poniedziałek, 20 maja 2013

Lans po holendersku, czyli przaśny dowcip Karola i otwarcie nowego baru w Amsterdamie

W Amsterdamie długi weekend powoli dobiega końca (tak, tak, dzisiejszy poniedziałek wolnym dniem od pracy!!!). Wczoraj na Bloemgracht wypłynęło pełno małych i średnich łódek z całymi rodzinami na pokładzie, albo grupką znajomych popijających piwo i próbujących przekrzykiwać się przez ekstremalnie głośną muzykę. Nic dziwnego. Pogoda zrobiła się wczoraj całkiem znośna i było dość ciepło (16-18stopni) i nareszcie (!) sucho. Korzystając z tej pogody nawet jakiś starszy pan na łódce przez godzinę dawał perfomens pod moim oknem, to przygrywając na zmianę na trąbce, a to na harmonijce. Ludzie klaskali, śpiewali i robili mu zdjęcia z zaciętością azjatyckiego turysty w Luwrze. W takie dni w Amsterdamie jest tak rodzinnie, tak wesoło i tak słodko-pierdząco niczym w pierwszych odcinkach Klanu. Brakowało tylko Karola Strasburgera i jego dowcipu o kiełbasie (dowcip dość ciężko opisać, stąd Karol postara się go sam, we własnej osobie, wam zobrazować).


I tyle w kwestii sucharów i suchego klimatu na długi weekend. Dziś tak leje, że lepiej w ogóle nie wychodzić z domu. Pora więc na szersze podsumowanie. Jeśli długi weekend zastaje cię w mieście i nie masz żadnych planów na jakiś, nawet spontaniczny, wypad, to standardowo swoje plany zaczynasz od imprezy. Ja zaczęłam swoją już w czwartek. Ze znajomą grupką expatów. Z Vincenzo z Włoch, Liną z Litwy i ciemnoskórym Brianem, który lepiej czuje salsę niż niejeden Latynos, poszliśmy na otwarcie nowego baru C O M E. Wyglądało to prawie, jak warszawskie bankiety z Kasią Cichopek. Choć jak powszechnie wiadomo, prawie robi wielką różnicę.

Bo bez celebrytów, nawet bez takiej holenderskiej Kasi Cichopek (!) i paparazzi, ale z darmowym nielimitowanym szampanem. I nie wiem jak wam, ale mi już nic nie trzeba więcej mówić. Mimo, że lało tak bardzo, że pierwszy raz od ponad pół roku pojechałam tam komunikacją miejską, a nie żółtkiem, impreza zgromadziła więcej ludzi niż Hugh Hefner za czasów największej świetności  Playboy Mansion. Po kilku fociach na tak zwanej ściance (wtf?!) pora na tańce. I impreza jak impreza. Szampan leje się drzwiami i oknami, ludzie plotkują i podskakują, nawet podekscytowany saksofonista wskoczył na bar, a DJ do złudzenia przypominający chudszą i młodszą wersję Armina van Buurena zapodawał najnowsze hity. I niby impreza jak impreza, ale...

Ale w tureckich klimatach. No tak to pewnie z ułożenia geograficznego jakoś wynikło, że do Holandii napłynęło i wciąż napływa strasznie dużo emigrantów z Turcji i Maroka. I właściciel nowego lokalu okazał się być właśnie pochodzenia tureckiego. Więc impreza podzieliła się na dwa towarzystwa. Młodych ludzi chcących skosztować 'nieco' darmowego szampana i liczną rodzinę właściciela, po członku z każdego pokolenia i z każdej możliwej gałęzi drzewa genealogicznego. W tym i dzieci. Godzina pierwsza w nocy minęła, a tu tancerki rodem z Rio tańczą z małym tureckim bobasem (sic!). Starsze matrony rozwalone na kanapie niczym grubsze i mniej zbotoksowane wersje Real housewives of New Jersey wykazują tylko ruch, sięgając po kolejną przekąskę albo lampkę szampana. Tureccy mężczyźni skumulowani w osobnym kącie oddalonym maksymalnie od swych małżonek, posyłają długie spojrzenia dziewczynom tańczącym na parkiecie. Co poniektórzy, ci odważniejsi, zagadują i wciskają swoje złote wizytówki oblizując przy tym naoliwione wąsy. Fuuuuuuuuuuuj!

I tym sposobem mamy za sobą kolejną lekcję o kulturze i imprezach w Amsterdamie. Okazuje się, że przaśne niczym polskie wiejskie wesele, może być i wielkie otwarcie (ponoć) eleganckiego baru. I tu dla zobrazowania będzie fotek kilka. Karol tym razem jednak nie opowie żadnego dowcipu za co niezmiernie przeprasza, ale nigdy nie robi tego na sam koniec. Choć w tym miejscu zdecydowanie bardziej pasowałby ten żart o kiełbasie, niż na początku tejże opowieści. Karol pozdrawia!







2 komentarze:

  1. Masz swietne pioro :) tak wiec zaczalem czytac Twoje posty od samego poczatku. Pozdrawiam, Robert

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo Robercie, że blog Ci się spodobał! Przyjemnej dalszej lektury :)
      Pozdrawiam ciepło! Renata

      Usuń