie. Tu nie chodzi o holenderską służbę zdrowia, sposób czy warunki rodzenia w Holandii, czy też wymądrzanie się na tematy, o których nie mam tak naprawdę zielonego pojęcia, a raczej mam, ale mgliste i teoretyczne. Moją intencją jest tylko i wyłącznie zwrócenie uwagi na pewien paradoks, który stawia pytanie w tym jednym z najbardziej liberalnych krajów na świecie: gdzie leży granica prawa decydowania o swoim życiu i ciele? Czemu w jednych kwestiach kobiety mają tu wybór, a w innych ten wybór jest im odbierany? Z jakiego prawa, czy też z jakiego powodu? Bo ja rozumiem kwestie zdrowia na pierwszym miejscu, ale czy komplikacje po zabiegu aborcji nie następują z takim samym prawdopodobieństwem, jak komplikacje po cesarskim cięciu? I kiedy nawet gotowa jestem zapłacić za cesarkę, bo moje ubezpieczenie nie pokrywa takiej operacji, spotykam się ze ścianą bardziej toporną niż Mur berliński, która ma dla mnie jeden argument w postaci: nie, bo nie. Bo my wiemy, co jest dla pani lepsze, LEPIEJ. True story.

Uhh, aż przepraszam, że dzisiaj to tak strasznie na poważnie wyszło ;) W następnym odcinku Wydaczonych Pogromców Mitów będzie dużo lżej. I zabawniej. Obiecuję!

4 komentarze:

  1. Renia, fajny artykuł :) Aż podzielę na fejsie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, jak zaczelam czytac, to od razu szlam o zaklad, ze jeszcze w Holandii nie rodzilas ;) No coz, zapewne przyjdzie mi poczekac, zeby sprawdzic, jak ta sama sytuacja bedzie wygladac z perspektywy poporodowej ;) Zamiast o paradoksach liberalizmu nalezaloby podyskutowac nad moralnoscia cesarek na zycienie. Cesarka to powazna operacja i paradoksem dla mnie jest dawanie kobietom mozliwosci wyboru jej na zyczenie. Lekarz po to wlasnie studiowal, zeby moc ocenic mozliwe zagrozenia, a te przy cesarce sa znacznie wieksze niz przy porodzie naturalnym. Lekarze przede wszystkim maja nie szkodzic, jesli wskazania do cesarki beda, odbedzie sie bez mrugniecia okiem w duzo przyjazniejszej atmoserze niz w polsce. Cesarka rowniez dla dziecka nie jest taka prosta jak sie niektorym wydaje, statystycznie wiecej dzieci urodzonych wlasnie w ten sposob ma potem poroblemy z regulacja sensoryki (Integracja sensoryczna). Kobiety decyduja sie na cesarki ze wzgledu na strach rpzed bolem, ale kobiety w Polsce sa do natural nych porodow po prostu nieprzygotowane. W Holandii jak sie chcesz dostac np na joge dla ciezarnych, to musisz zaklepac miejsce, jak sie tylko 2 kreski na tescie pojawia. za obecnosc partnera przy porodzie nie trzeba placic, to jest tutaj norma, co zdecydowanie ulatwia przejscie porodu. Zamiast meza mozesz sobie do towarzystwa wziac mame, siostre czy sasiadke, nie wazne, jedna osoba moze byc przy tobie caly czas. Jakby mi przyszlo rodzic w Polsce, to mozliwe, ze rowniez wybralabym cesarke. Przynajmniej omineloby mnie co nieco, bo nie oszukujmy sie, podejscie do pacjentow w Polsce i Holandii to kolosalna roznica. Mialam pecha spedzic troche czasu w szpitalu, rowniez z dzieckiem i ogromne szczescie, ze to byla Holandia, nie Polska. Warunki hotelowe, jedzenie pyszne i poczucie, ze jest sie waznym sa nie do przecenienia. Choc akurat o tubylczej sluzbie zdrowia rowniez bardzo wiele zlego mozna powiedziec i obys nie musiala tego na wlasnej skorze doswiadczyc.
    Wracajac do porodu, jeszcze jedno: Pojecia nie masz, jakie sa zasady dotyczace porodow domowych. Ja bylam strachajlo i uparlam sie na porod w szpitalu, ale gdyby bylo mi dane rodzic drugi raz i bylay taka mozliwosc, to na pewno wolalabym rodzic w domu. podstawowe zasady to ciaza bez komplikacji, prawidlowe ulozenie dziecka (ocena przez polozna, ze porod ma duze szanse odbyc sie bez najmniejszych komplikacji). Porod domowy musi sie odbywac w miejscu, z ktorego kobiete mozna wyniesc na noszach (wiec o strazy pozarnej mowy nie ma, jak schody sa za waskie czy lamane, polozna zgody na porod w domu dac nie ma prawa). Dojazd do szpitala musi byc mozliwy w ciagu 15min. wez pod uwage, ze rodzac w szpitalu w weekend nie masz gwarancji, ze ginekolog czy anestezjolog jest w szpitalu, jego tez obejmuje ten sam nakaz, ma byc przy pacjencie w 15 min plus na biezaco pod telefonem. w razie kompliukacji polozna rowniez ma nieco sprzetu, wiec to nie jest porod sredniowieczny. Ale mam nadzieje poczytac relacje na ten sam temat za pare lat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nie powinnam komentować tegoż komentarz, bo jak pisałam powyżej, nie chcę ABSOLUTNIE wdawać się w dyskusję na temat warunków służby zdrowia w Holandii czy tego, co jest lepsze: cesarka czy poród naturalny. A może poród w szpitalu? Albo poród w domu? Albo w... wodzie? Poród rodzinny czy nie? Joga dla ciężarnych czy nie? To nie są tematy, w których czuję się "upoważniona" wypowiadać z racji braku posiadania potomstwa. Mi chodzi o jedno i tylko jedno: W-Y-B-Ó-R. Życzę wszystkim mieć WYBÓR w każdej kwestii życiowej. Ot co ;) Pozdrawiam!!!

      Usuń
  3. Wydaje mi się, że chodzi o to, że cesarskie cięcie jest operacją, która może nieśc za sobą szereg komplikacji, o wiele poważniejszych niż poród naturalny, dlatego nie dają kobiecie takiego wyboru. Niedawno rodziłam i w Polsce "cesarka na życzenie" też jest już problemem, odchodzi się od tego. Miałam bardzo ciężki poród i dopiero po 40 godzinach walki zdecydowali się na cesarkę, ale nie o tym chciałam... Tylko o wyborze, który podejmuje lekarz, widząc jaka jest sytuacja. Ale z drugiej strony jak ma się do tego legalna aborcja, która tak jak napisałaś może wywoła jeszcze groźniejsze komplikacje...

    OdpowiedzUsuń