środa, 29 maja 2013

Polisz kicz, bitwa o nerkę i kanibalizm na żywo, czyli o holenderskiej telewizji

Dziś będzie bardzo obrazowo, a wręcz filmowo. Do napisania tego postu "natchnął" mnie mój były redaktor naczelny Mariusz Pujszo. Postać skądinąd bardzo kontrowersyjna, która zasłynęła niedawno z racji pewnego obyczajowego (by nie powiedzieć seksualnego) skandalu. Skandal ów miał mieć miejsce na festiwalu w Cannes i miała w nim uczestniczyć jedna z "modelek" z programu Top Model. Przedmiotem sporu miały być usługi seksualne i 10 złotych (a może 20, już nie pamiętam). W każdym razie, mnie osobiście w miesięczniku Gentelman współpracowało się z Mariuszem bardzo dobrze. Tam stawiałam swoje pierwsze dziennikarskie kroki i stąd właśnie mam do tego magazynu i do tego człowieka pewien sentyment, ale...

Mam nadzieję, że przyzwyczajacie się już powoli do mojego ale, ale. No właśnie ale. Wczoraj w sieci pojawił się zwiastun najnowszego filmu Mariusza Ostatni klaps. I ten klaps to chyba w dupę Mariuszowi się należy, za przeproszeniem. Przypomnijmy jednak jego wcześniejsze produkcje: Polisz kicz projekt (2,9/10 na filmwebie) i Polisz kicz projekt... kontratakuje (2,7/10 na filmwebie). Wczoraj zatem po obejrzeniu tegoż "dzieła" sztuki zwiastunów moje wykształcenie filmowe wzięło górę nad sentymentami i krzyczało wtf? Kto dał na to g*wno pieniądze?! I coś mi się wydaje, że "arcydzieło" w swoim gatunku, czyli Kac Wawa, doczekało się wreszcie swojego godnego następcy.

Zobaczcie zresztą sami. Na własną odpowiedzialność.


I wiem, co teraz myślicie.  Common! You've Got to be Kidding Me! No niestety, to nie żarty. A promując swoje najnowsze dzieło Mariusz kilka dni temu przechadzał się z Frytką po czerwonym dywanie w Cannes... I ta jakże smutna myśl doprowadziła mnie do refleksji na temat granicy smaku w kinie i w telewizji. Stąd już była krótka droga do moich przemyśleń na temat holenderskich programów. Opiszę wam więc dwa, które wstrząsnęły opinią publiczną nie tylko w Holandii. Ostrzegam więc was, że może być bardziej niesmacznie, niż na sekstaśmie Kim Kardashian i Paris Hilton razem wziętych przez wszystkich amerykańskich gangsta.

Pierwszy program to bitwa o organy z 2007 roku. Program nazywał się Donor Show. Zgłaszali się do niego ludzie, którzy potrzebowali... nerki, a umierająca kobieta zgodziła się ją na potrzeby programu przekazać jednemu z uczestników. Wybrano trzy osoby, a telewidzowie mieli zagłosować, kto z nich ową nerkę dostanie. Tu niespodzianka, bo przegrani przegrywali... własne życie. Brzmi makabrycznie, ale program okazał się bardzo sprytną mistyfikacją mającą na celu uświadomić problem transplantologii. Co ciekawe, umierającą dawczynę grała aktorka, jednak trójka uczestników naprawdę pilnie potrzebowała przeszczepu. Po programie kilkadziesiąt tysięcy osób zgodziła się zostać dawcami. W tym mój luby, choć ze swojej karty przeszczepu wykluczył skórę i oczy. Nieco to makabryczne,no ale czasem pewne problemy wymagają nieco radykalnego nagłośnienia. A może to była tylko tania prowokacja? Efekt w każdym razie został osiągnięty. Świat mówił o tym i wciąż mówi.


I drugi program, czyli kanibalizm na żywo, czyli gdzie leży granica głupoty i tabu w holenderskiej telewizji. W 2011 roku dwóch prowadzących popularne show Króliki doświadczalne (Proefkonijnen) zdecydowało się zjeść siebie nawzajem. Cały świat uderzył na alarm, w tym polskie media, jednak w przeciwieństwie do Donor Show, nie miała to być żadna mistyfikacja ani prowokacja, aby zwrócić uwagę na poważny problem społeczny. Chyba, że problemem w Holandii jest wszechogarniający głód, a prowadzący Dennis i Valerio trochę chcieli się poczuć, jak w programie MasterChef. W Holandii długo trwała medialna dyskusja, czy zjedli siebie nawzajem, czy też nie zjedli. Po kawałeczku, oczywiście. Prawda nie ma znaczenia, liczy się tylko oglądalność i show. A show must go on, pytanie tylko, czy kanibalizm na żywo nie powinna poprzedzić próba zjedzenia własnego g*wna. To dopiero byłoby coś! Słupki oglądalności rosłyby szybciej, niż długi Grecji. A teraz zobaczcie to sami, smacznego!



Także po najbardziej kiczowatym zwiastunie ever, bitwie o nerkę i kanibalizmie na żywo, pora na coś dla rozluźnia, choć pewnie większość z was to już zna, ale co tam, whatever! W końcu śmiech to zdrowie, a pogoda znów klote!

1 komentarz:

  1. Ja tam bardzo lubiłam "Proefkonijnen" i nie rozumiem po co to całe HALO, związane z tym niby "kanibalizmem" ;)

    OdpowiedzUsuń