czwartek, 9 maja 2013

Dacz people!!! - czyli początek mojej historii

Początek tej historii datuje się we Wrocławiu na 8-go marca 2011 roku. Jest to historia, którą zwykle ludzie zaczęliby opowiadać od słów: tyle zbiegów okoliczności nie może być przypadkiem. To na pewno przeznaczenie musiało maczać w tym swoje palce! Czy maczało? Tego to ja nie wiem, ale jedno wiem na pewno. Ta historia całkowicie zmieniła moje życie.

Gdyby się tak czepiać dokładnych dat, to jednak muszę troszkę cofnąć czas do poniedziałku, 7 marca 2011 roku. Tą historię zawsze zaczynam od słów: trzy bezrobotne wyszły w poniedziałek na miasto... Bo to bezrobocie to tak troszkę z zaskoczenia na nas spadło. A dokładniej za sprawą wrocławskiej policji, która pod osłoną nocy w niewyjaśnionych okolicznościach zaaresztowała naszego wydawcę. I co najmniej nie za niestosowny artykuł obrażający uczucia religijne, tudzież inne naruszenia prywatności czy wolności osobistej. I przez ten właśnie "kryzys" straciłyśmy pracę - ja i moja redakcyjna koleżanka - Dżoana. Dołączyła do nas również Karolina - stewardesa, która dosyć niedawno odeszła z Ryanaira (cytując jej słowa: nie latajcie tymi liniami! - chyba, że macie życzenie śmierci). W każdym razie spotkałyśmy się w dość radosnych okolicznościach, bo Dżoana przyjechała do Wrocławia na rozmowę o pracę. No i jak to w życiu bywa, bezrobotni szukają każdej dobrej okazji, aby ruszyć się z domu (czytaj, pić ;).

Dżoana miała rozmowę ze starszym Holendrem. I to dość nietypowym,  bo wytatuowanym od dłoni aż po łopatki, mającym długie rozpuszczone siwe włosy, a żeby było ciekawiej dla tej legendy, dodam od siebie, że miał wszystkie złote zęby. Można wręcz powiedzieć, że ta historia wydarzyła się za sprawą wytatuowanego Gandalfa. Dżoana siedzi i czeka na swoją kolej, kiedy wszystkie dziewczyny przed nią wychodzą po niespełna dwóch minutach. Oho! - pomyślała Dżoana - Następny kosmita. Najwyżej napiszę o tym artykuł. Kiedy przychodzi jej kolej, idzie więc twardo, siada przed jegomościem i czeka. A tu Holender opowiada jej o obowiązkach, warunkach pracy, wynagrodzeniu. A kiedy skończył i poprosił o jej pytania, wypaliła wprost: Czy ta praca wymaga również świadczenia usług seksualnych?


I Holender wściekł się. Podwinął rękawy jeszcze bardziej odsłaniając swoje wyblakłe tatuaże i pięściami waląc w biurko krzyczał: Nie, nie, nie! Bo z wami Polakami to nie można na luzie! Usługi seksualne? Jakie usługi? Moja córka była z Arabem, który ją molestował seksualnie i ja wziąłem pistolet i go zastrzeliłem! Tymi rękoma!

Jak można się domyśleć, Dżoana pracy nie dostała, ale ta sytuacja wywiązała pewną dyskusję. Otóż Karolina była wcześniej w związku z kolegą z pracy, pilotem i... Holendrem. W tym miejscu dodać muszę, że na spotkanie z dziewczynami przyszłam mocno spóźniona, o jakąś butelkę wiśniówki. Karolina więc zaczęła powtarzać w kółko, że Holendrzy to najwięksi dżentelmeni na świecie. Dżoana na to, że w takim razie musimy dziś jakiś poznać. Cóż, początek marca, poniedziałek, do sezonu turystycznego daleko jeszcze, ale czemu by nie? Rzucam więc dla zabawy nazwę baru Włodkowica 21. Dziewczyny, tam na pewno będą jacyś Holendrzy! - wypalam.

I wyobraźcie sobie nasze zdziwienie, gdy wchodzimy do baru i pierwsze, co słyszymy, to... holenderski. Dżoana krzyczy: Dacz people!!!!!!! I nie czekając na ich pozwolenie bierze krzesło i przysiada się do nich. My za nią. Co prawda okazało się, że Holender siedział tam tylko jeden, ale wystarczyło. To on jest powodem, dla którego przeprowadziłam się do Amsterdamu. Reszta to już historia, którą możecie śledzić na tymże blogu ;)

10 komentarzy:

  1. Rany julek, siedzę i kwiczę :):) Miałam iść poleżeć na słoneczku, ale korci mnie by dalej odkrywać twoje / Wasze ? przygody :) Zostaje i czytam ;D
    pozdrawiam serdecznie - wydaczona w jakims tam stopniu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czujemy się naprawdę wyróżnieni!!! Ze słoneczkiem wygrać to wcale nie taka prosta sprawa, a już zwłaszcza w Holandii!!! A już zwłaszcza, że dziś (przynajmniej w Amsterdamie) jest naprawdę lekker weer!!! Dziękujemy i pozdrawiamy wzajemnie wydaczoną w jakim(?/ś) stopniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardziej na południe, w Tilburgu jest tropikalnie, ale jeszcze z kwadransik i skończę czytać ;) może załapie się na ostatnie promienie słońca ;)
      Próbują mnie lub też sama próbuje się wydaczyć od września 2008 ;)

      Usuń
  3. Oj, to spory staż wydaczenia ;) Jak będziesz w Amsterdamie zapraszam na kawę! A jak będziesz miała ochotę opowiedzieć jakąś fajną daczowską historię na Wydaczonych, to następne stawiam wit biertje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tym wit biertje to trafiłaś prosto w serce!!! Uwielbiam ;)

      Usuń
  4. No to jak tylko będziesz w Amsterdamie to zapraszam na, moje również ulubione (a już zwłaszcza w taką pogodę, jak dzisiaj!) witbiertje! A historia z szefem... heel erg goed!!! Boska po prostu!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. ale piekna historia ;) mam nadzieje, ze w Holandii lepiej niz w Hispzanii :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romantyczna, nieprawdaż ;) ? Czy w Holandii lepiej? Na pewno jeśli chodzi o pogodę, to wolałabym Hiszpanię, choć przez ostatni tydzień jest tak pięknie, że nie ma co narzekać :) :) :)

      Usuń
  6. Ha! Dotarłam do samego początku bloga bo czytałam od końca ;) Bardzo fajnie się czyta te twoje historie! A Wrocław to faktycznie taki meeting place. Sama jestem z Wrocka i kilka miesięcy przed twoim pierwszym spotkaniu z ukochanym, ja spotkałam swojego - ale to znowu kiwusa i od kilku lat mieszkam sobie w Nowej Zelandii. Daczow tutaj mamy sporo i bez problemu dostrzegam te cechy narodowe o których tutaj na blogu wspominasz ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że blog Ci się podoba! A to faktycznie z tego Wrocławia Miasto Spotkań!!! A raczej - Miasto Swatka ;)
      Pozdrawiam ciepło!!!

      Usuń