czwartek, 16 maja 2013

Tropem kradzieży w gejowskim barze

Idąc tropem kradzieży, muszę wyznać, że w Amsterdamie ukradziono mi nie tylko Janka. Niestety.

Zdarzyło się to w nocy z czwartku na piątek, tuż przed Gay Pride. Był to początek sierpnia zeszłego roku. Mój znajomy, Polak mieszkający tu bodajże od dziewięciu lat, Pablo, postanowił niczym Wergiliusz w Boskiej Komedii, oprowadzić mnie po najistotniejszych kręgach tej holenderskiej stolicy piekielnej rozpusty. 

Wpierw zaprosił mnie na pyszny obiadek do MOMO, gdzie byliśmy świadkiem dość zabawnej sytuacji. Jakoś tak się złożyło, że oboje poszliśmy w tym samym czasie do toalety (a może to była schadzka na papierosa?) i wracając z niej na schodach minęliśmy Murzynkę, lub jak kto woli bardziej poprawną politycznie wersję, Afro-Holenderkę. No niby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że dziewczyna ubrała się, jak na karnawał w Rio, A co jeszcze ciekawsze, naprawdę bez wyolbrzymiania, miała na sobie 20-centymetrowe obcasy, w których ledwo co chodziła. Patrzyliśmy na nią z Pablem, jak na pomnik papieża w Częstochowie. Wtf? I kiedy kilka sekund później byliśmy już prawie na samej górze schodów, nagle słyszymy huk. Spuszczamy wzrok, a tam leży na dole nasza czarna gwiazda, a raczej, rozgwiazda. Everything okey there? Pyta Pablo. I am fine, I am fine - odpowiada z uśmiechem, choć się w ogóle nie rusza (może odpoczywa po tym wyczerpującym zejściu ze schodów?). I leżąc tam nieruchoma, tak dziwacznie rozkraczona, wyglądała jak postać żywcem wyjęta z Family Guy'a. Ledwo powstrzymaliśmy tam z Pablem śmiech, by za chwilę przy stoliku rżeć jak konie po kastracji. Spokojnie, dziewczynie nic się nie stało. Jakiś czas później chwiejnym krokiem doszła do swojego stolika. Cała i zdrowa. Choć szła z prędkością metr na minutę.

Po obiedzie ruszyliśmy do baru Door 74, który niewtajemniczonym, dość ciężko zlokalizować. Jednak Pablo, jako stary wyjadacz amsterdamskich imprez (i nie tylko) dobrze wiedział, które drzwi zaprowadzą nas do raju wysokich procentów. Choć znalezienie owych drzwi nieco ułatwili sąsiedzi, którzy zapewne znużeni ciągłymi pomyłkami klientów, obok swoich drzwi umieścili mapkę z informacją, jak dojść do Door 74?. Cóż, tak to już mają te bary w stylu speakeasy. Czasem ciężej je znaleźć niż peron 9 i 3/4 w Londynie. Pablo na szczęście zrobił rezerwację, więc mieliśmy najlepszy stolik, bo naprzeciwko baru. I, drink za drinkiem (wyborne! skonstruowaliśmy z barmanem nawet wściekłe psy), rozmowa za rozmową, podjęliśmy decyzję o wycieczce do gejowskiego baru. A co! W końcu w Amsterdamie trzeba zobaczyć i przeżyć wszystko.

Idziemy do baru (mój boże, nie pamiętaj już jak to się nazywał!) nieopodal klubu Eve na Reguliersdwarsstraat. To mój pierwszy raz w gejowskim barze i jaram się tym, jak neon w burdelu. Ba, jestem podekscytowana, jak dziewica przed pierwszy razem! W środku ludziów pełno, wiadomo, lada dzień Gay Pride i zjeżdżają się homosie z całego świata. Tak tak, dobrze przeczytaliście. Homosie. Jak to powiedział zacny kosmita Korwin Mikke: To jest takie pieszczotliwe określenie. Ja nie używam tego słowa na "g", bo mi się z gównem kojarzy. Używam słowa homoś, bo po polsku mówię, a nie po angielsku. Tyle w temacie nazewnictwa homoseksualistów. Wracając jednak do naszej imprezy. Stoimy z Pablem przy barze, zamawiamy drinki, obok nas chłopcy tańczą trzymając się razem za rączki i przesyłają sobie wcale nie takie niewinne buziaki. Nasze kurtki i moją torebkę kładziemy tuż obok nas, na blacie baru. Nagle moim oczom ukazuje się dwumetrowa/y dorodna/y drag queen z wielkimi silikonami, jak pośladki Kim Kardashian. Wow! Muszę mieć jej/jego focię! Wyciągam telefon z torebki i za chwilę focie są już na moim fejsie. Jaram się tym wszystkim, jak trawa w coffeeshopie. I całe szczęście, bo tylko dzięki temu mogę teraz wam tą słitaśną focię zaprezentować!


I zdarzyła się rzecz niespodziewana. Znowu. Wkładam z powrotem swój telefon do torebki i dalej stojąc przy barze bujamy się z Pablem w rytmie Beyonce i Jay-Z. Oooo Oooo Oooo Na Na Na. Nie minęła ta piosenka, gdy chcąc wyciągnąć ponownie swój telefon z torebki (nowa/y drag queen pojawił/a się w klubie!), natrafiłam na dziwną próżnię. Mojego portfela również nie było. Po dokładnych oględzinach torebki, płaszcza i najbliższych trzech metrów kwadratowych, okazało się, że ostała mi się jeno tylko szminka. Diora. Paradoksalnie, chyba najdroższa z tych trzech przedmiotów (telefon miał iść właśnie do wymiany, a w portfelu miałam w gotówce 20 euro). Przynajmniej miałam pewność, że to facet przetrzepał mi torbę, a nie tam żadna/żaden drag queen. No do śmiechu w tamtym momencie wcale tak końca mi nie było, choć do momentu kradzieży, wieczór można było uznać niemal za idealny.

Obudziwszy się rano z kacem, i to moralnym (bo nakrzyczałam na lubego, że jak to się dzieje, że mówią o Polakach, że złodzieje, a mi wszelkie kradzieże zdarzały się dopiero tutaj, w Daczlandii?! Eh, procenty...) udaliśmy się zgłosić kradzież na policji. Oczywiście wszelkie karty płatnicze zostały jeszcze tej samej nocy zablokowane, musiałam więc "tylko" teraz zablokować swój dowód osobisty. W tym celu, poinstruowano mnie na policji, mam zadzwonić do swojej ambasady. I tu miałam okazję sprawdzić, jak działa nasza szacowna Ambasada w Hadze. Uważajcie teraz.

Dzwonię. Przedstawiam sytuację. Pani z Ambasady bardzo miłym głosem mówi mi, że skoro nie chcę wyrobienia nowych dokumentów, a jedynie zgłaszam ich kradzież, to mam przesłać mailem zeskanowany protokół od holenderskiej policji wraz z opisem zaistniałej sytuacji. I nie nie nie. Nie muszę stawić się w Ambasadzie osobiście. Podała jeszcze adres mailowy i życzyła mi miłego weekendu. Ekstra! Myślę. Urzędy działają tu o wiele sprawniej niż w Polsce! Bez zbędnej biurokracji, z kulturą i to z jaką uprzejmością! Pewnie nauczyły się tego polskie urzędasy w Holandii. Sweet!

W poniedziałek z rana dostaję taką oto odpowiedź z Ambasady:

Szanowna Pani,
a z kim Pani rozmawiala? W jakim celu przesyla nam Pani protokol?
Z poważaniem / Met vriendelijke groeten,

Po wymianie jakiś piętnastu maili wyszło, że mam się tam w Hadze jednak stawić osobiście (czego nie uczyniłam, a kradzież zgłosiłam w Polsce, przy okazji wypełniania wniosku o wydanie nowego dowodu). No cóż. Z tej sytuacji wyciągnęłam dwie nauki na przyszłość. Po pierwsze primo, przy większych imprezach takich, jak Gay Pride czy Queens Day (gdzie przyjeżdża do Amsterdamu jakiś plus milion więcej ludziów), pilnuj uważniej swojego portfela i telefonu. A najlepiej - miej je cały czas przy sobie! I po drugie secundo, głową muru nikt nie przebije, a tym bardziej nie zmieni mentalności polskiego urzędnika. Takiego to już nic nie wydaczy. Naprawdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz